Electronic Beats Poland

WYWIAD: Twórcy o filmie "Wszystkie Nieprzespane Noce"

Published on November 8, 2016 15:24 Berlin Time

Ten film nie bez powodu porównywany jest do „Niewinnych czarodziejów” Andrzeja Wajdy. We „Wszystkich nieprzespanych nocach”, portrecie bawiącej się Warszawy, jest coś znacznie więcej niż tylko tu i teraz, chociaż właśnie na tym skupiają się bohaterowie romantycznej opowieści Michała Marczaka.

Po raz pierwszy widziałem ten film na długo przed polską premierą i na kilka tygodni po sukcesie “Wszystkich nieprzespanych nocy” na festiwalu Sundance. Pierwszych kilka minut i od razu „ciarki wstydu”, trochę jakbym słuchał swojego głosu w radio, trochę jakbym oglądał się w telewizji, a to uczucie krępujące. Mija kilka minut i po chwili wrażenie wygasa, a zaczyna się przygoda. Owszem, bohaterowie spacerują tymi samymi ulicami, którymi chadzam ja, wchodzą do tych samych warszawskich klubów, ale ta potrzeba odnajdywania siebie w filmie szybko ulatuje. Dla ludzi z Warszawy, a to do nich w pierwszej kolejności trafił ten film, może się okazać spektaklem o nich samych, o miejscach, a często osobach, które dobrze znają, ale nie to nie jedyna intencja reżysera. Michał Marczak powiedział, że gdy w Sundance’owej sali kinowej ponownie zapaliły się światła podchodzili do niego starsi ludzie i wzruszeni do łez gratulowali sposobu w jaki udało mu się sportretować chwile zabawy, upojenia, odurzenia, które chociaż pełne negatywnych konsekwencji, w pamięci zostawiają jednoznacznie pozytywny ślad.

POZA FABUŁĄ i POZA DOKUMENTEM

„Wszystkie Nieprzespane” noce to film, który wymyka się płaskim kryteriom i podziałom na dramat i fabułę. Michała Huszczę i Krzysztofa Bagińskiego reżyser zwerbował niemal z ulicy, kasting nie obejmował profesjonalnych aktorów, ale jakimś cudem udało się uniknąć aktorskiej amatorszczyzny rodem z popołudniowego pasma telewizyjnego i „Pamiętników z wakacji”. Może to dlatego, że zdjęcia do filmu trwały aż 80 dni, może to dlatego, że Huszcza i Bagiński nigdy nie trenowali grania, a Marczak nigdy nie został dyplomowanym reżyserem. W jednym z wywiadów powtarzał, że „warsztat jest ważny, ale w reżyserii liczy się pielęgnowanie intuicji, gust i i otwartości na innych”.Tak było gdy Marczak podążał za grupą aktywistów „Fuck For Forest”, tak jest i tym razem. Film nie ocenia ludzi, wcale też nie sili się na to, by w jakiś szczególny sposób ich zrozumieć, po prostu śledzi kolejne stany, zmiany, chwile bliskości i absurdalnego odosobnienia, nazywa proste emocje.

HŁASKO I BLOKERS Z NOWEJ WARSZAWY
W rozmowie z Electronic Beats Michał Marczak przyznał, że chciał uchwycić atmosferę Warszawy, miasta, które w ostatnich latach bardzo się zmieniło, stało się atrakcyjne i samowystarczalne pod względem kultury i rozrywki. Ekipa filmowa dotarła chociażby na jedną z najciekawszych stołecznych imprez Dunno, a jeden z jej twórców – Lubomir Grzelak, jest też autorem muzyki do filmu. Takich miejsc, atrakcyjnych, a być może jeszcze nieodkrytych jest w filmie o wiele więcej. Bagiński i Huszcza są w nich jak przewodnicy, którzy prowadzą nas za sobą. Reżyser porównał ich do poety i blokersa, Hłaski i praskiego rozrabiaki, Marlona Brando i Jamesa Deana, a górnolotne porównania są tu na miejscu. Całą siłą „Wszystkich nieprzespanych nocy” jest właśnie ta bezwstydna górnolotność, romantyczność aż do przesady, podkolorowane barwy, wszystko to, co na lata zostaje w naszych wspomnieniach, po własnych nieprzespanych nocach.