Electronic Beats Poland

[WYWIAD] Max Cooper: fascynacja genetyką i techno

Published on December 19, 2016 15:32 Berlin Time

Max Cooper – multimedialny artysta  techno, urodzony w Belfaście, mieszkający w Londynie. Już jako dziecko zafascynował się genetyką czytając książkę Stephena Hawkinga. Autor muzycznych projektów, które wsparte są sztukami wizualnymi. Jego występy są jednymi z najciekawszych wg rankingu  Resident Advisor: ‘Top Live Act’ 2015, 2013 i 2012. Artysta wystąpił 16.12. w klubie Smolna w ramach imprezy z cyklu before’ów przed trzecią edycją Festiwalu World Wide Warsaw, a już w lipcu zagości na scenie Electronic Beats, na festiwalu Tauron Nowa Muzyka.

W wywiadzie Max opowiada mi o łączeniu pasji do nauki z muzyką, multimedialnym aspekcie swoich live-actowych występów, związkach elektroniki z muzyka klasyczną, chodzeniu do klubów i muzeów oraz znaczeniu Londynu na klubowej scenie.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube's privacy policy.
Learn more

Load video

Artur Wojtczak: Przez ponad 3 lata pracowałeś nad nowym albumem “Emergence” , który ukazał się w listopadzie. Jaka była koncepcja tej płyty i kiedy zacząłeś całe przedsięwzięcie?

Max Cooper: Wszystko zaczęło się od moich zainteresowań muzyką i sztukami wizualnymi. Chciałem te dziedziny połączyć dodając do tego jeszcze moją pasję naukową. To miał być właśnie taki projekt, przy którym będę mógł współpracować zarówno z artystami zajmującymi się sztukami wizualnymi jaki i naukowcami.

Brzmi to bardzo wyjątkowo!

Tak, chciałem zrobić coś innego i wykorzystać swoja wiedzę i pasję. Ja studiowałem naukę i przez lata uczestniczyłem w różnego rodzaju badaniach, potem rzuciłem się w wir tworzenia muzyki i zajmowania się nią. Jestem typem osoby myślącej wizualnie, lubię też otaczać się sprzętami audio do tworzenia muzyki.

Na płycie łączysz więc naukę z muzyką i sferą wizualną. Czy w takim razie tworzone przez Ciebie dźwięki mogą funkcjonować oddzielnie od warstwy obrazkowej czy muszą występować razem?

Oczywiście, że można je traktować oddzielnie: można kupić mój album czy słuchać go na Spotify i nie zawracać sobie głowy ideami zawartymi w części wizualnej. Muzyka jest napisana na tę płytę trochę jak do filmu,  pod pewien scenariusz, ale może być słuchana tradycyjnie.

Teledyski, które są połączone z twoimi utworami dopełniają niejako warstwę muzyczną i pokazują ten projekt w całej jego okazałości. Jon Moore z Coldcut (Ninja Tune) powiedział mi miesiąc temu w wywiadzie, że obecnie scena VJ-ska jest dużo mniej kreatywna niż kiedyś, a przecież Coldcut byli pionierami łączenia elektroniki z wizualami. Czy  było Ci trudno znaleźć odpowiednie osoby do współpracy przy tej części projektu?

Kiedy Coldcut zaczynali ze swoja muzyką i łączeniem dźwięku i obrazu, była to pewna nowość, coś świeżego. Dlatego musiało to być bardzo kreatywne i rzeczywiście pionierskie. To, co ja daję innowacyjnego od siebie, to odnośnik do nauki. Album opowiada pewną historię, ale każdy teledysk odnosi się do jakiejś oddzielnej koncepcji naukowej z wizualizacją danych. Technologicznie wszyscy idziemy do przodu, dużo rzeczy nie jest już traktowane jako coś świeżego: czasem faktycznie VJ bierze projektor, robi mapping, używa już gotowych rzeczy, które tylko nieznacznie modyfikuje nie napracowując się przy tym zbytnio. Dlatego ja wolę tworzyć coś zupełnie nowego.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube's privacy policy.
Learn more

Load video

A nie boisz się, że będzie to zbyt trudne i hermetyczne, by twoja publiczność to zrozumiała i zaakceptowała?

Ja nikogo do niczego nie zmuszam, pozwalam słuchaczom dowolnie interpretować moją muzykę i sztukę video. Nie znoszę działań typu: „masz o tym myśleć tak i tak”. Ja daję kompletnie wolną rękę, niczego nie sugeruję.  Ale jeśli chcą mocniej zrozumieć, co chciałem im przekazać, mogą wejść na moją stronę poświęconą albumowi „Emergence” i tam poczytać. To jak gra edukacyjna. I nie jest to nudne i hermetyczne jak można sądzić o nauce! ( śmiech)

Album współtworzył m.in. pianista i kompozytor klasyczny Tom Hodge. Jak silny jest związek pomiędzy muzyką elektroniczną a poważną?

