Producencki paczkomat | Electronic Beats Poland

Producencki paczkomat

Nic mnie tak nie zaskoczyło ostatnio, jak masowy zachwyt nad paczką sampli ze Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia przygotowaną przez Instytut Adama Mickiewicza (a w zasadzie Marcina Staniszewskiego z Beneficjentów Splendoru) we współpracy z Abletonem, producentem Live – oprogramowania do tworzenia i grania muzyki. To oczywiście miła niespodzianka, potwierdzająca unikalną markę Studia, które dzięki wysiłkom np. Fundacji Bęc Zmiana (znakomita książka z tekstami poświęconymi SEPR), czy właśnie Instytutowi Adama Mickiewicza stało się zjawiskiem znanym muzycznej publiczności. Samo Studio Eksperymentalne prowadziło pionierską działalność zarówno jeśli chodzi o sound deisgn, jak i muzykę elektroniczną i sampling. Warto zgłębić się w jego temat – kompozycje Eugeniusza Rudnika, Ryszarda Szeremety, czy Elżbiety Sikory potrafią być wymagające, ale pokazują niebywałą wręcz kreatywność. Z kolei dzisiaj, na fali wspomnianych zachwytów, zajmiemy się paczkami sampli i loopów i ich wpływem na współczesną muzykę.

Jeśli po prostu słuchacie muzyki, uprawnione wydaje się pytanie: “co to są te paczki i dlaczego powinny mnie obchodzić?” Nie wiem, czy powinny, ale na pewno mają wpływ na to, jak brzmi dzisiaj muzyka. Ich żywot zaczął się z pierwszymi programami typu DAW (Digital Audio Workstation), czyli softwarem służącym do produkcji muzyki na komputerze. Do programów w rodzaju eJay (który stał bliżej zabawy, aniżeli w pełni profesjonalnego programu) już w latach dziewięćdziesiątych można było dokupować specjalnie przygotowane dźwięki, które były materiałami budowlanymi utworów. Z wielu powodów – przede wszystkim nieufności artystek i artystów wobec “muzyki z komputera”, ale i nie tak powszechnemu dostępowi do komputerów osobistych – paczkowy biznes był w powijakach. Pod koniec pierwszej dekady lat dwutysięcznych pojawiła się firma z Brighton, która do dzisiaj jest najmocniejszą marką, jeśli chodzi o zbiory dźwięków – Loopmasters.

Idea Loopmasters jest dosyć prosta. Firma współpracuje z różnymi nazwiskami sceny muzycznej, by zbudować tematyczne paczki – czasem określone nazwą gatunku, czasem bardziej abstrakcyjnymi kategoriami – które później można pobrać za opłatą i korzystać bez licencyjnych obciążeń. Ten prosty i genialny pomysł rozwiązywał wiele problemów, które napotykała producencka społeczność. Dla domorosłych twórców i twórczyń paczki stanowiły dobry start, bo bazę świetnie brzmiących dźwięków trudno zbudować bez dostępu do lepszego sprzętu. Czytelne oznaczanie kategorii dźwięków pozwoliło też na pierwsze kroki przed erą YouTubowych tutoriali – zamiast wklepywać “how to make drum’n’bass synth” po prostu miało się ten syntezator w formie gotowej pętli. Z kolei dla ludzi z profesjonalnego obiegu dostęp do sampli zwolnionych z opłat licencyjnych oznaczał ominięcie nierzadko bolesnego i kosztownego procesu “czyszczenia” sampli – zamiast trudnych negocjacji z właścicielami praw autorskich można było znaleźć zbliżony zamiennik pośród zbiorów Loopmasters.

