Muzyczny Atlas Świata - A jak Atlanta - Electronic Beats Poland

Muzyczny Atlas Świata – A jak Atlanta

Rozpoczynamy nowy cykl, w którym postaramy się przybliżyć gatunek muzyki najbardziej rozpoznawalny i związany z danym miastem.
Na pierwszy strzał magiczne miasto - Atlanta i krótka historia o tym jak stała się stolicą hip-hopu, a nie tylko słynnego napoju orzeźwiającego.

Words by Kacper Peresada

Możliwe, że nasz wstęp zirytował już purystów gatunku, którzy zawsze będą twierdzić, że to Nowy Jork albo Los Angeles są najważniejszymi miastami w świecie rapu, ale mamy dla nich niestety złe wieści. Trap przejął świat i chociaż to Kendrick, Rocky czy Denzel są królami ostatnich miesięcy, to trudno nie zwracać uwagi jak gigantyczny wpływ na brzmienie całego rapu mają Gucci Mane i koledzy.

Wszystko zaczęło się jednak w latach 90-tych w pewnej piwnicy domu należącego do mamy producenta – Rico Wade, który stanowił 1/3 kolektywu Organized Noize. W miejscu, które określano mianem „lochu”, reprezentanci sceny niemalże mieszkali, aby tylko nagrywać jak najwięcej nowej i świeżej muzyki. Wśród stałych gości lochu można było spotkać m.in. Outkast czy Goodie Mob, ci pierwsi zresztą do początku XXI wieku byli związani z Dungeon Family i to właśnie Wade’owi i reszcie zawdzięczają swój start na rynku muzycznym. Organized Noize to z resztą pierwsi twórcy z Atlanty, którzy poradzili sobie w przeskoku z undergroundu do mainstreamu. Dzięki genialnej produkcji na takich trackach jak „Baller’s Ball” ich brzmienie przypadło do gustu dużym wytwórniom i w 1995 udało im się stworzyć swój pierwszy hit. Nagrali razem z TLC „Waterfalls”, a rok później poprawili swoją rozpoznawalność, tworząc „Don’t Let Go (Love)” dla En Vogue.

Lata 90-te to jednak specyficzne brzmienie Atlanty, któremu o wiele bliżej do r’n’b niż do samego hip-hopu. W tamtych czasach największe tryumfy święcili tacy artyści jak Kris Kross, Usher, Toni Braxton, wspomniane TLC czy Monica. Wielki zwrot w postrzeganiu tego, jak brzmi Atlanta i docenienie jej twórców przez szersze spektrum odbiorców nastąpiło w 2004 roku, kiedy to OutKast, jako pierwszy rapowy skład w historii wygrał nagrodę Grammy za najlepszy album ostatnich 12 miesięcy (Speakerboxxx/The Love Below). To był pierwszy raz, gdy nie tylko reprezentanci Atlanty, ale całego gatunku trafili ze swoją muzyką do odbiorców, dla których hip-hop był czymś niezrozumiałym i obcym. Nawet Lauryn Hill, której przyznanie nagrody w 1999 było łatwiejszym wyborem ze względu na jej wyjątkowy śpiew. OutKast było dwójką młodych, czarnoskórych artystów, którzy przecież wykonywali muzykę, która jeszcze 10 lat wcześniej przerażała białą Amerykę, a teraz stawała się centrum mainstreamu. Dodajmy zresztą, że do dzisiaj żaden raper ani hip-hopowy skład nie powtórzył osiągnięcia Andre 3000 i Big Boi’a.

W czasie gdy Lisa „Left Eye” Lopez i koleżanki zachwycały w MTV, Lil & The East Side Boyz odpowiadali za narodziny crunku, który w 2003 roku pokazał drugie oblicze hip-hopowej sceny Atlanty. Wywodząca się rodem z Memphis muzyka miami bass to mieszanka ciężkich bassline’ów, wykrzyczanych wokali, synthów i prostych drum machine’owych bitów. Gdy OutKast świętowali zdobycie kolejnego Grammy, Lil Jon z kumplami imprezował w Barber shopie, krzycząc „Get Low”.

Atlanta od tego czasu coraz częściej zdobywała listy przebojów. W ciągu następnych lat D4L, T.I., Ciara, Ludacris, Young Jeezy stawali się gwiazdami pierwszej jakości. Jednak to dopiero Gucci Mane miał zostać człowiekiem, który nie tylko wpłynie na fanów, ale zmieni to, w jaki sposób postrzegany jest trap i jakie brzmienia królują aktualnie w świecie rapu.
Bez Gucciego nie ma Mike Willa, Waka Flocka nie wydaje tracków, Chief Kee nie staje się gwiazdą, no i oczywiście nie ma ani Migosów, ani Rae Sreamurrd. A i te nazwiska opierają się tylko i wyłącznie na brzmieniach i inspiracjach z nich czerpanych. Jednak jednym z istotniejszych motywów w karierze Gucciego było jego luźne podejście do samego siebie, szalona osobowość i fakt, że nigdy nie przejmował się tym, czego wymagano od raperów. Nie starał się być liryczny, chciał być po prostu sobą i żeby „jego bransoletka była szalona, a naszyjnik komiczny”. Jego teksty wydawały się niechlujne, flow nie znało słowa precyzja, ale właśnie dzięki temu podejściu robił coś, czego nie umieli robić inni raperzy – wydawał mnóstwo muzyki.

W ostatnich latach trap jest królem. Migosi są w każdym możliwym utworze w radiu, Rae Sremmurd wypełniają stadiony, Young Thug jest największym dziwakiem w rapie, którego nie są w stanie ograniczać żadne bariery, a producenci tacy jak Sonny Digital, Mike Will Made It, Zaytoven czy Metro Boomin to największe gwiazdy w branży. Każdy raper marzy, żeby usłyszeć swój kawałek w legendarnym Magic City – stripklubie znajdującym się w Atlancie, któremu sławę zawdzięcza, chociażby Future. Żadne inne miasto aktualnie na świecie nie ma takiego wpływu na światową muzykę jak Atlanta. Pytanie, czy reprezentanci miasta nie będą bali się rozwijać, a kolejne sezony genialnego serialu Donalda Glovera (opartego na wydarzeniach ze sceny muzycznej w największym mieście w Georgii) będą do nas trafiały przez tyle lat, ile oglądaliśmy „Przyjaciół”.

Jednym z najciekawszych przedstawicieli sceny w Atlancie okazał się ostatnio 21 Savage. Raper, który dla wielu słuchaczy był memem w związku z monotoniczną nawijką i nagminnym powtarzaniem własnej ksywki w tekstach, przeszedł jedną z najciekawszych dróg rozwoju ostatnich lat. A jego ostatni album dla wielu jest rapowym highlightem ostatnich 12 miesięcy.
Z drugiej strony są Migos, którzy mimo tworzenia hitów, robią tracki które brzmią tak samo jak ich najpopularniejsze piosenki z wydanego kilka lat temu „Culture”. Można więc trzymać kciuki, albo czekać na Bobby’ego i oddać koronę z powrotem do Nowego Jorku.