Wszystko zostaje w rodzinie - Electronic Beats Poland

Wszystko zostaje w rodzinie

Words by Mateusz Romanowski

Życie rodzinne bywa ciężkim kawałkiem chleba. To z udziałem rodziców i dzieci-muzyków nie różni się w tym temacie specjalnie od tych, gdzie dominują bardziej „normalne” zawody. Skandale wokół The Kelly Family czy The Jackson 5 były jaskrawymi przykładami na to, że również z utalentowaną muzycznie rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach.

Robb Banks

Zdarza się, że dzieci znanych muzykujących osób często są kontynuatorami ich muzycznej ścieżki, jak w przypadku synów Lennona czy Marleya. U Robba Banksa sytuacja jest odwrotna. Syn Shaggy’ego, znanego z niedawnej współpracy ze Stingiem i pogodnych numerów, jak „Boombastic” czy „It wasn’t me”, tworzy muzykę gdzieś na przeciwległym mentalnym biegunie. Od 2012 roku nagrał 5 mixtape’ów, 7 epek i jeden pełny album, „Year Of Savage”. Familijne konotacje wiązały się dla niego raczej z problemami niż udogodnieniami. W rapowym środowisku bycie synem bogatego muzyka dla niektórych odbiorców z automatu odbiera „street credit”. W rzeczywistości kontakty z ojcem dalekie były od ideału. Raper wychowywał się sam z chorującą na raka matką, co wiązało się z gigantyczną odpowiedzialnością za najbliższych w bardzo młodym wieku. Opowiada o tym w obszernym wywiadzie dla Noisey. Do zarzutów części rapowej społeczności odniósł się w numerze przekornie zatytułowanym „It wasn’t me”.

Jeff Buckley

Wydane w 1994 „Grace” Jeffa Buckleya jest jednym z najbardziej wpływowych albumów gitarowych wydanych w ostatniej dekadzie XX wieku. Co nie jest częste, został doceniony zarówno przez publiczność, jak i krytyków już w momencie wydania. Charakterystyczny falset i frazowanie artysty odcisnęły piętno między innymi na styl Damiena Rice’a czy składy takie jak Muse i Radiohead. O wiele mniej znanym artystą pozostaje ojciec Jeffa, Tim Buckley. W latach 60 i 70 dorobił się aż dziewięciu studyjnych albumów o imponującym rozstrzale stylistycznym od folku do awangardowego rocka. Niestety, jak często bywa, osiągnięcia muzyczne niespecjalnie przekładały się na życiową odpowiedzialność. Jeff wychowywał się bez ojca.

Miley Cyrus

Jeśli nie interesujesz się muzyką country, możesz nie wiedzieć, że Miley nie jest wcale najsłynniejszą wokalistką w swojej rodzinie. Artystka przez lata przeszła długą drogę od idolki nastolatków do zaangażowanej w obronę praw społeczności LGBTQ artystki współpracującej między innymi z Waynem Coynem z The Flaming Lips. Jednak z amerykańskiego punktu widzenia prawdziwą mega-gwiazdą jest jej ojciec, aktor i wokalista country Billy Ray Cyrus. Jego debiutancki album, „Some gave all” pokrył się dziewięciokrotną platyną w Stanach Zjednoczonych, a singiel „Achy Breaky Heart” był pierwszym potrójnie-platynowym singlem w historii Australii. Swoje artystyczne i aktywistyczne osiągnięcia ma też na koncie rodzeństwo Miley, siostra Noah jest działaczką PETA, aktorką i wokalistką pop, a jej brat gra w zespołach Metro Station i Ashland HIGH.

Natalie Cole

Natalie Cole sama ochrzciła swoją rodzinę mianem „muzycznych Kennedych”. Nic dziwnego, jej ojcem był legendarny jazzowy pianista i wokalista Nat King Cole, a matką Maria Cole, znana z bandu Count Basiego i Duke’a Ellingtona. Na początkowym etapie kariery znane nazwisko było dla niej ciężarem. Rockowe inspiracje jej pierwszego bandu Black Magick nijak nie zgrywały się z oczekiwaniem publiczności wobec córki „tych” Cole’ów. Jej późniejsze, trwające aż do śmierci w roku 2015, pełne sukcesów przygody z muzyką były jednocześnie pełne innych problemów, takich jak zmaganie się z narkotykami i depresją. Opisała je w swojej autobiografii, „Angel on my shoulder”. Natalie złożyła hołd swojemu ojcu w 1991, wydając reinterpretacje jego utworów na płycie „Unforgettable… with Love”, która sprzedała się w ponad siedmiu milionach egzemplarzy na całym świecie i zdobyła siedem nagród Grammy.

Nas

Nasir Jones szerzej znany hip-hop’owej publiczności jako Nas podchodzi z rodziny o długich muzycznych tradycjach. Jego ojciec, Olu Dara zaczął muzyczną karierę już jako siedmiolatek, a przez lata towarzyszył w studiu i na scenach wielu jazzowym tuzom. Jego dziadkowie i pradziadkowie śpiewali za to u boku klasyków delta bluesa, Ma Rainer czy Bessie Smith. Olu wspomagał Nasa już od pierwszych jego nagrywek. Jego autorstwa jest między innymi partia trąbki w „Life’s a bitch” z klasycznego dziś albumu, „Illmatic”. Na równych zasadach występują w numerze „Bridging the gap” z młodszego „Street’s Disciple”, gdzie Olu nie tylko gra na trąbce, ale również udziela się wokalnie.