Underwood 2020 - czyli jak House of Cards walczy o monarchię | Electronic Beats Poland

Underwood 2020 – czyli jak House of Cards walczy o monarchię

Frank Underwood w ostatnich dwóch sezonach powoli schodził na drugi plan. Claire coraz mocniej walczyła o pozycję czując że w świecie polityki to jej osoba jest bliższa przeciętnemu wyborcy i piąty sezon “HoC” miał być tego potwierdzeniem.

“HoC” był tak naprawdę pierwszym serialem, który pokazał że Netflix może być międzynarodowym graczem w świecie telewizji i kina. W końcu przeciętny Polak nigdy wcześniej nie słyszał o uwielbianym za oceanem serwisie do momentu gdy Kevin Spacey wcielił się w rolę żądnego władzy socjopaty, stając się ukochanym antybohaterem mas.

I chociaż sezony, które przyszły po debiucie nie równały się poziomem pierwszemu nigdy też nie schodziły poniżej jakości, która odstraszyłaby fanów. A wielu sądziło iż po odejściu twórcy serialu Beau Willimon nadchodzący sezon może być tym ostatnim – bo najsłabszym.

Tak się nie stało.

Piąty sezon “HoC” jest pełne walki. Widzimy nie tylko Underwoodów, którzy starają się przejąć po raz kolejny władzę nad Białym Domem, ale też gierki, w które grają ich poplecznicy i przeciwnicy. Wszystkiego jest więcej i wszystko wydaje się coraz bardziej ryzykowne. Ataki terrorystyczne – prawdziwe i te ściemnione. Zdjęcia i przekupstwo, szukanie kolejnych brudów na senatorów i genialne wykorzystywanie amerykańskiej Konstytucji w sposób, który mógłby przerazić ojców założycieli USA.

Underwood jest najciekawszy gdy musi walczyć o władzę, o której tak długo marzył. Nie byliśmy pewni co nim steruje gdy po raz pierwszy zasiadł na fotelu prezydenta, nie wiedzieliśmy co mógłby dalej robić. A oglądanie defensywnej gry zawsze mniej ekscytuje niż podziwianie natarcia. Dlatego powrót Franka i Claire do pozycji, która wydawała się zwiastować ich koniec mógł wyjść im tylko na dobre.

Underwoodowie w piątym sezonie są w pełnej ofensywie. Wszystko się zmienia co i rusz, a ich porażki zamieniają się jakimś cudem w ich zwycięstwa. A kolejne wygrane bitwy tylko i wyłącznie ich napędzają. Mimo, że ich związek wydaje się nie mieć rys widz czuje, że wszystko tak naprawdę trzyma się na jednym włosku. Tytułowy domek z kart nigdy nie był tak bardzo chwiejny jak w tym momencie historii. Kart jest coraz więcej a nawet nieuważny widz zauważy jak wiele słabych ogniw może zakończyć historię rodu.

Pytanie jak może się skończyć taki serial? Czy czeka nas wielki upadek? W końcu tak powinno to wyglądać. Nikt nie jest w stanie uciec przed czujnym okiem mediów. Nawet najważniejszy człowiek na świecie. Ale czy fani chcą zobaczyć Franka na samym dnie? Sugestie iż to Claire mogłaby przejąć po nim schedę wydają się nierealne, biorąc pod uwagę jak mocno jej kariera polityczna jest z nim związana od kiedy stała się kandydatem na wiceprezydenta.

Po piątym sezonie wierzę w scenarzystów i producentów. Zaufam im, że dadzą nam koniec na jaki zasługuje.

“House of Cards” znowu jest w formie i możemy mieć tylko nadzieję, że jej nie straci już do końca.