Najlepsze wydarzenia artystyczne 2017 roku wg Aleksandra Hudzika | Electronic Beats Poland

Najlepsze wydarzenia artystyczne 2017 roku wg Aleksandra Hudzika

Najlepsze wydarzenia artystyczne 2017 roku wg Aleksandra Hudzika

Aleksander Hudzik

Co się stało w 2017 w polskiej sztuce? Doczekaliśmy się kilku solidnych wystaw, jednego ważnego otwarcia i niemałego skandalu wywołanego, a i o wszem w słusznej sprawie.

 

Wystawa „Love, Memory, Curiosity” Polana Institute

Przyklejona do skąd inąd bardzo ciekawej tegorocznej edycji festiwalu Warsaw Gallery Weekend wystawa w Polana Institute zrobiła na mnie niezwykłe wrażenie, (tak o wrażenie tu chodzi), a przy okazji przypomniała mi o kilku ważnych sprawach. Polana Institute to efemeryda – ni to instytucja ni to galeria, bez stałego miejsca wystawienniczego. To utrudnienie tym razem zagrało na korzyść sztuki. Kuratorki Marika Zamojska i Justyna Wesołowska otworzyły wystawę w sali Państwowego Instytutu Geologii, przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie. To miejsce wyjęte z innej epoki. Wielka przeszklona jasna sala, przypominająca raczej londyńskie muzea nauki, białe posadzki i arkadowe balkony, a w tym wszystkim szkielety mamuta, trylobity i skamienieliny. Między zabytkowe eksponaty dosłownie powtykano prace Katarzyny Przezwańskiej, Stacha Szumskiego czy Alicji Bielawskiej i prace w tej przestrzeni całkowicie się zgubiły. Wbrew wszystkiemu to pozytywny efekt. Trzeba było je wyłuskiwać spomiędzy niemniej ciekawych gablot poświęconych naszej najdawniejszej historii. Świetna aranżacja przekazywała też treści, które wydają mi się częścią szerszej tendencji. Można by je nazwać ucieczką od teraźniejszości. Skoro polityka to monolit której niestety miękkie ręce artystów nie rozszczepią, to może warto zadawać sobie pytania bardziej filozoficzne, skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy. O to pytała też Katarzyna Przezwańska na solowej wystawie w Galerii Dawida Radziszewskiego i Norman Leto w filmie „Photon”.

„Dekadencja/Sklepik z pamiątkami” w obronie Eufemii

Dwie studentki studiów kuratorskich warszawskiej ASP Agata Grabowska i Olga Rusinek  przygotowały wystawę, która w jasny sposób podważała wątpliwy autorytet rektora ich alma mater – Adama Myjaka. Na wystawie, którą stworzyły wraz ze studentami akademii zaprezentowały pastisze kiczowatych rzeźb Myjaka, które sam autor nazywa „Aniołami”, np. „Aniołami Biznesu”. Wystawa ma swoje drugie dno. Przedsięwzięcie odbyło się w piwnicach studenckiego lokalu Eufemia, i było elementem obrany lokalu przed zapowiedzianym zamknięciem. Klubu, który co warto dodać przez długie lata udowadniał, że potrafi być świetnym centrum alternatywnej kultury. Niestety Eufemii już nie ma, w jej miejsce powstała knajpa przaśna jak rzeźby Myjaka. Kuratorski talent Grabowskiej i Rusinek mam nadzieje jeszcze nie raz się ujawni.

Wystawa „Biedermeier” w Muzeum Narodowym

Nie widziałem w tym roku lepiej przygotowanej wystawy historycznej. Opowieść przenosi nas w pierwsze dekady XIX wieku. Pokazuje świat paralelny do dobrze znanego ze szkół okresu romantyzmu. Jednak jest to świat zupełnie inny, skupiony na tu i teraz, na zaspakajaniu gustów i potrzeb klasy średniej. Banał? Wciąż żyjemy w takim banale. „Biedermeier” to wystawa, która pokazuje że każde czasy mają swoje „ciepłe krany” potrzebę wygodnego życia z kulturą w tle. My tak jak ludzie przed 200 laty wolimy przecież lekkie kino, serial i meble z Ikei, a jeśli już wybieramy się do teatru to w większości wybierzemy ten prowadzony przez Katarzynę Jandę niż eksperymenty Komuny Warszawy.

Otwarcie Pawilonu nad Wisłą

To miejsce należało się Warszawie jak puszczy święty spokój. Duża, ba kolosalna jak na polskie warunki sala wystawowa, w jednym z najbardziej ruchliwych miejsc Warszawy. Nikt nie mógłby zagospodarować jej lepiej niż Muzeum Sztuki Nowoczesnej. MSN w krótkim czasie pokazał tam wystawy co najmniej ważne. Wymienię choćby „Syreny” – opowieść o naszej wspólnotowej tożsamości, w której mieszczą się i kibice i hipsterzy pod sztandarem syrenki. Równie ciekawa była próba ponownego przeanalizowania zapomnianej kultury klubowej lat 90. podczas wystawy „140 uderzeń na minutę”. Pawilon nad Wisłą przetrzymamy do 2022 roku i mam nadzieję, że dobrze ten czas wykorzystamy.

Cezary Poniatowski w warszawskim CSW

Najlepsze „one man show” 2017. Przyznam, że w mijającym roku niespecjalnie koncentrowałem się na tego typu wystawach. Jednak gdy już zdecydowałem wybrać się na solowy pokaz chociażby na sprawdzenie wystawy Tomasza Saciłowskiego czy Cezarego Poniatowskiego to i dwa razy byłem pozytywnie zaskoczony. Cezary Poniatowski, przynamniej w moim odczuciu, był do tej pory tylko malarzem. W Cenrum Sztuki Współćzesnej zaprezentował całościową opowieść, z tłem, muzyką i gigantycznymi rzeźbami .Przełożył swój obraz na niemal teatralną inscenizację, w której chodzi, a tak przynajmniej zrozumiałem, to o co bardzo często rozchodzi się w jego obrazach: o niepewność, powagę, która gdy zostaje już zdemaskowana potrafi zyskać jeśli nie ludzką, to na pewno uśmiechniętą twarz.

„Photon” Normana Leto

Obraz kinowy, z którym artyście i reżyserowi Normanowi Leto udało się zawojować festiwale filmowe we Wrocławiu i w Gdyni. „Photon” to opowieść na wskroś ludzka, próbująca odpowiedzieć na pytanie o początek istotę i kierunek wszechrzeczy, w której i my, ludzie jesteśmy mikro i makro kosmosem. Można film traktować jak wykład z fizyki dla tych, którzy na fizyce nigdy nie byli specjalnie uważni, można wreszcie potraktować go jako artystyczną transformacje podstawowych zasad nauki. Grubo ponad godzina patrzenia na zderzające się z sobą abstrakcyjne kropki, plamki, przelewające się wirtualne ciecze i słuchania mentorskiego głosu Andrzeja Chyry nigdy nie jeszcze nie była tak intrygująca.