Sokół: Muzyka powinna się jak najbardziej przenikać - jeśli gatunek jest hermetyczny, nie rozwija się (WYWIAD) - Electronic Beats Poland
Feed/Music

Sokół: Muzyka powinna się jak najbardziej przenikać – jeśli gatunek jest hermetyczny, nie rozwija się (WYWIAD)

Już jakiś czas temu ukazała się długo oczekiwana solowa płyta warszawskiego rapera Sokoła – w 20 lat po jego debiucie w szeregach ZIP Składu pojawił się album określany przez krytyków i publiczność jako „płyta roku”.

Z tej okazji postanowiliśmy porozmawiać z artystą o elektronicznych elementach obecnych w jego życiu i twórczości. Poczytajcie o nawiązaniach do Miami Bass, cytatach z synth-popowego Papa Dance, graniu ambientu w chill-out roomach, estetyce hip-house, melanżach z rapem i techno w klubie Alfa, idei stojącej za sub-labelem MOST i znanym duecie elektronicznym, którego bit ostatecznie nie wszedł na ten album.

Artur Wojtczak: W tym wywiadzie – przy okazji premiery twojej solowej płyty – chciałbym przedyskutować twoje związki z muzyką elektroniczną. I już na początku chcę sięgnąć aż do lat 80.: w piosence „Pomyłka” cytujesz polski taneczny pop „słowo koniec i gaśnie film” jest fragmentem utworu zespołu Papa Dance, dla którego teksty pisał zresztą twój tata…

Sokół: Tak, zgadza się, choć akurat tego tekstu („Pocztówka z Wakacji”) mój tata nie napisał. Ale ja bardzo lubię ten cytat i użyłem go świadomie. W końcu wychowywałem się na muzyce Papa Dance .

AW: Papa Dance czy cały nurt New Romantic był wtedy dla ciebie brzmieniowym obciachem?

Sokół: Byłem za mały by to oceniać będąc w 4-tej klasie podstawówki. Ale ta otoczka muzyczna wokół zespołu była dla mnie jako dziecka bardzo ciekawa, bo tata zabierał mnie np. na nagrania muzyczne do telewizji, zresztą gmach TVP był miejscem, które szczerze uwielbiałem. Chodząc na te nagrania miałem możliwość zaglądania za kulisy spraw, które były normalnie niedostępne. Po latach estetyka New Romantic czy synthpopowa wydaje mi się mimo wszystko ciekawa, bardzo wdzięczna do odświeżania na nowo, do muzycznego recyklingu, zwłaszcza hardkorowego.

AW: Końcówka lat 80. to już eksplozja brzmień undergroundowego acid-house i pierwsze utwory stricte klubowe, którym udawało się wskoczyć na listy przebojów. Chyba pamiętasz kilka z nich, skoro w „Końcu Gatunku” wspominasz belgijski skład Technotronic… Takiej muzyki słuchali też np. chłopaki z Warszafskiego Deszczu.

Sokół: Jasne, że tak. To był bardzo ciekawy okres, słuchałem tego sporo, wymienię, chociażby świetny i ponadczasowy singiel „It Will Make Me Crazy” Felix.

Do tego takie grupy jak The KLF, Technotronic. A moim pierwszym kompaktem, jaki kupiłem była płyta C&C Music Factory. Była to dla mnie kwintesencja dobrze wyprodukowanego tanecznego popu z elementami czarnej muzyki.

AW: 14 lutego zamieściłeś na Instagramie swoje zdjęcie z 1989 roku, gdy słuchasz 2 Live Crew z magnetofonu stereofonicznego. To był czas brzmienia Miami Bass i mieszania się stylistyki house’owej z rapem… 

Sokół: Tak, byłem wręcz fanatykiem tego zespołu i tej muzyki. Miami bass bardzo mnie inspirowało i kilka lat temu nagrałem kawałek w oparciu o tę stylistykę, czyli „Cynamon”.

AW: Czy słowa w utworze „Tak To Wygląda” z płyty producenckiej Waco również nawiązywały dokładnie do tego czasu?

