Alfabet światowej elektroniki: L jak LCD Soundsystem - Electronic Beats Poland

Alfabet światowej elektroniki: L jak LCD Soundsystem

Alfabet światowej elektroniki: L jak LCD Soundsystem

Trzeba przyznać, że trudno o lepszy moment, by poruszyć wątek nowojorskiej formacji. Kilka miesięcy James Murphy i spółka powrócili po kilkuletnim niebycie z doskonałym albumem „American Dream”.

Wydana po 7 latach przerwy, czwarta w dorobku LCD Soundsystem płyta, znalazła się na samym czele rocznych podsumowań w „Mojo” i „Uncut”, „Rolling Stone”, „NME” i „Pop Matters” umieściły longplay na pozycji piątej, a „Pitchfork” jedenastej. Trzeba przyznać, że był to wręcz powrót wymarzony, jakże inny od tak licznych reaktywacji, które okazywały się niczym więcej ponad pozbawionym artystycznych ambicji skokiem na kasę.

Z jednej strony poziom wydawnictwa nie mógł specjalnie dziwić, bo mówi o grupie wielce wpływowej, która latami zachwycała swoim nieszablonowym, nieoczywistym kolażem takich gatunków jak dance, disco i… punk, ale z drugiej… No po tym, jak w kwietniu 2011 roku zagrali „pożegnalny” koncert w nowojorskiej Madison Square Garden i długo nie dawali zanadto znaku życia, wielu zwyczajnie w powrót LCD Soundsystem nie wierzyło.

Mówimy cały czas o „grupie”, „formacji”, ale postawmy sprawę jasno – bohaterem tej publikacji jest w największym stopniu James Murphy, bo LCD Soundsystem to jego autonomiczny projekt. Przez ponad 15 lat działalności, rzecz jasna nie zawsze aktywnej, przez skład przewinęło się ponad 10 osób. Mózgiem i spoiwem zawsze był jednak ten 47-letni producent, DJ, wokalista i autor tekstów.

Wszystko zaczęło się w wakacje 2002 roku od singla „Losing My Edge”. Nie była to może rewolucja, ale powiew ogromnej świeżości. Projekt Murphy’ego oferował zadziorność i charakter, których odrobinę brakowało w muzyce klubowej i elektronicznej poprzedniej dekady.

LCD Soundsystem budowało swoją pozycję bardzo świadomie i bez nerwowych ruchów. Dość powiedzieć, że zanim ukazał się, w styczniu 2005 roku, imienny album projektu, miał on już na koncie 5 świetnie przyjętych singli. Najwyraźniej Murphy doskonale przewidział, jak będzie się rozwijał przemysł fonograficzny i że waga longplaya ma zastosowanie o tyle, o ile znajdzie się na nim kilka doskonale znanych, rozpoznawalnych singli. A reszta? Reszta to ciekawe, ale jednak uzupełnienie.

No dobrze, postawmy sprawę jasno i uczciwie – o ile od strony czysto merkantylnej – single zyskały w ostatnich kilkudziesięciu latach przewagę nad albumami, to Murphy zrobił absolutnie wszystko, co należy, by jego wydawnictwa traktować jako pełnoprawne dzieła. Tak „Sound of Silver” (2007), jak i „This Is Happening” (2010) były wydawnictwami stojącymi na niebotycznym poziomie.

Ewolucja LCD Soundsystem to powolne oddalanie się od zadziornego, klubowego sznytu, do bardziej żywego grania. Elektronika z ludzką twarzą – można było przeczytać w licznych recenzjach.

I takie też brzmienie zdominowało wydany w ubiegłym roku, powrotny album formacji. Niby jest to po prostu fantastyczna rozrywka, ale taka z drugim dnem, unoszącym się gdzieś duchem buntu, niepokoju, a może trochę pogodzenia z upływającym czasem i tym, jakie postawy dominują we współczesnym świecie?

 

Sprawdźcie poprzednie litery alfabetu:

A

B

C

D

E

F

G

H

I

J

K