Najlepsze serie gier sportowych | Electronic Beats Poland

Najlepsze serie gier sportowych

W naszym kraju królem sportu jest piłka nożna i każdy młody człowiek spędzał godziny na graniu w piłkę, zarówno na boisku, jak i przed komputerem. Ale gdzieś tam, za daleką wodą, „soccer” nie ma aż takiego tarcia wśród młodzieży. Gdy dorastałem i nie miałem nawet kilkunastu lat, mogłem oglądać Michaela Jordana w TVP 2. W tym samym czasiem, mój znajomy zachwycał się graczem numer 45 w NBA Live. Graczem numer 99 był właśnie Michael, który chciał tak dużo pieniędzy za prawa do swojego nazwiska, że musieliśmy czekać bardzo długo zanim moglibyśmy oficjalnie polatać, jak MJ.
W tym samym okresie, połowa mojej szkoły miała na sobie koszulkę, czapkę, czy dresy San Jose Sharks. Lata później, w NHL tworzyłem zawodników na podobieństwo swojej rodziny i tworząc moją matkę, dałem jej maksymalny poziom agresji, co zaowocowało największą ilością minut spędzonych na ławkach kar w historii ligi.
Każdy popularny sport ma swoje odwzorowanie w świecie wirtualnym i chociaż Fifa i PES na zawsze będą rządziły w naszym kraju, to nie warto zapominać o pozostałym genialnych sportowych  seriach.

NBA 2K

Pierwsza odsłona 2k trafiła do fanów w 1999 i dla wielu była ciekawa głównie ze względu na to, że pierwsze pięć wersji tytułu okładkę zdobiła postać Allena Iversona – najbardziej „cool” gracza w historii koszykówki. Przez następne lata, 2k rosła w siłę, aby w końcu zdominować NBA Live. Gdy w 2012 roku NBA2k12 poświęciła całą odsłonę Jordanowi, fani koszykówki oszaleli. Nie dość, że mogłeś w 12-tce grać kultowymi ekipami sprzed lat (np. team Celtic z 89 roku mógł stanąć naprzeciwko Lakersom 2001…) to jeszcze mogliśmy się wcielić w Air Highness i odtworzyć kultowe momenty z jego kariery. Przewaga 2k tak urosła w stosunku do NBA Live, że w pewnym momencie twórcy tego drugiego zrezygnowali z produkcji i gra przez trzy lata nie pojawiała się w sklepach.

NFL MADDEN

Madden jest tytułem specyficznym, który w Polsce ma niewielu odbiorców. Sam, jak dotąd, zaliczyłem tylko dwie odsłony gry i nie da się na pewno porównać ilości godzin spędzonych przy NFL, z tym jak wiele czasu poświęciłem Fifie, czy NBA. Jednak w NFL jest jakaś magia. Wybieranie zagrywek ekscytuje, poznawanie zasad przynosi wiele radochy, a tworzenie własnego quaterbacka, który zamiast rzucić robi zmyłkę i przebiegać 60 jardów dla przyłożenia… powoduje gęsią skórkę.

FIGHT NIGHT

Nie jestem fanem boksu, ale w Fight Night mógłbym grać bez przerwy. Chociaż boli mnie serce, że po przeniesieniu się na konsole nowej generacji musiałem pożegnać moją genialną karierę w stylu Rocky’ego Marciano, to nadal wolę czekać na kolejną odsłonę. Być może jest to jednak błędem, bo od poprzedniej edycji minęło 5 lat. EA Sports niestety nadal skupia się na UFC Fighting, które serii Fight Night nie dorasta do pięt, ale wierzę, że niedługo pójdą po rozum do głowy i znowu na moim PS 4 Muhammad Ali będzie mógł obić mordę Mike’owi Tysonowi.

HARRY POTTER QUIDITCH WORLD CUP

Nie chce tego komentować, bo i tak wyjdę na głąba. Kupiłem ją w sieci Geant za 10 złotych, w koszyku z tanimi grami i spędziłem jakieś trzy tygodnie grając ze znajomymi. Nie czuję wstydu.