Sokół: Tak. Ja wtedy dostałem sporo kaset od swojego brata ze Stanów. Na nich były poprzegrywane albumy wykonawców takich jak Tone Loc, Fat Boys, Young M.C., Beastie Boys czy Run DMC. To było niesamowite, jak jakaś przepustka do innego świata. Dzięki bratu zacząłem więc słuchać rapu, to było nowe odkrycie, mój świat wtedy diametralnie się zmienił. Wcześniej słuchałem T.Love czy Obywatela G.C. Po wejściu w kulturę hip-hop chciałem nawet wyglądać tak jak oni.

AW: O czym zresztą wspominasz w tym kawałku…

Sokół: Właśnie. I to był też czas rozkwitu MTV z całą masą dobrych programów, począwszy od Yo! MTV Raps aż po interaktywne audycje, gdzie do studia dzwonili widzowie z całej Europy. A w Polsce płytę nagrał Kazik, którą do dziś uznaję za zajebistą, zwłaszcza kawałek „Spalam się” zarówno tekstowo, jak i muzycznie, bo nie chodzi tu o flow.

AW: W Stanach Jungle Brothers nagrywali „I’ll House You”, Queen Latifah „Come Into My House” , tymczasem w Polsce dość długo czekaliśmy na rasowy hip-house. Za to w warszawskiej Alfie publiczność słuchająca rapu również mieszała się z fanami house i techno.

Sokół: Faktycznie było tak jak mówisz. W Alfie np. grano np. 2 godziny hip-hop, a potem 2 godziny techno i pochodne. Nikomu to nie przeszkadzało, co najwyżej część ludzi szła do baru, gdy w danym momencie muzyka im mniej odpowiadała. Były niby 2 bandy ludzi, jedna sympatyzująca z rapem, druga z muzyką techniczną, ale byli też tacy, którzy lubili i jedno i drugie. Bo i jedna i druga muzyka była wtedy świeża i w kontrze do tego, co się działo w mainstreamie, zwłaszcza polskim. Potem były też imprezy w Hybrydach czy Trendzie, gdzie np. piątek był poświęcony hip-hopowi, a sobota była nocą z techno czy house. Bar-dzo lubiłem też brzmienia chilloutowe i mało kto wie, że grałem kilka razy w niedzielę w Hybrydach jako DJ właśnie imprezy ambientowo – chilloutowe. Miałem sporą płytotekę, cały przekrój od typowego ambientu i chill outu po inne brzmienia: The Orb, Brian Eno, Art Of Noise, The Future Sound Of London, The Irresistible Force, Orbital, Black Dog, Ultramarine, Mouse on Mars, Autechre… Zdarzało mi się zagrać też Plastikmana czy jakieś rzeczy z Warpu typu Aphex Twin.

AW: Ten czas to zarówno miks publiczności, ale też współpraca artystów, DJ-ów z różnych środowisk. Thinkadelic miało na singlu remiks klubowy, Mic Ostap pożyczał mikser DJ’owi 600 V…

Sokół: Proste! A dobrym przykładem łączenia środowisk jest dla mnie brat Mica Ostapa, czyli Kuba O vel ₪, który wyprodukował nam przecież bit na pierwsze W Witrynach Odbicia, potem na składankę Prosto, a teraz jest związany z Hewrą. Jest dla mnie mistrzem samplingu. Muzyka powinna się jak najbardziej przenikać. Jeśli gatunek jest hermetyczny i szczelnie zamknięty, nie rozwija się. To jak z brakiem świeżych genów w zamkniętych społecznościach, nic dobrego z tego nie wynika.

AW: Kilka lat temu PROSTO. Otworzyło swój sub-label MOST poświęcony brzmieniom elektronicznym. Jak powstał ten pomysł?

Sokół: Krótko po zaprzestaniu działalności wytworni S1 Warsaw, poznałem osobiście Rafała Grobla i się zaprzyjaźniliśmy, od początku ceniłem jego erudycję muzyczną i podejście do kwestii wydawania brzmień klubowych.

Moja rola w stworzeniu MOST-u sprowadza się jednak tak naprawdę do stworzenia zaplecza. Tymczasem mózgiem całej operacji był od początku Rafał.

