Electronic Beats Poland

MIĘTHA – jak łamać konwencje w hip-hopie #wywiad

MIĘTHA to zdecydowanie jeden z najciekawszych i najbardziej obiecujących składów w polskim hip-hopie. Wychodzą chętnie poza ramy gatunkowe i szykują właśnie nowy album. Z tej okazji porozmawialiśmy z chłopakami z duetu: AWGS i Skipem.

Artur Wojtczak: 29 października zagracie w prestiżowym, warszawskim klubie jazzowym Jassmine swój premierowy koncert z okazji premiery nowej płyty „36,6”.  Z tego co wiem, jesteście już po pierwszych próbach. Jak czujecie się grając w tak nietypowych dla rapu warunkach?

AWGS: Zacznijmy od tego, że początki naszego zespołu, to supporty przed Bitaminą, która jest najlepszym zespołem koncertowym w Polsce. Obserwując naszych starszych kolegów w akcji, zaczęliśmy powoli zasiewać myśl o graniu na żywo. Granie z całym składem daje dużo większe możliwości na scenie. Nasz słuchacz będzie mógł zobaczyć jak pracujemy z instrumentami, czy jak zaaranżowaliśmy utwory na cały zespół – będzie to zupełnie nowe wydanie Mięthy.

Skip: Poza tym Jassmine to miejsce, w którym można się zakochać jak tylko przekroczy się próg windy. Dlatego też od razu wpadliśmy na pomysł zagrania tam koncertu premierowego. Nasze utwory zostały przearanżowane w bardziej „ujazzowiony” sposób, więc myślę, że to wszystko będzie ze sobą świetnie grało.

Jak pracowaliście nad koncertowymi aranżacjami swoich utworów?

AWGS: Na początku musieliśmy skompletować cały skład. Ja w zasadzie od samego początku już miałem to z tyłu głowy. Pamiętam, że zadzwoniłem do Miłosza Olenieckiego (wybitnego klawiszowca), tuż po wydaniu „Audioportretu”, z pytaniem, czy nie byłby zainteresowany wzięciem udziału w takim projekcie. Daniel Wiśniewski, świetny producent i mój wieloletni przyjaciel występujący pod pseudonimem Kxllage – jest też basistą. Już od czasów gimnazjum mieliśmy marzenie, żeby grać razem na żywo. Aleksander Sucharski (gitara), nasze drogi przecieły się w moich wcześniejszych projektach gdzie udzielałem się tylko na bębnach. I last but not least – Sara na back vocalach – znana z takich składów jak P.Unity, czy udzielająca się również u Rosalie lub kolegów z Rasmentalism. Każdy ze składu “Miętharians” czuje groove i dobrze odgrywa swoją rolę. Miłosz (mózg zespołu) błyskawicznie przełożył sample na akordy i nadał brzmienie zespołowi. Po roku przygotowań jesteśmy w końcu gotowi, żeby podzielić się ze światem naszą pracą.

Skip: Swoją drogą, to już pod koniec lutego br. mieliśmy pochwalić się światu, że nasza rodzinka muzyczna się rozrasta, ale z wiadomych przyczyn musieliśmy odwołać koncert. Do koncertu premierowego w Jassmine mieliśmy do opanowania już trzy albumy, a nie jeden, więc całe szczęście, że na bieżąco pracowaliśmy nad „tłumaczeniem” piosenek na żywy zespół. Tutaj nieoceniona okazała się pomoc Miłosza Olenieckiego (klawisze). Zazwyczaj wystarczyło skubanemu puścić numer z głośników w sali prób i po paru minutach potrafił ze słuchu przearanżować je na zespół. Potem każdy wyszukiwał gdzie i co może dograć. Następnie kombinacje aranżacyjne, half time’y, dodatkowe bridge, harmonie wokalne i nagle zostawało tylko opanować wspólne zgranie się do perfekcji.

Co najlepszego wydarzyło się w waszym życiu od czasu premiery Audioportretu?

Skip: Zacznijmy od przyczyny. Obaj przeszliśmy dużą przemianę mentalną. Dzięki temu, że myślimy podobnie i mamy podobne cele, ciśniemy się nawzajem żeby je osiągnąć. Piękne jest to, że jest nas dwójka, więc jeśli jeden z nas na chwilę zostanie wciągnięty do „krainy mroku” to drugi najprawdopodobniej mu pomoże z niej wyjść. Jeśli obaj mamy gorszy czas to, trudno, tak bywa. Wrócimy za dwa dni z trzy razy większym ładunkiem energetycznym. Dzięki temu zawsze mamy dużo energii, która możemy się dzielić.

