Electronic Beats Poland

"Solo" powoduje, że nie chcemy już więcej historii poza głównym nurtem "Gwiezdnych Wojen"

Published on May 28, 2018 09:24 Berlin Time

Muszę zacząć pisać tę recenzję od tego, że “Rogue One” był według mnie tragiczny, nudny i wtórny. Nawet zakończenie, w którym zabijają wszystkie postacie, nie było niczym wyjątkowym, bo po prostu trzeba było wymazać je ze świata “SW”, aby nie pojawiło się milion pytań odnośnie tego, dlaczego nie pojawiały się w oryginalnej trylogii.

Problem z “Solo” jest zgoła inny. Oglądając go wiedzieliśmy dokładnie kto przeżyje, wiedzieliśmy dokładnie co mu się uda i co spowoduje, że stał się legendarnym przemytnikiem. Więc gdzie w tym wszystkim mielibyśmy się ekscytować i spodziewać, że komukolwiek się umrze?

Czy wiedząc, że głównym postaciom nie może stać się nic złego od początku filmu możemy w ogóle przeżywać ich przygody? Jeszcze gdyby scenariusz był jakkolwiek porywający, ale dawno już nie musiałem wysłuchać aż tak “serowatych” dialogów serwowanych z pompą, a ostatecznie będących zbiorem głupawych klisz. A to ostatnie słowo powinno też stać się nowym ulubionym słowem Rona Howarda, gdyż dawno nie widziałem bardziej leniwie wyreżyserowanego filmu.

“Solo” to scenariusz pokazany na planie. Bez żadnej ikry, bez żadnego pomysłu, bez jakiejś reżyserskiej sztuki, która mogłaby nas choćby na chwilę mocniej wciągnąć w wydarzenia, które i tak nie mają znaczenia, bo wiemy jak się skończą. Tak jak oryginalne “Gwiezdne Wojny” w dużym stopniu nawiązywały do historii przygodowych lat 40-tych, tak “Solo” mógłby równie dobrze wtedy powstać bo jedyne co go wyróżnia to świetna scenografia. Historia za to jest wtórna, która ma niepotrzebne 10 różnych twistów, a i tak najbardziej ekscytujący moment to pojawienie się Darth Maula (dla tych, którzy nie oglądali “Wojen Klonów”)

Do tego częścią magii postaci Hana Solo była też jego tajemniczość i chociaż nie mogę mieć pretensji, że twórcy odzierają go z tajemniczości w filmie o nim (nie jestem aż takim szaleńcem). To czy musieliśmy się dowiedzieć dlaczego nazywa się Solo w najdurniejszej możliwie scenie z całego filmu?

Nie rozumiem tego filmu, nie wiem po co powstał. Dawno nie oglądałem projektu tak pustego i bezsensownego. Oczywiście są momenty gdy można dobrze się bawić, ale nie niosą one ze sobą nic poza ładnym ujęciem tu i tam. Nie czuje się żadnej więzi z postaciami na tym najważniejszym emocjonalnym poziomie “Solo” nie istnieje. Jest tylko wydmuszką na ekranie i to wcale nie wyjątkowo ładną.

Teraz pozostaje nam czekać na Epizod IX. A potem Disney popsuje Boba Fetta. A potem jeszcze zniszczy Lando w sequelu “Solo”. A w końcu będziemy mieli wszyscy dość.