Electronic Beats Poland

Scooter – królowie guilty pleasure

Jeśli słuchasz czegoś w dzieciństwie bądź jako nastolatek, to pewne jest, że wrócisz do tego w wieku 30 plus. Oczywiście niektórzy Cię za to wyśmieją i stwierdzą, że zwariowałeś, wszak słuchanie Scootera po trzydziestce może wydać im się czymś delikatnie mówiąc niepoważnym. Czy warto jednak rezygnować z przyjemności naładowania się energią H.P. Baxxtera i spółki, czyli obok Scorpions i Rammstein największego niemieckiego muzycznego towaru eksportowego z powodu strachu przed obciachem? Moim zdaniem nie, ponieważ wielu dzięki nim zaczęło swoją przygodę z taneczną elektroniką, z czasem przerzucając się na bardziej ambitne rzeczy, a w ich twórczości jest kilka perełek (chociażby instrumentalne utwory z pierwszych płyt, b-side’y oraz kawałki w stylu „She’s The Sun”).

Shin-chan vs H.P. Baxxter

Shin-chan – lat 5. Właściwie Shinnosuke Nohara. Bohater anime o takim samym tytule. Mały świr świecący publicznie czterema literami, podrywający starsze od siebie kobiety i robiący różne rzeczy stanowiące synonim anormalności. Mimo wszystko jednak ma w sobie jakieś uczucia. Martwi się o psa, kiedy ten zachoruje, denerwuje się, gdy dorośli nie dotrzymują obietnic. Niby wariat, ale z pewną dozą wrażliwości.

H.P. Baxxter – lat 56. Właściwie Hans Peter Geerdes. Lider niemieckiej grupy Scooter. Wygląda, jakby spał w komorze tlenowej celem zachowania wiecznej młodości. Fizycznie przypomina dalekiego kuzyna Billy’ego Idola. Na scenie skacze, krzyczy i otacza się pięknymi tancerkami. Poza nią raczy się dobrą herbatą, podróżuje starymi angielskimi samochodami i słucha setów Borisa Brejchy. Zdarzyło mu się też grać na gitarze i śpiewać ballady, takie jak np. „Break It Up”. Wrażliwiec w ciele dance’owego punka.
Co zatem wieczny 5-latek ma wspólnego z wiecznym raverem?

Nieoczywistość. „Shin-chan” był bowiem kreskówką, którą najpierw emitowały stacje dla dzieci, a następnie kanały komediowe dla starszej publiczności. Nigdy wszak nie pisano, że to tzw. bajka dla dorosłych niczym „Family Guy”.

Scootera z kolei prezentowano w popowych programach typu „Bravo TV”, wrzucano do worka z twórcami eurodance, dopiero po latach uznając, że grają jednak dla fanów klubowych rzeczy (szeroki parasol, więc proszę się nie oburzać). Inna sprawa to absurd – szalony Shin-chan nijak pasujący do przeciętnego obrazu przedszkolaka kontra starszy młodzieniaszek upupiający odbiorców zabawną liryką na poziomie quasi disco-polowym. Idąc za Galileuszem, „a jednak się kręci” i publikę to bawi!

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube’s privacy policy.
Learn more

