Straszyć Wixapolem. Czyli jak nie pisać reportaży | Electronic Beats Poland

Straszyć Wixapolem. Czyli jak nie pisać reportaży

Mamo tato, chodzę na Wixapol.  
– Czy jesteś narkomanem?

 

Pewnie tak wyglądają rozmowy zatroskanych rodziców z ich nastoletnimi dziećmi po przeczytaniu tekstu o „najbardziej pożądanej imprezie w Polsce”. To prawda, na Wixapolu bawią się młodzi ludzie i na Wixapolu pojawiają się narkotyki. Zauważa to Ewa Kaleta  we wstępie tekstu zamieszczonego w reporterskim Dużym Formacie. Tylko że artykuł raczej zniekształca niż wyjaśnia świat, w którym obracają się młodzi i nie tylko młodzi ludzie. Na dodatek stoi za tekstem kilka niebezpiecznych tez.

Gdy czasopisma takie jak Gazeta Wyborcza zabierają się za tematy niszowe, zwykle robią to w myśl starej zasady „Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek”. Tekst o temacie trudnym i niszowym trzeba niestety rozpocząć ze zdwojoną mocą, bo jak wierzą wydawcy serwisów internetowych, w innym wypadku nikt go nie przeczyta.  Szukanie mniejszego zła i łagodzenie „clickbaitowych” zapędów to w tym finalnym stadium publikacji najważniejsze zadanie dziennikarza. W tekście Ewy Kalety już tytuł jest podkręcony do maksimum (czytałem wydanie internetowe). Kreski, narkotyki i owa „najbardziej pożądana impreza” ulubiony frazes ludzi, którzy z muzyką klubową i otaczającą ją światem nie mają zbyt wiele wspólnego. Ta niewiedza towarzyszy reporterce niemal do ostatniego zdania tekstu.
W przeciwieństwie do wielu piszących na portal ElectronicBeats dziennikarzy jestem muzycznym laikiem, na imprezach pojawiam się raczej ze względów towarzyskich, a muzyka to zdecydowanie rzecz drugiego planu. Mimo to czytając zdanie wprowadzające traktujące o stylu Wixapolu

„Muzyka to podkręcone ostrym bitem przeboje pop z lat 80. albo agresywne techno.”

zapala mi się światło ostrzegawcze. Na Wixapolach zwykłem przesiadywać ze znajomymi raczej rozmawiając niż wydeptując kolejne kilometry w marszowym tańcu, ale pamiętam dobrze, że na przestrzeniach ostatnich kilku lat gościły tu  takie osobistości jak DJ Hazel, Da Hool, Gabber Eleganza i co ważne dziesiątki polskich djów. Jeśli ci wszyscy ludzie grają muzykę pop z lat 80. to dziękuję autorce za re-definicję  tego słowa, które do dziś kojarzyło mi się z Madonną, Michaelem Jacksonem i wdzięcznym „Wake Me Up Before You Go Go” George’a Michaela. O muzyce granej przez kolektyw wiem niewiele, ale zdaje się że i autorka niespecjalnie zainteresowała  się tym tematem. Nie doczytała albo nie chciała posiłkować się całkiem niezłymi opracowaniami dotyczącymi Wixapolu, publikowanymi w magazynach Art & Business, Notesie na 6 tygodni, gdzie o imprezie pisano już przed kilku lat. Nie zerknęła  też do tych ostatnich w internetowych Dwutygodniku i portalu Electronic Beats, który w międzynarodowym wydaniu poświęcił zjawisku spory reportaż. Jest też w dziennikarskim fachu opcja najprostsza, która sporo w kwestii muzyki i idei imprezy autorce by wyjaśniła. Wystarczy w wyszukiwarce Google wpisać Wixapol.

O papieżu

Autorce nie można zarzucić jednego. W niedługim reportażu chciała opisać wszystko: imprezę, problemy społeczeństwa i ogólną kondycję ludzi młodych. Wykorzystuje do tego pewnego  rodzaju metaforę – żarty z papieża i język jakim posługuje się Wixapol na profilu Faebook.

„Nawet ten język, którym piszą posty na Facebooku. Brak gramatyki, jakichkolwiek zasad, błędy ortograficzne. Totalne zniszczenie”

Te kolejne błyskotliwe spojrzenia wyrażają zdziwienie zabarwione odrobiną mentorskiego tonu, w którym to Wixapol jawi się jako uosobienie zła, które toczy dzisiejszą młodzież. Naśmiewanie się z papieża? Błędy ortograficzne – no tak, mamy najwyraźniej do czynienia z pokoleniem przegranym już na starcie. Wixapol językiem internetowych śmieszków wyraża jednak postulaty poważne, choćby te dotyczące obrony sądów podczas lipcowych protestów. Trudno obwiniać kogoś za to że mówi do młodych językiem młodych.

„Papieski” akapit w tekście Kalety jest wbrew pozorom dość ważny, bo w sposób koślawy próbujący sformułować zdanie, które dosyć precyzyjnie określa już wstęp wywiadu Zofii Krawiec z kolektywem na portalu Dwutygodnik „Wixapol wydaje się pewnym społecznym fenomenem – gracie w miejscach kojarzonych z taką młodą warszawską sceną alternatywną, z okazji imprez artystycznych, ale bawią się tu i melomani z Warszawskiej Jesieni, i osoby, które raczej spotkamy na Sunrise Festival (wielkim komercyjnym house’owym festiwalu w Kołobrzegu), artyści i kibice.” To opisanie fenomenu Wixapolu jest kluczowe. Krytycy sztuki mogliby określić to mianem oddolnej instytucji, która otwiera się w piątek około północy, zamyka w sobotę  rano, ale działa na podobnych prawach jak dobra galeria, pozwala ludziom poczuć przynależność wokół czegoś co ich realnie angażuje.

