Złap je wszystkie (znowu) | Electronic Beats Poland

Złap je wszystkie (znowu)

Ponad 22 lata temu, na Game Boy’u zaczęła się mania, która trwa do dzisiaj, co rusz podbijana nowymi produktami. Gra ‘Pokémon’ (w dwóch wersjach: Red i Blue), stworzona przez Game Freak i wydana przez Nintendo na przenośną konsolę w 1996 roku, z miejsca zdobył świat. Z pewnością pomogła również seria anime, którą można było oglądać i w Polsce, bardzo udana gra karciana i tysiące innych produktów towarzyszących. Na Nintendo Switch właśnie ukazała się najnowsza odsłona gry, a do tego zostaliśmy uraczeni atrakcyjnym trailerem filmu ‘Detektyw Pikachu’ (żyjemy w dziwnych, strasznych i pięknych czasach), co jest dobrym powodem, by przyjrzeć się całej marce i jej wpływowi na popkulturę. 

Przyczyny sukcesu Pokémonów są wręcz genialne w swej prostocie. Przede wszystkim, ludzie lubią zbieractwo – jeśli spojrzymy na rynek gier mobilnych, na których dominują produkty typu ‘gotcha’, to widać wyraźnie, że czasy i branża się zmieniają, ale to przyzwyczajenie uparcie nie. Jeśli odpowiednio opakujemy to, co trzeba zbierać, to gracze i graczki łatwo wpadną w powtarzalne i mozolne czynności, by dotrzeć do celu. Pokémon zarówno dobrze wykorzystuje stronę wizualną, jak i ma jasno zdefiniowany cel. O ile projekty stworków z czasem stawały się dość dziwne, tak pierwsza generacja dała nam ikoniczne obrazki – raczej ciężko znaleźć kogoś (w wieku 8-35 lat), kto nie skojarzyłby Pikachu, Charmandera, czy Bulbasaura. Nie bez znaczenia jest fakt, że o nasze stworki dbamy i stopniowo je wzmacniamy – a popularność np. tamagotchi świetnie obrazuje ludzką słabość w tym kierunku. Cel gry jest banalnie prosty – zebrać cały komplet, po drodze stając się najlepszym trenerem lub trenerką. Sama gra już tak prosta nie była, bo oprócz samego zbieractwa operowała wieloma systemami właściwymi dla japońskich RPG-ów, a także – zgodnie z duchem gatunku – dziejącymi się co chwilę bitwami, które przy większym stężeniu po prostu męczyły. Nie przeszkodziło to jednak w budowaniu gigantycznej popularności, którą Pokémon Company (firma stworzona przez Nintendo do zarządzająca marką) monetyzowała na wszelkie możliwe sposoby. Jeśli ktoś nie miał dostępu do Game Boy’a, albo po prostu nie podobała mu się gra, mógł uczestniczyć w pokémanii na wiele innych sposobów – od oglądania anime, poprzez granie w karciankę, aż do kupowania zabawek i gadżetów ozdobionych stworkami. Pokémon ma również silny aspekt społeczny – o swoich zbiorach dobrze się rozmawia ze znajomymi, a jeszcze lepiej się z nimi wymienia stworkami. 

Pierwsza fala pokémanii wytworzyła pokolenie z potężnym ładunkiem nostalgii wobec marki. Kolejne gry znajdywały poklask nie tylko u weteranów i weteranek serii, ale także generowały kolejne jednostki zarażone potrzebą zbierania dziwnych i uroczych stworków. I mimo konkurentów na rynku, takich, jak np. Digimon, to właśnie Pokémon od ponad dwóch dekad dominuje w zbiorowej wyobraźni. Tę dominację można było zobaczyć przy okazji premiery Pokémon GO – mobilnej gry, wydanej w 2016 przez Pokémon Company, a stworzonej przez Niantic. Mimo tego, że gra była (i niestety jest nadal) niedopracowaną, uproszczoną do granic i ledwo działającą apką, to zgromadziła wokół siebie miliony użytkowników i użytkowniczek. Nostalgiczni millenialsi, dzieciaki w wieku szkolnym, ludzie, którzy chcieli po prostu sprawdzić, o co chodzi w całym zamieszaniu – wszyscy, ramię w ramię, biegali po parkach i ulicach i próbowali łapać stworki. Pokémon GO miała niesamowity potencjał – wykrzystywała augmentację rzeczywistości, która w prosty sposób umieszczała stworki przed naszymi oczami, a możliwości ciągłego update’owania i ulepszania aplikacji są niemal nieskończone – ale do dzisiaj go nie zrealizowała. Co ciekawe, baza użytkowników i użytkowniczek jest wciąż ogromna (około kilka milionów dziennych userów), ale Niantic wyraźnie nie poradził sobie z technologicznymi wyzwaniami prowadzenia ciągle żyjącej gry – nowy content pojawia się sporadycznie, a komunikacja z grającą społecznością niemal nie istnieje. Osobiście bardzo mi przykro z tego powodu, bo pierwsze tygodnie grania w GO były dość fascynujące – niestety, dość szybko czar prysł przez bardzo podstawowy gameplay i horrendalne techniczne problemy, uniemożliwiające sensowne granie. 