Napisałem z Tomem 3 utwory na tę płytę. Pracujemy razem od paru lat. Dla mnie to kwestia przełożenia uczuć na grę na pianinie, czy na syntezator. Ja sam gram niezbyt dobrze i piszę muzykę niemal w sposób naukowy. Wiem, czego chcę dźwiękowo, ale nie zawsze umiem to przełożyć na dźwięki i dlatego Tom pomaga mi w tym. A jego wiedza o muzyce klasycznej zdecydowanie dodaje ciekawych aspektów do tworzonej przez mnie elektroniki np. jeśli chodzi o kompozycję. Kiedyś zrobimy razem całą płytę, taką bardziej down-tempo. Bo ta aktualna  jest zdecydowanie przeznaczona do klubów.

Czy znasz muzyczne kooperacje łączące klasykę czy jazz z techno i house’em jak np. Bugge Wesseltoft & Henrik Schwarz czy Jeffa Millsa grającego z Montellier Philharmonic Orchestra?

Tak, oczywiście! I sam nagrałem też kiedyś taką jazzową EP-kę „Tileyard Improvisations Vol.1″ (feat. Kathrin Deboer and Quentin Collins), którą wydała wtedy typowo jazzowa oficyna Gearbox. Zebraliśmy jazzowych muzyków i poprosiliśmy, by improwizowali. A muzycy jazzowi adaptują się niesamowicie łatwo do każdego gatunku muzyki.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube's privacy policy.
Learn more

Load video

Jesteś teraz w trasie promującej album: następny przystanek to Paryż i Amsterdam. Jakie masz obserwacje ze światowych klubów: jakie miasto ma teraz najbardziej gorącą i ekscytującą scenę elektroniczną?

Bardzo trudne pytanie, ale… najprawdopodobniej Mexico City. Grałem tam parę razy i poziom zachwytu, ekscytacji publiczności jest naprawdę wyjątkowy. Ludzie znają moją muzykę, są świadomi i bawią się znakomicie.

Mieszkasz w Londynie, który zawsze był jednym z najważniejszych miejsc dla globalnej kultury klubowej: tu rodziły nowe gatunki jak np. 2 Step, tutaj zaczynały się kariery klubowych hymnów, które potem stawały się klasykami. Czy teraz jest w Londynie coś, co będzie tzw. „The Next Big Thing” – nowym trendem czy zjawiskiem, które wywrze wpływ na scenę światową?

Masz rację. Londyn był zawsze trendsetterski! I z jednej strony w Londynie ostatnio znikały kluby jak np. Fabric, który na szczęście powróci, a z drugiej rodzą się nowe rzeczy…

A powrót Fabric to też pokaz siły i determinacji społeczności klubowej, która o niego zawalczyła, prawda?

Tak, to niesamowite, jak pozytywne wsparcie klub dostał od ludzi. To nie do przecenienia, fantastyczne. A niebawem otworzy się też nowa miejscówka, która będzie na pewno wielkim wydarzeniem ze względu na specyfikę: Printworks, miejsce na 5000 ludzi, coś w stylu większej wersji Berghain. Londyn tego bardzo potrzebuje. Industrialne miejsce robi wielkie wrażenie. I myślę, że to, co się tam zadzieje może mieć wpływ na scenę. Tymczasem ja w Londynie rzadziej chadzam do klubów, robię to raczej na świecie podczas trasy. A w Londynie chętniej odwiedzam muzea, czy wystawy sztuki. Czasem myślę, że jestem za stary i za nudny (śmiech). Kocham kulturę klubową i jestem jej częścią, ale lubię też inne rzeczy. Dlatego pracuję nad powołaniem do życia nowego labelu, gdzie muzyka – głównie taneczna, ale nie tylko – będzie ściśle połączona ze sztuką wizualną, będzie częścią większego kreatywnego projektu. To wspaniałe, gdy muzyka prowadzi do nowych pomysłów i idei.

Udanego występu dziś wieczorem w klubie Smolna: mam nadzieję, że i tam poczujesz te undergroundowe wibracje i wrócisz z dobrymi wrażeniami. Ten klub jest młody, ale już z respektem na scenie i świadomą muzyki publicznością…

Dziękuję! Bardzo się cieszę na ten wieczór, będę grał 5 godzin. Zresztą w Polsce występowałem już parę razy i zawsze było znakomicie. Wy również wykazujecie dużo entuzjazmu i macie masę energii, którą oddajecie artystom. Chętnie tu wracam!

Rozmawiał: Artur Wojtczak