Loopmasters to oczywiście niejedyna taka firma, a i w samych programach z czasem pojawiało się coraz więcej i więcej dźwięków. Np. do najbardziej rozbudowanej wersji Ableton Live dodawane są gigabajtowe bazy brzmień, nierzadko w formie gotowych pętli perkusyjnych i całych melodii. Oczywiście firmy chętnie zapraszają znane nazwiska, co jest zyskiem dla obu stron: paczkę legitymizuje ktoś uznany, a zaproszeni do współpracy kasują gażę i mogą się wypromować. Komercyjna działalność to jedno, ale wraz z rozwojem Internetu rozrosły się możliwości darmowego pozyskiwania dźwięków. Posegregowane paczki udostępniają głównie hip-hopowcy, np. Boi-1da czy 9th Wonder, ale równie chętnie brzmieniami ze swojej przepastnej kolekcji maszyn i syntezatorów dzieli się Legowelt.

Ortodoksi lubią narzekać na wszystkie udogodnienia oferowane przez współczesną technologię: “teraz wszystko jest takie łatwe, nic nie trzeba umieć.” Ale jeśli na muzykę spojrzymy jako przede wszystkim metodę ekspresji siebie, a nie mistyczne, elitarne zajęcie podobne średniowiecznemu przepisywaniu ksiąg, to pozytywny wpływ paczek z loopami i samplami wydaje się jasny. Czy są złe strony tego zjawiska? Oczywiście. Paczkowane brzmienia uniformizują muzykę, szczególnie elektroniczną i klubową, co w dobie algorytmów i playlist jest szczególnie bolesne. Te wszystkie kreatywne skróty są w porządku, jeśli dotyczą początkujących producentów i producentek, którzy ze swojej sypialni marzą o karierze, bądź po prostu chcą dać upust twórczym bodźcom. Problem pojawia się, kiedy np. loopy z Loopmasters pojawiają się na najwyższym poziomie branży muzycznej. Jakiś czas temu sporo krytyki spadło na Rumaka i Kubiego Producenta – właśnie za korzystanie z paczek z gotowymi loopami. Reakcje były kompletnie przesadzone, tym bardziej, że Kubi był wtedy jeszcze dzieciakiem, a Rumak tak naprawdę dopiero zaczynał karierę u boku Taco Hemingway’a. Natomiast mnie bardzo zabolał utwór “FEEL.” z “DAMN.” Kendricka Lamara, w którym Sounwave użył dwóch loopów z Loopmasters i praktycznie ich nie zmienił. Zabawne, że na “To Pimp A Butterfly” zebrała się jazzowa śmietanka, a tutaj mamy doczynienia z żenującym wręcz lenistwem. Takich przykładów jest wiele i nie jest to rzecz jasna powód do darcia szat, ale warto zastanowić się, czy od ludzi z dostępem do wielkich budżetów i profesjonalnych studiów nie powinniśmy wymagać więcej niż od nastolatka z pierwszym komputerem. Warto też odróżnić korzystanie z pojedynczych sampli – tzw. one shotów – od całych pętli. Te pierwsze są najmniejszymi klockami budującymi utwór, te drugie powinny służyć raczej jako treningowe kółka, lub punkt wyjścia do kreatywnej obróbki. Ale hej – każdy ma własne sumienie, a tropienie gotowych pętli z pewnością nie jest jakimś szlachetnym zajęciem. Nie mówiąc o tym, że dla publiczności sposób, w jaki powstaje muzyka, ma raczej nieduże znaczenie, co jest raczej zdrowym podejściem.

Żyjemy w pięknych czasach dla produkcji muzycznej – zacząć jest bardzo łatwo, a jeszcze łatwiej znaleźć paczki sampli i loopów, porozrzucane po Internecie. Inicjatywa związana z dźwiękami Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia i jej wspaniały oddźwięk cieszą, bo dziedzictwo tej wyjątkowej instytucji zainspiruje nowe rzesz odbiorców i odbiorczyń, które mogłyby o niej nie usłyszeć. Czy paczki psują muzykę? Nie, są tylko narzędziem, które w rękach leniwych jednostek przeradza się w nudne, generyczne utwory, a w rękach ludzi kreatywnych w coś pięknego. Przypomina to nieco wciąż powracającą dyskusję o autotunie. Mam złe wieści dla sceptyków i sceptyczek – i jedno, i drugie zostanie z nami na długo. A muzyka jak istniała, tak istnieje dalej.