AW: Wczesne lata 2000 to m.in. Twój udział w drum’n basowym przedsięwzięciu 15 Minut Projekt, a potem z Oxy.Gen. Jak wspominasz te odskocznie?

Sokół: Ja całe życie szukam nowych rozwiązań muzycznych, nigdy nie zamykam się w jednaj strukturze muzycznej, to byłoby niezdrowe. Jako wentyl bezpieczeństwa nagrywam, choćby gościnnie inne rzeczy. Kawałek z 15 Minut projekt był świetny: współpraca z Jankiem Młynarskim i Foxem, ich granie tego drum’n’bassu na żywo na słynnych imprezach w klubie Punkt, super to wspominam! Na dodatek kiedyś się okazało w ZAiKSie, że tekst śpiewany przez Anię Szarmach napisała Kayah, tak więc mam z nią współautorski kawałek, o czym początkowo nie wiedziałem. Oxy.Gen był trochę później i finalnie ten numer trafił na płytę Sokół / Pono, bo grupa wrzuciła go wtedy tylko do sieci, bardzo lubię ten kawałek.

AW: Kilka lat temu Rafał Grobel zainicjował projekt Niewidzialna Nerka, który również miał łączyć świat estetyki klubowej i rapowej nawijki – zresztą z sukcesem. Podobały cię się te utanecznione wersje klasyków?

Sokół: Nie byłem świadkiem powstawania tego projektu, usłyszałem dopiero efekt finalny, byłem tym zajarany – klasyczne polskie kawałki rapowe zyskały nowe życie.

AW: Jakie masz zdanie na temat kultury remiksu? „Czysta Brudna Prawda” zawierała reinterpretacje podstawowych wersji z podstawowego krążka.

Sokół: Bardzo lubię remiksy, odmienne podejście do oryginałów. Jedyna rzecz, jaka mi przeszkadza i której nie akceptuję, to dowolne rozdawanie acapelli. Często powstają wtedy bowiem słabe, „fanowskie” remiksy – w zupełnie niekontrolowany sposób, a za niektóre autorzy powinni się wstydzić. W Polsce jest słaba edukacja muzyczna nie tylko na poziomie podstawowym i klasycznym, ale też w przypadku muzyki współczesnej, dorośli ludzie nie kumają co to są blendy, remiksy, mashupy i potem wydaje im się, że taki słaby remix to oficjalny kawałek, który wypuścił artysta.

AW: Czy to prawda, że na Twoim solowym albumie miał się znaleźć utwór z podkładem od bardzo znanego duetu producentów elektronicznych, ale finalnie nie wszedł na tę płytę?

Sokół: Tak, faktycznie tak było. Chodzi mianowicie o podkład od Catz ‘N Dogz. I ja im tego bitu absolutnie nie oddam, zatrzymuję go! (śmiech) Nie udało mi się nagrać nic dostatecznie dobrego, a nie chciałem nagrywać nic na siłę. Moje płyty bywały czasami trochę przeładowane, miewały po 18-20 kawałków. Teraz 3 rozgrzebane utwory finalnie nie weszły na album, zostało 13 kawałków plus bonus i myślę, że to idealna długość płyty.

AW: Wśród producentów pojawił się za to Bartosz Kruczyński aka Earth Traxx aka Pejzaż. Jak odnalazłeś się na jego podkładzie?

Sokół: Na początku był w ogóle pomysł, by zaangażować więcej producentów z MOST-u. Bartek wyprodukował dla mnie kilka. Niesamowite jest to, że elektroniczne, nowoczesne rzeczy zrobili mi producenci hip-hopowi, a najbardziej klasyczny podkład dostarczył właśnie Bartek.

Ile lat zaczekamy na nowe produkcje od ciebie, solowy album nr 2?

Nie wiem, mimo wszystko chyba za wcześnie o tym mówić. Przy tej płycie rozpędziłem się przy końcówce pracy i pewnie łatwiej by mi było tę nowa nagrać teraz. Ale teraz czekają mnie koncerty i wiele innych spraw, więc nie liczyłbym na szybką kontynuację.