Electronic Beats Poland

Michael Mayer: Muzyka DJ-ska to patrzenie jednocześnie w przyszłość i przeszłość

Koloński producent, DJ i remikser, współtwórca legendarnego labelu KOMPAKT w specjalnym wywiadzie dla Electronic Beats Polska opowiedział nam o pracy w sklepie płytowym w latach '90, założeniu własnej wytwórni, ulubionych klubach, zmianach na scenie amerykańskiej i krytycznym spojrzeniu na współczesnych klubowiczów.

Words by Artur Wojtczak
Published on September 4, 2019 00:00 Berlin Time

Michael, w latach 90. pracowałeś w sklepie płytowym Delirium w Kolonii, z którego to w 1998 roku wykształcił się Kompakt z tobą jako współzałożycielem. Jak wspominasz tamto zajęcie? Była to taka prawdziwa praca czy raczej hobby z pasji do muzyki?

Właściwie to nigdy nie planowałem pracować w handlu nośnikami muzycznymi, po prostu tak wyszło. Zresztą byłem chyba pierwszym klientem, gdy Delirium się otworzyło. Pół roku później byłem już współwłaścicielem. Po tym jak większą cześć mojej młodości spędziłem w sklepach płytowych, bo życie uczelniane niespecjalnie mnie zafascynowało, uczynienie z tego zajęcia, zawodu stało się niejako logicznym i naturalnym krokiem.

Otwarcie Kompaktu było wyrazem chęci artystycznej wolności – zainspirował Cię wtedy artystyczne atelier Andy Warhola Fabryka.  W tej chwili KOMPAKT jest już takim konglomeratem projektów: od labelu poprzez kanał dystrybucji po agencję bookingową. Jak wpadłeś wtedy na pomysł stworzenia takiego konceptu łączącego różne gałęzie działalności muzycznej i jak rozwija się to teraz?

Punktem wyjścia była rzeczywiście chęć jak największej wolności i niezależności artystycznej. Pomijając tłoczenie płyt, to kontrolujemy praktycznie każdy aspekt publikowania naszej muzyki – i to już od 20 lat. Ja i moi partnerzy mieliśmy już pewne złe  doświadczenia, których nie chcieliśmy powtarzać. Były to kwestie takie jak zaporowy kontrakt, którego nie udawało się zerwać, bankructwo, ingerowanie w treści muzyczne – wszystko, co boli artystyczną duszę. My wkroczyliśmy do show-biznesu, by tworzyć ten przemysł z punktu widzenia artysty. Tak się już w tym wyspecjalizowaliśmy i weszliśmy na drogę profesjonalną, że ten nasz etos „zrób-to-sam” funkcjonuje doskonale do dzisiaj.

Robert Babicz powiedział mi kiedyś, że jego gust muzyczny ukształtował mocno koloński klub Warehouse. A jakie miejsce wpłynęło na twój gust i muzyczne preferencje?

Było wiele lokali, które wpłynęły na moje muzyczne fascynacje i gust. W latach 80. był to m.in. klub Drops, czyli tak zwana „super-dyskoteka“ z niesamowitymi laserami i drapieżnymi zwierzętami na parkiecie. Tam chłonąłem italo-disco i tam po raz pierwszy strasznie upiłem się whisky (śmiech).

Od  1998 były to cotygodniowe  imprezy zwane Total Confusion Parties z Tobiasem Thomasem w Studio 672. To było najlepsze muzyczne doświadczenie jakie można sobie wyobrazić! Te 9 lat to był wręcz trudny do opisania – naprawdę piękny czas! Tobias i ja tyle wtedy przeżyliśmy – był śmiech, płacz, nauka. Jestem wdzięczny, że dane mi było tego doświadczyć!

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube's privacy policy.
Learn more

Load video

Zremiksowałeś m.in. piosenki Pet Shop Boys i Depeche Mode. Jaki masz stosunek do remiksów – zwłaszcza utworów, które przynależą do świata muzyki popularnej?

Generalnie to znacznie chętniej remiksuję kawałki popowe aniżeli techno. Reinterpretacja utworu techno nie jest żadnym wielkim wyzwaniem: wymieniasz hi-haty, inaczej zapętlasz bas i … gotowe! Dużo bardziej fascynujące jest wziąć na warsztat coś, co jest jak na razie mało parkietowe i uczynić je tanecznym. Zresztą taka jest pierwotna idea remiksów. A pop był moją pierwszą miłością. Już jako dziecko dużo słuchałem i do dziś pamiętam saksofonowe solówki z piosenek z lat 80. (śmiech).

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube's privacy policy.
Learn more

Load video

Powiedziałeś kiedyś, że muzyka DJ-ska to uwspółcześnianie tradycji i patrzenie jednocześnie w przyszłość i przeszłość. Jaka jest twoim zdaniem największa różnica między złotą erą  kultury klubowej z lat ’90 i obecną?

Co do złotej ery lat ’90, to  zgoda, ale z pewnymi wyjątkami. Bo trafiali się wtedy również słabi DJ-e robiący naprawdę koszmarną muzykę. Ale to, czego mi szalenie brakuje, to tego mocno zabawowego, wręcz aktorskiego podejścia do imprezy – z większą ilością ironii i naiwności. Teraz wszystko jest nad wyraz poważne i wysterowane. Gdy się czyta niektóre komentarze na Resident Advisor, to można pomyśleć, że chodzi o negocjacje traktatu rozbrojeniowego (śmiech). Absolutnie wszyscy noszą też te asymetryczne czarne ciuchy i okulary przeciwsłoneczne. To dość daleka postawa od krzykliwej euforii początków kultury techno i house. Życzyłbym sobie widzieć więc więcej luzu i czystej, nieskrępowanej zabawy na parkiecie. Prawdziwe życie jest wystarczająco szare i poważne.

Grałeś w USA na Brooklyn Electronic Festival. Jak oceniasz scenę amerykańską? Czy Stany wracają do swoich korzeni z Detroit i Chicago czy poddają się fali tandetnego EDM?

Tam nadal równolegle funkcjonują oba te światy: underground i tzw. EDM. Tak, te światy przecinają się tak naprawdę chyba tylko na dużych festiwalach i dokładnie tak samo jest w Europie. Z pewnością nie jestem ekspertem od sceny USA, ale chyba w międzyczasie urosło to już tak, że w każdym większym mieście jest jakiś dobry klub. Parę lat temu było z tym znacznie gorzej, ale i techno dotarło już do świadomości amerykańskiej klasy średniej.

Co nowego w wydawnictwie – single, kompilacje, remixy ?

Właściwie to wszystko! Mimo wielu występów dużo czasu spędzam w studio. Robię sporo remiksów, np. bardzo ciekawy projekt dla hamburskiej grupy Tocotronic.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube's privacy policy.
Learn more

Load video

Na zakończenie coś ode mnie “See You” (śmiech)

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube's privacy policy.
Learn more

Load video