MONSTER: „Naprawdę kocham to, co robię” #WYWIAD - Electronic Beats Poland

MONSTER: „Naprawdę kocham to, co robię” #WYWIAD

Z Monster – poznańską DJ-ką związaną z kolektywem Oramics oraz rezydentką Projektu Lab rozmawiamy przy okazji imprezy halloweenowej w katowickim klubie P23, gdzie wystąpiła obok Courtesy. Warto zwrócić uwagę na tę dziewczynę, bo idzie jak burza, a jej selekcje w klimacie Chicago-house i trance rozgrzeją każdy parkiet.

Words by Agata Ogórek
Photos by Helena Majewska

Agata Ogórek: Jak i kiedy zakochałaś się w gatunkach acid-house i trance, które tak prezentujesz w swoich setach? Kiedy 10 lat temu zaczynałaś grać, dostępność tego rodzaju muzyki była raczej nikła.

Monster: 10 lat temu dostępność do muzyki elektronicznej być może była mniejsza, ale na pewno było wiele sposobów, aby eksplorować te gatunki. Pamiętam wiele blogów, m.in. blog Feel My Bicep (prowadzony przez duet Bicep zanim byli znani jako Bicep) i wiele innych, gdzie można było po prostu ściągać mp3-ki. W tamtych czasach równie prężnie działał też Soulseek, natomiast na mnie największy wpływ miało radio Intergalactic FM, a właściwie trzy kanały, które tam nadawały. To właśnie dzięki tej rozgłośni pokochałam electro, Chicago i acid house czy italo. Generalnie holenderska szkoła DJ-ingu i sety Legowelta, gdzie miesza on nieskończoną ilość gatunków były dla mnie zawsze największą inspiracją. W 2009 r. mieszkałam przez chwilę w Dublinie i bardzo często chodziłam tam na imprezy, Pamiętam, że byłam na secie Aldena Tyrella (przed którym niedawno było dane mi wystąpić na afterze po festiwalu Up To Date), i wielu wielu innych artystach, którzy jeszcze wtedy nie przyjeżdżali tak często do Polski. Wręcz chłonęłam tamtejszą scenę i muzykę.

Od pewnego czasu więcej mówi się o gorszej pozycji kobiet w dość zmaskulinizowanym świecie DJ-skim. Wiele zaczyna się w związku z tym zmieniać, ale czy Ty sama na przestrzeni lat odczuwałaś trudność w przebiciu się ze względu na swoją płeć czy byłaś mniej poważne traktowana?

 Osobiście nie doświadczyłam żadnych przykrych sytuacji, ale znam osoby, którym nie było łatwo. Myślę, że ostatnio bardzo wiele zmieniło się w tej kwestii dzięki sukcesom niezwykle utalentowanych kobiet i działalności takich kolektywów jak Oramics, Discwoman czy Room4Resistance. Silna pozycja kobiet na scenie jest na dzień dzisiejszy niepodważalna i wydaje mi się, że będzie coraz lepiej. Widać to m.in. po zapisach na warsztaty Oramics, gdzie większość uczestników to kobiety.

 

Granie z winyli na festiwalach i w klubach w dzisiejszych czasach może przysparzać wiele problemów technicznych. Coraz więcej DJ-ów wybiera formę cyfrową, a ja na przekór za każdym razem słyszę Cię w secie winylowym. Czy dla Ciebie czarna płyta to jakaś forma sacrum?

U mnie cała sytuacja z graniem z winyli jest dosyć zabawna – nauczyłam się grać z nich po 10 latach używania CDJ-ów tylko i wyłącznie dlatego, że zaczęłam kupować dużo muzyki z pierwszej połowy lat ’90-tych, która nie wychodziła w formie cyfrowe i stwierdziłam jednocześnie, że nauczę się czegoś nowego po tylu latach za dekam. Mogłabym te płyty ripować, ale nie mam na to czasu. Poza tym, im dłużej z nich gram, tym większą przyjemność mi to przynosi, po prostu lepiej mi się gra, gdy nie muszę patrzeć na wyświetlacz CDJ-a. Wiem, że istnieje milion memów na temat winylowych DJ-ów, ale naprawdę jest w winylach coś wyjątkowego! Nie podchodzę do tego jednak jak do świętości, bo gdy są słabe warunki do grania z płyt, to po prostu z nich nie gram i posiłkuję się plikami Są też pewne gatunki, których w ogóle nie kupuję na winylu, ponieważ mam w zwyczaju kupować tylko stare płyty, a nowe wydawnictwa opłaca się bardziej kupować w formie cyfrowej.

Na ile improwizacji pozwalasz sobie podczas grania, a na ile set gotowy jest już mniej więcej w Twojej głowie przed rozpoczęciem? 

To zależy od rangi imprezy i długości seta. Gdy gram trzy godziny, to nie planuję nic poza wrzuceniem plików do folderu i płyt do torby, a później obserwuję, co się dzieje na parkiecie. Czasami gram sety bardziej w klimacie acid i electro, zdarza mi się grać sety trance’owe albo house’owe i od tego też zależy jaką selekcję biorę ze sobą do klubu. Natomiast jeśli gram krótsze sety, takie do 90 minut, i jest to np. festiwal Unsound, to nie będę ukrywać, że się lepiej na nie przygotowuję. Takie występy są dla mnie ekstremalnie stresujące (pozdrawiam wszystkich przyjaciół, którym zdaję relacje z moich kolejnych załamań nerwowych przed ważnymi imprezami), ale zdarza mi się zmieniać koncepcję nawet mocno zaplanowanego seta, gdy widzę, że mój pierwotny pomysł można jakoś ulepszyć.

