Najważniejsze muzyczne powroty ostatnich lat - Electronic Beats Poland

Najważniejsze muzyczne powroty ostatnich lat

Na te płyty czekaliśmy latami. Z różnych powodów. I nie zawsze było to wyczekiwanie warte świeczki. Czasem skala oczekiwań była zapewne za duża, czasem artystów najwyraźniej zanadto posunął ząb czasu, a czasem… Sprawdźcie sami nasze wybory i ich ocenę.

Guns N' Roses - Chinese Democracy (2008)

Oczywiście Gunsi to nie nasza muzyczna bajka, ale nie mogło ich zabraknąć w tym zestawieniu z banalnej przyczyny – „Chinese Democracy” stało się w pewnym momencie żywym przykładem terminu obsuwa w muzyce. Pracę nad albumem rozpoczęły się w 1994 roku, gdy zespół skończył promocję krążka „The Spaghetti Incident?”, wydanego rok wcześniej.

Ostatecznie płyta ukazała się w… 2008 roku! Termin premiery przekładano z dwadzieścia osiem razy, po tym, jak kilka razy plotkowano, iż już nigdy się nie ukaże. Nagrania pochłonęły 13 milionów dolarów.

I zdaniem tak fanów, jak i krytyków, żadna krzywda by się nie stała, gdyby „Chinese Democracy” faktycznie się nie ukazało.

Daft Punk - Random Access Memories (2013)

Na czwarty regularny album francuskiego duetu czekaliśmy 8 lat. „Random Access Memories” oceniono niejednoznacznie – wielu fanów Daft Punk z lat 90. nie do końca przyjęło bardziej funkowe, oldskulowe wydanie ludzi-robotów.

D'Angelo - Black Messiah (2014)

Po kultowym „Voodoo” z 2000 roku, D’Angelo przeszedł drogę z nieba do piekła, a potem do czyśćca. A potem jeszcze z dwa razy. Gdy w końcu się pozbierał, wypuścił płytę bez żadnej singlowej zapowiedzi, przyspieszając premierę o 2 miesiące w związku z zamieszkami w Ferguson.

Efekt? Jako że płyta ukazała się w połowie grudnia, gdy większość serwisów muzycznych zdążyła już podsumować 2014 roku, nastąpiło całkowite ośmieszenie tej idei. Wnioski wyciągnął mało kto, przez co ciągle o najlepszych płytach roku dane nam jest czytać niejednokrotnie już pod koniec listopada.

„Black Messiah” zaś jak wyrywało z nóg po premierze, tak zachwyca do dziś. Wielki powrót wielkiego gracza.

Dr. Dre - Compton (2015)

Z tym albumem jest dziwna historia. Traktowany jest jako regularny album Dre, ale tak naprawdę takowym miało być wydawnictwo „Detox”, nad którym słynny producent zaczął pracować na początku lat dwutysięcznych.

Naszym zdaniem warto jednak o „Compton” pamiętać, bo nie dość, że Dre wrócił regularnym wydawnictwem po 16 latach, to był to pierwszy tak duży, mainstreamowy projekt, na którym szalał Anderson .Paak (aż 6 gościnek!).

A Tribe Called Quest - We Got It from Here... Thank You 4 Your Service (2016)

Powrót-sensacja! A Tribe Called Quest ostatnią płytę wydali w 1998 roku, potem kilka razy mieli ruszyć w trasę, coś nagrać, ale stanęło na dziesiątkach kłótni, nieporozumień i niesnasek.

Tymczasem w listopadzie 2016 roku zupełnie z zaskoczenia ukazał się krążek We Got „It from Here… Thank You 4 Your Service”. Niespodzianka tym większa, że kilka miesięcy wcześniej zmarł członek zespołu Phife Dawg i do mediów trafiały tylko strzępy informacji a propos ewentualnych nagrań.

Na szczęście udało się zarejestrować 8 zwrotek Phife’a, a płyta brzmiała doskonale. W efekcie wielki powrót grupy stał się faktem.