Niespodziewany sukces Pokémon GO pokazał Pokémon Company, jak w łatwy sposób kapitalizować nostalgię. Przede wszystkim, nakeży postawić na pierwszą generację pokémonów – są najbardziej rozpoznawalne i wydaje mi się, że najbardziej udane. Później należy skupić się na aspekcie zbieractwa – bitwy są w porządku, ale to właśnie sam fakt szukania konkretnych stworków do kolekcji jest tu najważniejszy. Dlatego ‘Pokémon Let’s Go Pikachu/Evee’ – gra wydana właśnie na Nintendo Switch – jest mocnym odejściem od tradycyjnych aspektów serii. ‘Go’ w nazwie to nie przypadek – najnowsza odsłona czerpie sporo z gry mobilnej, np. system łapania stworków, który teraz polega na rzucaniu w nie pokeballami, zamiast pojedynków zwieńczonych złapaniem. W grze łapiemy pokémony pierwszej generacji, a fabuła jest w zasadzie rekonstrukcją bardzo popularnej odsłony z Game Boy’a, czyli ‘Pokemon Yellow’ (która ukazała się w Japonii 20 lat temu). Jedni narzekają na uproszczony gameplay, ale dla wielu taki zabieg odświeża serię. Zresztą przesunięcie ciężaru z archaicznego systemu losowych bitew w stronę bardziej satysfakcjonującego łapania pokémonów wydaje się być doskonałym krokiem. Co prawda Nintendo zapowiedziało, że Game Freak pracuje nad kolejną, ‘normalną’ odsłoną Pokémona na Switcha, ale uproszczenia z ‘Let’s Go’ nie zaszkodzą tradycyjnej serii w żadnym stopniu – a nawet przeciwnie. Pokémon Sun & Moon, wydana na Nintendo 3DS w 2016 roku, wprowadziła trochę uproszczeń, ale była to gra wciąż mocno unurzana w przeszłości. Nowe pomysły, choć proste, mogą dać nową jakość serii. 

Dla wielu fascynacja pokémonami u dorosłych ludzi to powód do szyderstw (odwdzięczam się szyderstwami z najbardziej nudnej i skorumpowanej moralnie i finansowo “rozrywki”, jaką jest piłka nożna). Ale japońskie stworki od zawsze były wydarzeniem społecznym – porównywało się swoje zbiory w Pokédexie, czy dyskutowało o łowczych strategiach. Pokémon jak żadna inna marka ma potencjał na łączenie pokoleń i grup społecznych, co było niesamowicie widoczne w pierwszych tygodniach istnienia Pokémon GO. Poza tym, świat Pokémona działa na prostych i szczerych zasadach. Pomijając mroczne implikacje więzienia małych stworków i puszczania ich do walki, to jest to uniwersum pełne pozytywnych wartości, a przede wszystkim uroczych kreacji i krajobrazów. W porównaniu z innymi masowymi rozrywkami popularnymi obecnie – od blockbusterów po gry battle royal – Pokémon ma jasne barwy, które roztapiają nawet najtwardsze serca. Pokémon jest z nami ponad 20 lat i nic nie zapowiada zmierzchu marki. Tylko jedno mnie zastanawia – kto dał zielone światło ‘Detektywowi Pikachu’? Tej osobie należy się serdeczny uścisk!