Efektem jest to, że czuje się o wiele stabilniejszy psychicznie. Uciąłem wiele toksycznych relacji. Udało mi się zrzucić 20kg w pół roku. Narobiłem masę świetnej muzyki, z której jestem dumny i miałem szansę zjeździć z nią Polskę. Żyć nie umierać, a to dopiero początek. Wydajemy płytę średnio co 5 miesięcy, więc kto wie co będzie za rok?

AWGS: Z mojej strony to przede wszystkim prawdziwe przyjaźnie, zarówno te stare jak i nowe, powstałe przy pracy z projektem. Również moja relacja ze Skipem nabrała nowego wymiaru. Motywujemy się nieustannie do działania i razem ciężko pracujemy na to, aby spełnić nasze marzenia. W odróżnieniu od czasu “Audioportretowego”, jesteśmy bardziej spokojni, pewni siebie, rozważni i jeszcze bardziej zdeterminowani. Zaczęliśmy też razem z ekipą około Mięthową (Kxllage, Roger, Vito) trenować razem w kosza i ogólnie hangować jakbyśmy znali się od lat. Mogę wymieniać wiele miłych sytuacji związanych z sukcesem samego zespołu, ale dla mnie to właśnie relacje międzyludzkie mają tutaj największe znaczenie i świadomość, że nie jestem w tym sam.

Który z wykonawców reprezentujących Asfalt Records jest waszym ulubionym i wywarł wpływ na waszą twórczość, albo wręcz na fakt, że zaczęliście wspólnie tworzyć?

Skip: Ostatnio z okazji wspólnej gościnki u Bartocuta, udało mi się poznać z Hadesem na klipie. Okazało się, że był moim cichym patronem odkąd podpisałem pierwszy kontrakt z Lekter Records. Zarówno w Lekter jak i w Asfalcie podsuwał wydawcom moją ksywkę. I tutaj uwaga: Wydaje mi się, że znalezienie się w Lekter wpłynęło na to, że AWGS znalazł moje numery i się do mnie odezwał, co przerodziło się w stworzenie draftu płyty. Z „Audioportretem” wreszcie przyszliśmy do Asfaltu, w którym Tytus przyznał, że miał mnie na oku. I tak oto jesteśmy tutaj składając w ręce Asfalt Records trzeci album duetu Miętha. Dzięki Had.

AWGS: Dla mnie zdecydowanie Otsochodzi – gdybym nie śledził jego początków kariery to nigdy nie trafiłbym na Skipa. O.S.T.R. również ukształtował mnie hiphopowo, jeszcze za czasów licealnych i sprawił, że Asfalt był zawsze dla mnie wyznacznikiem jakości.

 

Jaką rolę w waszym prywatnym i zawodowym życiu odgrywają social media? Da się bez nich żyć?

Skip: Ostatnio zepsuł mi się telefon i nie miałem w nim zasięgu. Internet miałem z wi-fi w domu, a poza domem – nic. Uznałem, że go nie naprawię, tylko nauczę się żyć bez ciągłych dymków i powiadomień. Było okej. Miałem utrudniony kontakt z ludźmi (musiałem się znowu nauczyć numerów domofonu znajomych zamiast pisać „Jestem. Wyłaź”). Utrudniało mi to również pracę, ale dało się żyć. Wytrzymałem tak trzy tygodnie, a potem wróciłem do normalności. Czy da się żyć? Tak. Czy to super ułatwia życie? W żadnym wypadku.

AWGS: Mam mieszane uczucia. Z jednej strony spędzam za dużo czasu na telefonie i wrzucam jakiś content, patrzeę na lajki uzależniając tym samym mój mózg od zastrzyków dopaminy jaka temu towarzyszy, a z drugiej strony mam kontakt i wgląd w życie bliskich mi osób, lub inspirujących postaci, z którymi raczej nie mam fizycznej możliwości aby się spotkać.

Jaki jest następny krok w twórczym rozwoju Mięthy?

AWGS: Jeszcze więcej pracy nad kolejnymi utworami, nowe współprace, dalsze poszukiwanie brzmienia i naszej tożsamości muzycznej. „36,6” w mojej głowie jest dopiero właściwym debiutem. Dopiero się rozkręcamy.

Skip: Dalszy rozwój, jeszcze więcej eksperymentów, większe projekty i więcej muzyki, którą kochamy. Słuchając „Audioportretu”, „Szumu” oraz „36,6” słyszymy, jak bardzo udało nam się rozwinąć jako artyści i jako ludzie. Zresztą Miętha nie byłaby Mięthą gdybyśmy nie zaczęli już pracy nad kolejnym albumem. Dlatego mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nie zatrzymujemy się w miejscu.