Load video

In Kitsch We Trust

Popatrzmy na karierę człowieka, który przerażał mnie w dzieciństwie. Obok kreowanego przez Tadeusza Rossa Zulu-Guli, który nawet kilka razy mi się przyśnił, H.P. Baxxter był jednym z moich dziecięcych koszmarów! Platynowy krzykacz na happy hardcore’wych beatach to było coś, co doprowadzało mnie do płaczu. Kiedy jednak on i jego grupa zwolnili tempo w 1996 roku, polubiłem ich. Zulu-Gulę również. Od tamtej pory obserwuję karierę tytanów hard dance’u., którzy zaczynali w latach 80. jako niemiecka odpowiedź na Depeche Mode pod nazwą Celebrate The Nun, a w ich składzie znajdowała się nawet siostra H.P., Britt. To tam również po raz pierwszy skrzyżowały się drogi inżyniera dźwięku i klawiszowca Ricka J. Jordana oraz wokalisty vel krzykacza Hansa Petera. Popularność synthpopu minęła, a do Niemiec dotarła moda na imprezy rave. H.P. rozpoczął pracę w wytwórni Edel, gdzie poznał przyszłego managera swojej grupy, Jensa Thele. Po godzinach balował, ile się da i snuł plany o powrocie do kariery muzycznej, w czym wspierał go kuzyn Sören Bühler (ksywka Ferris). Odnowił kontakty z Rickiem, dzięki czemu panowie zmontowali remikserski team The Loop!, tworząc nowe wersje utworów m.in. DJ-a Hooligana czy Holly’ego Johnsona. Postanowili stworzyć też coś pod szyldem Scooter. Wzięli na warsztat kompozycję holenderskiego duetu René Et Gaston – „Vallée De Larmes”, jednak prawdziwy szał na ich punkcie rozpętał się po wydaniu „Hyper Hyper”. H.P. jako fan brytyjskiej formy rave’owych live act’ów, gdzie obok DJ-a główną atrakcją był MC, sięgnął po mikrofon i zapodał kilka słów do instrumentalnego tanecznego kawałka. Jak się potem okazało, sporo z nich zapożyczył z numeru „Annihilating Rhythm” szkockiej grupy Ultra-Sonic. Sukces drugiego singla Scootera podzielił scenę rave i nie pomogło pozdrowienie takich postaci jak Westbam czy Mark Spoon. Uznano ich bowiem za komercyjnych badziewiarzy. Jedynym sposobem na przetrwanie w świecie muzyki było tworzenie podobnych numerów i granie koncertów, co okazało się dobrym krokiem.

Co więc z tym kiczem? Jeśli widzisz ubranego na czarno 50-latka z kolczykiem w brwi, łańcuchem na szyi i pierścionkami dla metalowców, ufarbowanego na platynowy blond, który wykrzykuje „Wickeeeed” i określa się pseudonimami typu „Chicks Terminator”, to ciężko nie wybuchnąć ze śmiechu. Dodajmy do tego jeszcze produkowane hurtowo proste kawałki ze śmiesznymi tekstami, którym bliżej muzycznie do DJ-a BoBo (ma się kasetę, choć wielu by się przyznało) niż do The Prodigy, a otrzymamy obraz pomieszania z poplątaniem. Marc Acardipane powiedział kiedyś, że gdy ich poznał, myślał, że nabijają się z ludzi, a potem zauważył, że jednak robią to na poważnie. Czy aby na pewno? „Don’t take life too seriously” – woła H.P. w kawałku „Oi”. I wszystko jasne!

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube’s privacy policy.
Learn more

Load video

Zakulisowy hymn

W książce „Always Hardcore” autorstwa dziennikarza Electronic Beats Maxa Daxa czytamy o tym, jak ważny dla członków grupy Scooter jest tzw. „warm-up ritual”. Godzina przed wyjściem na scenę to czas, kiedy H.P. piję Vódkę z Red Bullem, by mieć później dużo energii na scenie. Na backstage’u głośno gra również muzyka. Jednym z numerów, który swojego czasu nakręcał Siwego (jak zwykli nazywać lidera niemieckiej formacji polscy fani) i spółkę, był „I Like It Loud” autorstwa projektu Marshall Masters, za który odpowiada wspomniany już w tym felietonie Marc Acardipane. Oryginał ukazał się w 1997 roku i zyskał status złotej płyty w Belgii. The Ultimate MC wykrzykuje w nim „My radio believe me I like it loud” (pozdrawiamy LL Cool J’a), co H.P. odczytał jako „Maria believe me…”. Z problemów ze słuchem zrodził się jednak hit i kolaboracja dwóch totalnie odległych od siebie światów! Zespół po raz kolejny podzielił opinię publiczną, zyskując przy tym następny wielki przebój.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube’s privacy policy.
Learn more

