Electronic Beats Poland

Królowa małostkowości

Published on August 31, 2018 16:13 Berlin Time

Mamy za sobą dwie wielkie premiery – nowe krążki Travisa Scotta i Nicki Minaj. Travis zadebiutował na pierwszym miejscu listy Billboard 200, Nicki na drugim. Czy to tragedia? Według wokalistki, jak najbardziej. Raperka rozpętała burzę, która porwała nie tylko Travisa Scotta, ale i jego partnerkę Kylie Jenner, a także Spotify i Irvinga Azoffa – managera artysty. Co się właściwie stało i jakie to ma znaczenie dla branży? Sprawdźmy.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube’s privacy policy.
Learn more

Load video

W czasach, kiedy muzyka miała monetarną wartość, rozliczanie sprzedaży albumów i singli było bardzo proste – Billboard zliczał sprzedane egzemplarze, z czasem doszły także dane dotyczące plików. Kropka. Kiedy pojawił się streaming, sprawy zaczęły się komplikować – podstawowym problemem było przeliczanie ilości streamów na jednostki sprzedażowe. W zestawieniu z 13 grudnia 2014 po raz pierwszy uwzględniono serwisy streamingowe, stawiając na dość arbitralny przelicznik: 1,500 streamów albumu = jeden sprzedany egzemplarz. W lipcu tego roku pojawiła się nowa wersja algorytmu, która zwraca uwagę na to, czy streamy pochodzą z płatnych wersji serwisów, czy darmowych – przydając większa wagę tym pierwszym. Ten algorytm powstał w konsultacji z branżą muzyczną, ale umówmy się – wciąż brzmi to mocno arbitralnie, być może z prostego powodu – streaming to nie sprzedaż. Ale to temat na inną dyskusję, prawdopodobnie dużo bardziej depresyjną.

Ten kontekst jest bardzo ważny dla konfliktu Nicki z Travisem – oboje spróbowali różnych trików, żeby polepszyć swoją sytuacją na Billboard 200. To żadna nowość – królem takich praktyk jest Jay-Z. Co prawda cwaniactwo nie pomogło Hovie z Billboardem, ale z osiąganiem statusu złotych i platynowych płyt już tak. Album ‘Magna Carta Holy Grail’ trafił na urządzenia Samsunga, z miejsca zapewniając mu milion “sprzedanych” jednostek. “4:44”, ostatni – poniekąd świetny – krążek artysty został sprezentowany klientom i klientkom firmy komunikacyjnej Sprint, co również liczyło się jako “sprzedaż”. Co prawda żaden liczący się ranking nie uwzględnił tych machlojek, ale hej – warto było spróbować!

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube’s privacy policy.
Learn more

Load video

Team Travisa Scotta wpadł na kapitalny pomysł – “Astroworld” było promowane przez 28 różnych przedmiotów, które pojawiały się ekskluzywnie na stronie artysty, a ich zakup był powiązany z zakupem albumu. Jeden z najbardziej pożądanych przedmiotów – koszulka zaprojektowana we współpracy z Virgilem Ablohem – pojawił się na stronie 10 sierpnia… W dzień premiery płyty “Queen” Nicki Minaj. Nicki też spróbowała swoich sił w tej brudnej grze, oferując wejściówki na trasę i kolekcję stworzoną we współpracy z Donem C. Niestety, to nie wystarczyło i “Astroworld” w dzień premiery “Queen” wciąż był na pierwszym miejscu.

Nicki nie byłaby sobą, gdyby nie przystąpiła do ataku – dostało się Kylie Jenner, która wykorzystała córkę do promocji albumu i trasy Travisa. Oberwało Spotify, które rzekomo ukarało Nicki za prezentację muzyki z albumu w swojej audycji na Apple Music, 10 minut przed premierą płyty (Spotify oczywiście zaprzeczyło tym szalonym oskarżeniom). Samozwańcza królowa miała również pretensje do Spotify, że serwis nie potraktował jej tak, jak Drake’a – czyli nie okleił jej twarzą wszystkich playlist świata. Ariana Grande też oberwała, bo sprzedawała plastikowe bibeloty, do których dodawano album. Sam Travis Scott został nazwany “stupid fuck”, “hoe n**** of the week” i “sprzedawcą swetrów”. Ostatni rozdział tej tragifarsy to atak na Irvinga Azoffa, managera Scotta. Według Nicki Azoff użył swoich wpływów (był wysoko postawiony w Ticketmasterze i doglądał fuzji firmy z Live Nation, co czyni go współodpowiedzialnym za stworzenie niebezpiecznego monopolisty), żeby rozpuszczać negatywne informacje o nadchodzącej trasie artystki z Futurem. Trasa została przesunięta na maj przyszłego roku, co miało być efektem kiepskiej sprzedaży biletów. Wokalistka twierdzi, że chodziło o zbyt małą liczbę prób przed trasą, spowodowaną przez długie nagrywki albumu. Co brzmi sensownie.

Publiczne szaleństwo Nicki jest o tyle zadziwiające, że sama próbowała podobnych praktyk – sprzedawała pakiety merchu z albumem. Zabawne, że sporo zawaliła tu wytwórnia Young Money/Cash Money, która utrudniła drogę do ściągnięcia albumu, przez co liczba pobrań była mniejsza. Warto również dodać, że na “Queen” znajdziemy utwór “FEFE”, pierwotnie należący do 6ix9ine, jawnie obliczony na wykorzystanie popularności kontrowersyjnego rapera do napędzania sprzedaży. To nie tylko ego wokalistki. Amerykański biznes muzyczny działa wedle zasady “winner takes all”, nie ma tu miejsca dla “przegranych”, nawet jeśli wciąż są bardzo popularni. Nicki czuje, że traci status megagwiazdy, co oczywiście nie jest prawdą – ale wyrocznia Billboard 200 nasuwa wątpliwości. W końcu nie chodzi o bycie dobrą artystką, a o totalne zwycięstwo. Idiotyzm? Oczywiście. Ale niestety takie są realia, w jakich działa amerykański mainstream.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube’s privacy policy.
Learn more

Load video

Cały ten cyrk jest efektem samobójczego przyzwolenia branży muzycznej na streaming bez ograniczeń. Owszem, jest to dogodne dla słuchaczy i słuchaczek – praktycznie za darmo mogą bez ograniczeń korzystać z całej muzyki świata – ale twórcy, twórczynie i wytwórnie powoli tracą grunt pod nogami. Nie jest mi żal ani Nicki, ani Travisa, bo i tak zarabiają tyle pieniędzy, ile kilka pokoleń przeciętnej rodziny razem wzięte. Ale jeśli na szczycie zaczyna być nerwowo, wyobraźcie sobie, co się dzieje na dole. Jeśli branża nie zacznie stawiać ostrzejszych warunków serwisom streamingowym, “sprzedawca swetrów”, pogardliwe określenie rzucone w stronę Travisa, może niedługo stać się nową normą dla każdego, kto zajmuje się muzyką.