Autorka woli jednak pławić się  w niezrozumieniu dla wszystkiego co się składa na „świat Wixapolu” – nawet strojem uczestników. „Typową wixapolową kurtkę można kupić w lumpie, w małym mieście za 5 zł. A w internecie sprzedają się za 80 zł. Niektórzy stylizują się w nie tylko na imprezy.” Czuje się lekko zawstydzony przytaczając tu w ramach sporostowania nazwiska takie jak Gosha Rubchinskiy – facet który od kilku lat propaguje ten „dresiarsko – kibicowski” styl, a jego kampanie dla marek Fila, Kappa czy Adidasa to żadna alternatywa, a absolutny pop.

W sprawie narkotyków

To prawda że na Wixapolu pojawiają się narkotyki, ale obwinianie o to imprezy jest w moim odczuciu myleniem przyczyn ze skutkami. To trochę tak jakbyśmy pieklili się na pogodynki za dzisiejszy deszcz. Wixapol mówi o czymś o czym inni wolą milczeć. Ludzie coraz chętniej sięgają po tego typu środki odurzające. Jedni z przekory, bo w gimnazjum słyszeli że najpierw jeden skręt, a potem równia pochyła zakończona w Monarze, inni bo nigdy od kreski speeda się nie odzwyczaili. Spotkamy ich na ulicy Mokotowskiej, Świętokrzyskiej, w klubach czy w warszawskich Pawilonach. Nie wiem dokąd młode pokolenie doprowadzi alians z narkotykami, wiem za to że kolejne pokolenia rozkochane w alkoholu stworzyły wokół swojej używki bańkę przyzwolenia. I o ile większość lokali nie prowadzi osobnego pokoju dla osób które przesadziły,  a napis „pijanym alkoholu nie sprzedajemy” mógłby zawisnąć obok „nie śmiecić” wystawionego na wysypisku śmieci, o tyle Wixapol na tym tle wykazuje maksimum zaangażowania. Dba przede wszystkim o to by na imprezach pojawiała się SIN – Społeczna Inicjatywa Narkopolityki, która jeśli można tak powiedzieć, zwiększa margines bezpieczeństwa tej zabawy. Tym zaś, którzy  już  przesadzili niesie doraźną pomoc i nie jest to wcale telefon do poradni, a woda, rozmowa, przytulne miejsce.

Artykuł sili się jednak na reporterską sensację. „Trzy koleżanki próbują ją podnieść, ale upadają obok i z trudem wstają. Podbiega dwóch młodych chłopaków w dresach, wynoszą nieprzytomną na rękach, znikają w kłębach dymu” Pomińmy może kłęby dymu, mefedron zastąpmy czystą  i mamy obrazek typowego „piąteczku”.Niestety Wixapol nie jest od tej reguły odstępstwem. Wixapol to jednak w całej swojej wesołkowatości instytucja pożyteczna, dla mówienia o tym, że narkotyki będą  pomimo nagonki, coraz powszechniejszym środkiem odurzenia. Prohibicja to jedynie przymykanie oka na to zjawisko.

 

Ewa Kaleta prywatna Wendeta

Nie umiem jako dziennikarz wyobrazić sobie gorszej intencji do napisania tekstu, niż taka w której rozczarowany widz swoje prywatne pretensje próbuje przerzucić na grunt ogólnego sprzeciwu. Krytycy często wiedzą lepiej jak nakręcić film, pani Ewa choć nie wyraża tego na swoim tekście bezpośrednio chyba też wie co Wixapol powinien grać. Może lepiej gdyby zagrali taką muzykę jaką na swoim soundcloudzie promuje Ewa Kaleta Hardcore Kobieta. Może też zawodowa solidarność powinna powstrzymywać mnie przed tego typu wycieczkami, ale czy taka solidarność obowiązuje wobec dziennikarzy, którym nie chce się nawet autoryzować wypowiedzi (taką informację dostałem od bohaterów tekstu). Smuci, ponad wszystko fakt, że artykuł ukazał się w Dużym Formacie, czasopiśmie które uchodziło w mojej opinii za takie, które swoich czytelników szanuje.

Nie chcę jednak kończyć tekstu wycieczkami o jakości dziennikarstwa, a czymś co jest dla mnie w Wixapolu ważne, i dlaczego w ogóle zdecydowałem się tekst napisać. Jest w tej imprezie coś arcyważnego. Jakaś  energia, która z jednej strony scala ludzi rozproszonych po muzycznych niszach i zakładkach na Facebooku. Z drugiej kanalizuje niechęć wobec rzeczywistości. Jest jaskrawa, kontrowersyjna, ktoś powie punkowa. Bawią się tam dzieciaki, ludzie starsi dobijający do trzydziestki, i tacy którym bliżej emerytury niż matury. Pisząc teksty o niebezpieczeństwie Wixapolu, bez wstępnego omówienia tego fenomenu można w najgorszym stopniu zaszkodzić całemu zjawisku. Wyobrażam sobie, że po takim tekście część klubów może Wixapolu zwyczajnie nie chcieć, bojąc się  konsekwencji. Ale czy autorce o to chodziło? A może o to, że Wixapol nie grał  takiej muzyki jaka podobałaby się autorce tekstu.