Najciekawsze alternatywne premiery ostatnich miesięcy - Electronic Beats Poland

Najciekawsze alternatywne premiery ostatnich miesięcy

Powrót tytanów a garniturach, długo wyczekiwany następca genialnego debiutu i kilka pozytywnych zaskoczeń. Tak w skrócie można powiedzieć, jak wyglądało kilka ostatnich miesięcy w mainstreamowej alternatywie.

IDLES - Joy As An Act Of Resistance

Rok temu dali jeden z lepszych koncertów na OFF Festival. Ulubieńcy BBC6, nadzieja brytyjskiego (post)punku. Szczerzy i spontaniczni do bólu. Pokochała ich publiczność na całym świecie. A byli dopiero po wydaniu pierwszego albumu, bez wielkiej wytwórni za plecami. Dużo od tego czasu się zmieniło. Na szczęście to, co zostało, to ich autentyczność. Album wydaje się być bardziej ułożony, jednak mocno osobisty. Wokalista zespołu, Joe Talbot, na debiucie rozprawiał się ze śmiercią matki. Tutaj otwiera rany po raz kolejny, żeby opowiedzieć o przedwczesnej stracie swojego dziecka, trudnych relacjach z ojcem i alkoholem. Oby szybko wrócili do Polski!

Interpol – Marauder

Czy ktoś jeszcze czekał na nowy krążek nowojorczyków z wypiekami na twarzy? Wiemy, że my nie. Oczywiście darzymy Interpol ogromnym sentymentem, ale dwie ostatnie płyty skutecznie ostudziły nasze oczekiwania wobec tej kapeli. Trzeba jednak przyznać, że jest coś magicznego w głosie Banksa i gitarze Kesslera. Jest zdecydowanie lepiej niż na El Pintor czy nawet Interpol, ale nie jesteśmy do końca pewni, czy magia chłopaków wróciła na dobre. Może jest już za późno?

Nine Inch Nails – Bad Witch

Dla niektórych Trent Reznor skończył się na Killem All, albo w momencie, w którym poszedł na odwyk. Czy to się niektórym podoba, czy nie – od tego czasu minęło już dobrych kilka lat wypełnionych wieloma wydawnictwami NIN. Bad Witch zamyka EPkową trylogię (2016 – Not The Actual Events, 2017 – Add Violence), która, według niektórych krytyków i fanów jest swego rodzaju vademecum zespołu – kolejne wydawnictwa mają odzwierciedlać ery rozwoju Nine Inch Nails. Ale wróćmy do Złej Wiedźmy – niby wszystko jest okej, ale to już dawno nie jest ten sam zespół, który cały w błocie zawładnął sceną na Woodstocku. Z jednej strony możemy opłakiwać ten stan rzeczy, z drugiej – cieszyć się, że Trent nie stał się otyłą parodią samego siebie.

John Maus – Addendum

Reinkarnacji Iana Curtisa niestety nie udało się nam zobaczyć na tegorocznym OFF Festival. Wielka szkoda, tym bardziej, że jego tegoroczny album jest po prostu świetny. John Maus na Addendum daje nam wszystko to, za co go pokochaliśmy – połamane dźwięki i czasem sarkastyczne dźwięki zgrabnie połączone w taneczne i chwytliwe kompozycje.

Shame – Songs of Praise

Kolejna nadzieja post-punka z wysp. Znacie ten moment, kiedy nagle orientujecie się, że wszyscy są coraz młodsi od Was? Trochę ciężko uwierzyć, że zespół, który brzmi jakby był żywcem wyciągnięty z lat 80-tych to ekipa licealistów, ale jednak. Stawiani obok IDLES (zresztą oba zespoły często razem występują) jako nadzieja muzyki gitarowej na wyspach. Porywają swoją młodzieńczą werwą i szczerością do bólu – to po prostu ordynarni Angole, którzy mówią, jak jest.

Snail Mail – Lush

Jak tak młoda dziewczyna może być tak dojrzała emocjonalnie? Szkoda, że my nie byliśmy w jej wieku tacy mądrzy…Snail Mail szybko stała się ulubienicą indie popowej sceny, zawładnęła też naszymi sercami, dlatego byliśmy bardzo ciekawi jej debiutu. Nastolatka porusza bliskie jej tematy dojrzewania, złamanego serca, przyjaźni, relacji międzyludzkich czy imprez. Jest w tym bardzo szczera i delikatna – polecamy gorąco wszystkim, którzy myślą, że są dorośli.

Young Fathers – Cocoa Sugar

Ostatnie lata były naprawdę dobre dla młodych ojców. Zauważyli ich i przyjęli pod swoje skrzydła Massive Attack, a chwilę później współpracę zaproponowali giganci z Ninja Tune. Na szczęście chłopcy nie spoczęli na laurach a wciąż eksplorowali swoje możliwości, wpływy, inspiracje i korzenie. Tym sposobem dostaliśmy na Cocoa Sugar charakterystyczne dla Young Fathers plemienne dźwięki zgrabnie łączące się z elektroniką. Słychać też przepaść pomiędzy masterem tego LP, a poprzednich albumów. Czy strata surowego brzmienia to plus? Zdecydujcie sami.