 

Właśnie, bardzo dużo zachwytów pojawiło się po Twoim fantastycznym występie na imprezie zamknięcia festiwalu Unsound. W zeszłym roku wygrałaś też Wooded DJ Konkurs, pokonując ponad 100 artystów, teraz grywasz po kluczowych festiwalach i klubach w całej Polsce. Czujesz, że Twoja kariera ruszyła z kopyta?

W okolicach występu na festiwalu Wooded wyszedł mój pierwszy podcast – był to miks dla Oramics, po którym dziewczyny zaprosiły mnie do dołączenia do tego kolektywu. Było to dla mnie ogromnym osiągnięciem, być docenioną przez osoby o takim dorobku i pozycji na scenie jak ISNT i FOQL. Za tym poszła pierwsza fala wyjazdów poza Poznań, natomiast później Violet, którą znałam wtedy wówczas tylko przez Instagram, zaprosiła mnie do nagrania miksu dla jej labelu Naive. Jakimś cudem trafił on do miksów miesiąca magazynu Pitchfork. Może mniej więcej wtedy moje życie prywatnie przestało istnieć (śmiech).

Jak udaje Ci się dzielić solową i nabierającą mocnego tempa karierę DJ-ki, ciągłe podróże po Polsce i działalność związaną z kolektywem Oramics?

Świetne pytanie, bo właściwie to sama nie wiem, jak to mi się udaje. Najbardziej cierpi moje życie towarzyskie: śnią mi się nawet koszmary, że moi znajomi już mnie nie poznają na ulicy (serio). Oramics wymaga bardzo wiele codziennej pracy, ale nie będę na to narzekać, gdyż aktywizm był dla mnie zawsze niezwykle ważną częścią życia. Spełniam się i napędzam do działania, a współpraca ze wspaniałymi osobami daje mi wielkie wsparcie i ogromną inspirację. Od niedawna jestem też rezydentką Projektu LAB, co oznacza jeszcze więcej zadań (m. in. Cykl Oramics dla LAB), a praca promotora do najlżejszych nie należy… Poza tym chodzę codziennie do pracy, staram się wysypiać w tygodniu, bo w weekendy nie ma opcji, a spanko to moja ulubiona czynność życiowa. Jestem zmęczona, ale nie chcę na to narzekać, bo w mojej pozycji byłoby to bardzo niewdzięczne. Ostatecznie naprawdę kocham to, co robię i bardzo się cieszę, że mogę tak często występować jako DJ-ka.

 

Masz jeszcze taki luksus jak czas wolny na realizację jakichś innych pasji i hobby poza muzyką?

Jak wyżej, czyli nie bardzo. Staram się chodzić na siłownię, gdzie słucham audiobooków, dużo jeżdżę na rowerze. Ostatnio mocno wkręciłam się w rośliny domowe (wynagradzam sobie w ten sposób nieobecność mojego pieska, którego niestety już ze mną nie ma), ale sytuacja trochę wymknęła się spod kontroli, gdyż nie mam już gdzie ich stawiać! Jest to dla mnie bardzo relaksujące hobby, a przy okazji funduję sobie czyste powietrze w mieszkaniu, bo w Poznaniu niestety oddychamy głównie smogiem.

Snujesz w międzyczasie plany na dalszą i bliższą przyszłość? Z kim chciałabyś zagrać b2b i czy możesz zdradzić gdzie można będzie usłyszeć Cię w najbliższym czasie?

Od listopada będę reprezentowana przez nową agencję Granko, prowadzoną przez wspaniałą Paulinę Żaczek, więc myślę, razem wiele dobrego zdziałamy. Po Unsoundzie pojawiły się pewne bardzo interesujące propozycje na przyszły rok, ale na razie to tajemnica i nie mogę nic zdradzić.

Muzycy, z którymi chętnie bym poszalała b2b to Violet (może się nawet uda w listopadzie), Photonz, Ryan James Ford, Mama Snake, a z polskich DJ-ów to fajnie by było pograć np. z Olivią czy Eltronem albo lokalnie z Feelazem.

W listopadzie gram m.in. na Mózg Festival w Warszawie, ale najbardziej skupiam się na organizacji imprezy Oramics z wcześniej wspomnianą Violet w Projekt LAB, która będzie mieć miejsce 22 listopada. Z Violet wystąpię też dzień później w Krakowie na Szpitalnej przy okazji imprezy Zabawa. 28 listopada z kolei będę miała swój klubowy debiut w Berlinie – razem z Avtomatem będziemy reprezentować Oramics w OHM. 29 listopada swoje trance’owe oblicze na imprezie z Schacke w Projekt Lab. Będę też nagrywać miks dla francuskiego Rinse FM, a na Sylwestra gram na pewnej bardzo lubianej i szanowanej imprezie w Gdańsku. Stay tuned!

Rzeczywiście wygląda to na bardzo pracowitą jesień! Tobie życzę dużo siły, a nam wszystkim jeszcze więcej setów Monster!