Load video

Kuba Wojewódzki niemieckiej muzyki

Idąc dalej konwencją porównań – co łączy Kubę z formacją Scooter? Poza tym, że wystąpili kiedyś w jego programie, to umiejętności marketingowe! Z samym H.P. Baxxterem z kolei, miłość do samochodów (Hans Peter woli stare angielskie, Kuba nowe i sportowe), młodszych kobiet i wiek (Kuba jest niespełna rok starszy od H.P.)! Powróćmy jednak do marketingu! Jakub Władysław, jak nikt inny na polskim rynku opanował zdolność dostosowywania się do trendów przy jednoczesnym zachowaniu własnej tożsamości medialnej. Chętnie reklamuje nowe marki, wykorzystując do tego potencjał social mediów, założył też ze swoim wspólnikiem agencję Influencer Marketingu. Jest otwarty na nowe rzeczy, co pozwala mu zachować świeżość. Z H.P. jest podobnie. Niedawno w ramach promocji zabawnego singla „Bassdrum” stworzonego z jajcarskim raperem o pseudonimie Finch Asozial, powstał na Tik Toku „BassdrumChallenge”. Dotarcie do młodych odbiorców murowane! Pozostałe podobieństwa – obaj udają wariatów na poczet własnego show, a niektórzy ich odbiorcy wciąż to łykają, nie kumając konwencji.

Warto też dodać, że H.P. i spółka idealnie się podczepili pod termin „hardcore” (w latach 90. tworzyli w klimatach happy hardcore i to w najbardziej przystępnej formie). Również z techno nigdy nie mieli nic wspólnego, a jednak w nazwie strony internetowej zespołu pojawia się określenie gatunku wywodzącego się z Detroit. Spryciarze.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube’s privacy policy.
Learn more

Load video

KLF-anthology

KLF, czyli Bill Drummond i Jimmy Cauty to prawdziwi muzyczni dywersanci. Pod płaszczykiem tanecznej muzy przemycali treści pokazujące, jak łatwo nabrać się na machinę showbiznesu. Jedni z pionierów samplingu, hip-house’u, acid-house’u, trance’u i marketingowego dadaizmu XX wieku. Nagrywali nowatorskie dla elektroniki albumy, łączyli literaturę z muzyką i PR-em (odniesienia do trylogii „Illuminatus!”), wystąpili z Extreme Noise Terror i strzelali do publiki ślepakami (Brit Awards 1992), a także palili hajs przed kamerami w 1995. Latem 1990 roku H.P. Baxxter usłyszał w lokalnej hanowerskiej rozgłośni radiowej utwór „What Time Is Love”, który zmienił jego spojrzenie na muzykę. Ta fascynacja nie pozostała bez wpływu na twórczość Scootera (odgłosy publiczności w numerach, pozdrowienia dla „pana z furgonetki z lodami” w kawałku „Weekend!”, samplowanie twórczości idoli w takich dziełach jak m.in. „Behind The Cow” czy „Immaginary Battle”, odniesienia w tytułach, np. nazwa płyty „Back To The Heavyweight Jam” to cytat z tekstu „Last Train To Trancentral”, radiowóz w klipie do „Rave Teacher (Somebody Like Me)” itp.). Co ciekawe sam Jimmy Cauty wyraził aprobatę dla działalności Scootera.

Podsumowanie

30 mln sprzedanych płyt, olbrzymie koncerty z efektami pirotechnicznymi i setki tysięcy fanów na całym świecieIt’s Scooter, Baby!

Może i dla niektórych nurkują w szambie muzycznym, produkując utwory na miarę prowincjonalnych dyskotek dla typków z fryzurami a’la czeski piłkarz. Ale jedno jest pewnie – potrafią z czeluści zła wyciągnąć prawdziwe diamenty złożone ze sporej dawki humoru. Scooter bawi i uczy dystansu do siebie oraz świata. Przestań się więc nakręcać i zafunduj sobie muzyczne guilty pleasure!

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube’s privacy policy.
Learn more

Load video