Electronic Beats Poland

Kwazar wolności - afrofuturyzm Shabazz Palaces

Published on August 9, 2017 06:59 Berlin Time

Afrofuturyzm towarzyszy muzyce od dekad. Nieważne, czy jego idee napędzają jazz (m.in. Idris Ackamoor, Sun Ra czy Herbie Hancock), czy hip-hop (A Tribe Called Quest, Erykah Badu, clipping., czy właśnie Shabazz Palaces) – tak długo, jak ze względów rasowych rządzić będzie dyskryminacja i segregacja społeczna czy ekonomiczna, tak długo artyści (szczególnie afroamerykańscy) będą czerpać z jego dorobku. Afrofuturyzm stoi na dwóch estetycznych nogach. Pierwsza zainspirowana jest starożytnym Egiptem, przez wielu afrofuturystów uważanym za ostatni wielki okres w dziejach ludzi o czarnej skórze. Druga to galaktyczne podróże – Ziemia jest tak nieprzyjemna dla czarnego człowieka, że jego prawdziwą ojczyzną jest Kosmos. To jawnie eskapistyczne narracje, poszerzające trochę język, jakim można operować – co jest szczególnie ważne dla hip-hopu. “Czarne CNN” może stać się “czarnym Star Trekiem” i poprzez futurystyczne opowieści mówić o teraźniejszości.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube’s privacy policy.
Learn more

Load video

W zeszłym roku na straży rapowego afrofuturyzmu stanęło clipping., a ich “Splendor & Misery” było kosmiczną przypowieścią o alienacji, automatyzacji i zagubieniu. 2017 należy do Shabazz Palaces – Ishmael Butler i Tendai Maraire nagrali dwa albumy, na których mierzą się z odhumanizowaniem i stanem współczesnej kultury. To pierwsze krążki Shabazz Palaces o tak wyraźnie poprowadzonej historii – są tutaj dzieje Quazarza i realia życia na “Gangster Star”, opisy obyczajów obcych bohaterowi, ale i nawiązania do popkultury (które trochę łamią cały koncept). ‘Amurderca’, która pojawia się na Gangster Star, to już kolejna w tym roku gra słowna Ameryką – po Joey’u Badassie i jego “AmeriKKKą” (wziętą zresztą od Ice Cube’a).

Muzyka Shabazz Palaces to nie jest zwyczajny, zaangażowany społecznie rap. Butler preferuje improwizację i pracę w kolektywie. Wśród gości na albumach znajdziemy m.in. Thundercata, producenta Sunny’ego Levina, czy Juliana Casablancasa (!), ale projekt ma bardzo eteryczny i egalitarny wymiar – nikomu nie wypada tu świecić, nikt nie odciąga uwagi od tajemniczego dźwiękowego doświadczenia.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube’s privacy policy.
Learn more

Load video

Płyty Shabazz Palaces polaryzują publiczność. Dla jednych mistycyzm Butlera i Maraire to wymówka do nagrywania niedopracowanych, dziwnych numerów, dla drugich wciągający powód, dla którego wciąż powracają, by dawać się zamknąć w dziwacznych muzycznych światach. Ani “Quazarz: Born on a Gangster Star”, ani “Quazarz vs. The Jealous Machines” nie przekonają sceptyków. Owszem, jest tu kilka utworów o wręcz przebojowym charakterze, jest kilka takich, które z powodzeniem mogłyby wyjść spod palców J Dilli, ale główne brzmienie wyznaczają rozmyte struktury, odległe sample, kosmiczne syntezatory i niemal narkotyczna atmosfera. Chłopaki nie porzucili ducha Sun Ra, który wciąż objawia się w orientalizującej instrumentacji i galaktycznych plamach dźwiękowych. To albumy do skupionych odsłuchów – gdyby leciały w tle, traciłyby swoje niuanse. A to właśnie one – swingujące rytmy bitów na “Quazarz vs. The Jealous Machines”, czy perkusjonalia wtopione w tło “Quazarz: Born on a Gangster Star” – wynoszą Shabazz Palaces poza pułapkę muzyki zbyt eksperymentalnej, by można było się w nią zaangażować. Zresztą obie płyty płyną na niesamowitym groovie – zarówno jeśli chodzi o bujające, hipnotyczne bity, jak i ciekawie wyprodukowane wokalizy.

Teksty to osobne zagadnienie. Tutaj najbardziej bryluje “Quazarz vs. The Jealous Machines”, na którym Butler gorzko rozlicza się z cywilizacją opartą na smartfonach i narcyzmie. “Self-made Follownaire” rozprawia się ze złudą życia influencerów, “Gorgeous Sleeper Cell” zwraca uwagę na saturację współczesnego rapu (“Everybody rapping/everybody trapping” to złowieszcza mantra, która zostaje w głowie na długo), nad całością dominuje ponura atmosfera uzależnienia od maszyn. Maszyn, które – zgodnie z tytułem – są wymagające i zazdrosne. I trudno się nie zgodzić z tą tezą – każdy, kto choć na moment porzucił social media, zna stan lęku o to, że coś go omija. Ishmael nie byłby sobą, gdyby nie rozrzucił po obu albumach strzałów w stronę nowych raperów, których prezentuje jako nudnych, narcystycznych i pozbawionych wartości dodanych. Na dobrą sprawę “Quazarz: Born on a Gangster Star” i “Quazarz vs. The Jealous Machines” traktują swoje koncepty dość luźno, ale i tak odnoszę wrażenie, że to najbardziej zdyscyplinowane albumy w dyskografii Shabazz Palaces. Raczej nie można odtworzyć dziejów Quazarza z tekstów, co było świetną zabawą przy okazji “Splendor & Misery” clipping., gdzie narracja, choć luźna, składała się w jakąś historię – free jazzowa krew duetu ze Seattle udaremnia takie próby. Ale czy naprawdę byśmy chcieli, żeby Shabazz Palaces po prostu opowiadali nam historie, z początkiem, rozwinięciem i końcem?

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube’s privacy policy.
Learn more

Load video

Nie wiem, czy wobec nowych albumów Butlera i Maraire użyłbym określenia “czarny Star Trek”. Jeśli już, to chyba “czarny Zardoz” (koniecznie obejrzyjcie, szczególnie jeśli lubicie oglądać Seana Connery’ego w negliżu) lub “czarna Odyseja Kosmiczna”. To płyty otwarte na interpretację, ale przede wszystkim wciągające muzycznie. Słuchałem ich na przemian i mimo różnic, to dobrze traktować je jako wspólną całość. Gdybym miał wybrać lepszą z nich, postawiłbym chyba na “Quazarz vs. The Jealous Machines”, gdzie bity są gładsze, a teksty czytelniejsze. Tak czy owak, Shabazz Palaces nagrali dwie bardzo równe, bardzo intrygujące płyty. Możecie ich posłuchać na waszych zazdrosnych maszynach, ale słuchajcie ostrzeżeń Ishmaela, dzisiaj celnych jak nigdy wcześniej.