Rapowy Dublet - Electronic Beats Poland

Rapowy Dublet

Nipsey Hussle i Phonte to dwie zupełnie różne osobowości muzyczne – zarówno pod względem stylu, stażu na scenie, jak i wieku (6 lat różnicy to w rapie naprawdę dużo). A jednak łączy ich jedno – głębokie przywiązanie do niezależności. Nipsey co prawda miał flirt z Epic Records (a jego obecna stajnia, All Money In No Money Out, ma dystrybucję Atlantic), ale jego pozycję zbudowała ulica. I to dosłownie – artysta zgromadził fortunę i famę na mikstejpach, które co prawda były drogimi gadżetami (np. „Mailbox Money” kosztowało 1000$), ale szybko znajdowały szerokie grono odbiorców. Obaj artyści wydali niedawno swoje długogrające krążki – Phonte po 7 latach przerwy obdarował nas „No News Is Good News”, a Nipsey Hussle oficjalnie zadebiutował studyjnym albumem „Victory Lap”. Obie pozycje to jazda obowiązkowa dla rapowej publiki.

‚Victory Lap”, mimo swoich oczywistych west coastowych korzeni, jest zaskakująco różnorodnym albumem. Za jego produkcję odpowiada duet Mike & Keys, któremu udało się pokryć całkiem spore stylistyczne pole – od pachnącego Rickiem Rossem otwieracza, poprzez g-funkujące „Rap Niggas” i „Dedication”, true school „Blue Laces 2”, aż do trapu „Status Symbol 3”. Mimo takiego rozstrzału całość spaja mocarne brzmienie basu, który jest solidnym fundamentem każdego podkładu. Dzięki takiej gamie wspaniałych bitów płyta zupełnie się nie nudzi.

Oczywiście, można wysunąć słuszny poniekąd zarzut, że bitom odrobinę brakuje oryginalności – każdy utwór ma łatwe do rozszyfrowania inspiracje, które kierowały Mike & Keys – ale umówmy się, w zalewie generycznego trapu wydawnictwo tej rangi stawiające na rozmaitość to powód do radości. Poza tym słuchając takich bangerów, jak „Last Time That I Checc’d” (ten syntezator!), czy soulfulowych sampli w „Loaded Bases”, wszelkie negatywne uwagi bledną.

Prawdą jest, że bity to najczęściej 70% sukcesu w hip-hopie, ale Nipsey Hussle dzielnie pracuje na rzecz zmiany tych proporcji. Jego oszczędne flow, które polega na niemal strategicznym frazowaniu, doskonale zagospodarowuje podkłady. Kiedy energia ma iść w górę, to strzela niczym rakieta, kiedy atmosfera kawałka jest spokojniejsza – a wolne, płynące numery stanowią większość „Victory Lap” – raper dba o interesujące flow i brak nudy. Przy czym Nipsey nie jest artystą dla każdego – jego styl jest bardzo specyficzny, rozłożony między pozorną prostotą i west coastowymi zabawami tempem rapowania (a czasem nawet okazjonalnym śpiewem, który nie boli). Łatwo zarzucić mu monotematyczność, bo większość utworów za temat obiera sobie dumę z niezależności, ale ten mit self-made mana jest budowany za pomocą naprawdę interesujących tekstów. Ma to z pewnością inspirującą wartość – hip-hop to bodaj ostatnia realna przystań amerykańskiego snu, w której rzeczywiście liczy się ciężka praca i dobre pomysły.

Nipsey nawija, że wybił się bez wsparcia ze strony innych artystów, ale na „Victory Lap” grono gości jest duże i równie różnorodne, co bity. Zwrotki YG i Kendricka Lamara są bardzo porządne, a Cee-Lo Green wynosi „Loaded Bases” na jeszcze wyższy poziom. Co prawda zaśpiewy Marshy Ambrosius i Stacy Barthe niebezpiecznie ocierają się o popową generyczność, ale ich funkcją jest nadać poczucie bogactwa utworom i tę funkcję spełniają. Jedyne, do czego można się mocniej przyczepić, to czas trwania „Victory Lap” – 65 minut to trochę dużo, chociaż wiem, w co celował Nipsey i ostatecznie album się nie nudzi, głównie dzięki doskonałej produkcji.

Z kolei Phonte postawił na konkret przekazu – „No News Is Good News” to lekko ponad pół godziny mądrego rapu, ozdobionego soulowym śpiewem artysty. Fani Foreign Exchange poczują się jak w domu bardziej niż fani Little Brother, ale Phonte jako raper rozwinął się diabelsko. Brzmi pewniej i bardziej zdecydowanie, a co najciekawsze – zamiast mentorskiego tonu rapera starej daty, słyszymy głodnego artystę, który jest zdeterminowany. Refren „So Help Me God” był dla mnie największym zaskoczeniem – jeszcze nigdy Phonte nie brzmiał tak… agresywnie? „No News Is Good News” jest albumem wypełnionym sprawnymi rymami, ciekawymi zabawami słownymi, sprytnymi nawiązaniami (jak np. do Pusha T w „Cry No More”) i tekstami, które czasem bawią, a czasem zmuszają do myślenia. Phonte nie zgrywa młodzieniaszka i swoje życiowe doświadczenie przekuwa na pozbawione paternalizmu rapsy – „Expensive Genes” (co tam się dzieje na linii geny – jeansy!) to najlepsze świadectwo albumu, dojrzały rap o życiu człowieka zbliżającego się do czterdziestki. Nie ma tu mowy o zanudzaniu i żalach, właściwych “dorosłemu rapowi” – po prostu konkret z przymrużeniem oka. Moje cyniczne wnętrze najczęściej jeży się na teksty o życiu i miłości, Phonte stopił to zupełnie – wystarczyło trochę humoru, dystansu i bardzo dużo szczerości.

Na „No News Is Good News” każdy utwór wyprodukował ktoś inny, ale całość jest bardzo spójna. Słychać tu echa nowych bitów (czy podziemnych eksperymentów) i jazz-rapu, spiętych neo soulową wrażliwością. To album bardzo przyjemny dla ucha, ale ewidentnie to Phonte jest siłą trzymającą uwagę słuchaczy i słuchaczek. Nie znaczy to, że produkcja jest nudna, czy trąci myszką – po prostu to nic, czego nie słyszelibyśmy już na innych krążkach undergroundowych raperów, choćby związanych z Mello Music Group.

Rapowa wiosna trwa w najlepsze – zarówno „Victory Lap”, jak i „No News Is Good News” doskonale pasują do pogody za oknem. Płyta Phonte sympatycznie otworzy Wam każdy poranek, Nipsey Hussle utrzyma odpowiedni poziom energii przez cały dzień. Mimo tak wielu różnic między oboma albumami jedno jest pewne – niezależność to klucz do artystycznej jakości!