Electronic Beats Poland

Kanyethon 2018

Published on June 26, 2018 15:16 Berlin Time

Kanyethon 2018

 

Kiedy spora część świata była wciągnięta w piłkarski mundial, w tle kończyły się inne rozgrywki. Muzyczny maraton sygnowany przez Kanyego Westa to pięć albumów (lub “albumów” – do czego wrócimy): “Daytona” Pushy T, “Ye” samego producenta, “Kids See Ghosts” nagrany wspólnymi siłami z Kid Cudim, “Nasir” Nasa i “K.T.S.E.” Teyany Taylor. Ten kreatywny wybuch jest rzekomo efektem “Wyoming sessions”, wypraw producenta do przytulnego studia w amerykańskiej głuszy, ale to raczej pijarowa historyjka, która ma zbudować jakąś narrację wokół wydawnictw. Pusha T w ostatnich wywiadach rzucił więcej światła na proces twórczy Kanyego, a raczej jego brak – stawiam na to, że ten zbiorek niedokończonych muzycznych pomysłów to wynik kopania w odrzutach z poprzednich płyt i kilka nowych bitów, które być może powstały w Wyoming. Zanim wgryziemy się w poszczególne wydawnictwa, należy się wprowadzenie, które ociera się o spekulację z mocną bazą w rzeczywistości (znajomość charakteru Westa, wywiady z artystami). Każdy z tych “albumów” trwa niewiele ponad 20 minut, na każdym znajduje się 7 utworów (poza “K.T.S.E.”, na którym jest ich 8). Bynajmniej nie stoi za tym wydumany koncept – minimum do zgłoszenia albumu do nagrody Grammy to 5 autorskich utworów i przynajmniej 15 minut muzyki: każde z wydawnictw kanyethonu spełnia to minimum z lekkim zapasem. West jest łasy na tę nagrodę, 5 albumów to zawsze większa szansa niż 1 czy 2. Oczywiście spekuluję, ale hej – chyba znamy go na tyle, żeby przejrzeć jego plan “dominacji Grammy”. Po wysłuchaniu całości mam jedną refleksję: większość z tej muzyki jest niedokończona. Część, wymieszana ze sobą, mogłaby stworzyć zupełnie świetną płytę Kanyego, część mogłaby zupełnie nie istnieć. Ale jedno jest pewne: większość z tych albumów powinna przejść jeszcze kilka etapów procesu twórczego. A teraz zanurkujmy w otchłań produkcji Westa, poczynając od najlepszych, a kończąc na najgorszych – oczywiście oceniamy albumy jako całość, ale mając na uwadze wyjątkowe okoliczności wydawnicze – na dobre lub na złe.

Pusha T – Daytona

“Daytona” to jedyny album z całej gromady, który wydaje się skończony od a do z. Zapewne to zasługa Pushy, który wciąż zajmuje należne mu miejsce w top 3 MC’s wszechczasów. Na “Daytonie” serwuje wersy zimne jak bieguny sprzed ocieplenia klimatu, przy okazji rozdając prztyczki w stronę raperów i wannabe-hustlerów. Bity Kanyego są tutaj naprawdę fascynujące, chociaż mam podejrzenia, że część z nich sięga czasów “My Beautiful Dark Twisted Fantasy”, a część “Life Of Pablo”. Produkcja idealnie pasuje do Pushy – “Santeria” brzmi jak muzyczne odzwierciedlenie jego osobowości, bit “The Games We Play” pozwala serwować hustlerską swobodę w najbardziej skalkulowany i bezwzględny sposób, “If You Know You Know” tworzy interesujący kontrast między chłodnym flow a frenetycznymi samplami. Najmocniejsza i najbardziej spójna pozycja w Kanyethonie 2018.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube's privacy policy.
Learn more

Load video

Kids See Ghosts – Kids See Ghosts

Największe zaskoczenie w zestawieniu. Nie mam zbyt wiele serca do Kid Cudiego (od czasów “Man of the Moon 2” nagrał jeden porządny feature i kupę koszmarnych albumów), ale o dziwo to on jest najmocniejszym punktem tej płyty. Wreszcie wyje w tonacji, wreszcie ma dobrą produkcję. Niesamowite jest też to, jak bardzo Kanye i Cudi uzupełniają się wzajemnie, tworząc zgrany tandem szalonych artystów, którzy po prostu puścili się w kreatywny amok. “Feel The Love” zaczyna się od zwrotki Pushy, ale to refren i wariacki bit błyszczą tu najbardziej – z miejsca utwór trafił do moich ulubionych w tym roku. “Freeee (Ghost Town, Pt. 2)” to najlepszy chór robotów od czasów wynalezienia autotune’a. Krótki czas trwania albumu jest tylko zaletą – “Kids See Ghosts” sprzyja wielokrotnym odsłuchom i wyszukiwaniu smaczków, czy to lirycznych, czy produkcyjnych. Ależ miła niespodzianka!

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube's privacy policy.
Learn more

Load video

Teyana Taylor – K.T..S.E.

Najbezpeczniejsza i najbardziej neutralna płyta w zestawieniu. Soulfulowe bity, kilka ciekawych momentów, jeśli chodzi o stylistykę – np. “WTP” na house’owej produkcji, czy wokalny groove “Hurry”. Problemem Teyany Taylor jest jej kompletny brak osobowości. Wokalnie ma potencjał, ale zarówno tekstowo, jak i stylistycznie brakuje jej wyrazistości. Mimo bardzo zmysłowych i seksualnych tekstów nigdy nie czuję tej samej siły, którą w podobnych okolicznościach epatuje np. Ciara czy Cassie. Brzmi to niepewnie, a czasami wręcz niezręcznie, jak w utworze “3Way”. Miejscami Teyana Taylor zmienia się w Rihannę, co jeszcze bardziej odbiera jej osobowość. Może gdyby “K.T.S.E.” nie było częścią kanyethonu dostalibyśmy lepiej ukształtowaną artystkę i ciekawszy album. Nie skreślam Teyany Taylor, ale niestety na razie nie ma powodu do sięgania po jej płytę.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube's privacy policy.
Learn more

Load video

Kanye West – Ye

Największy zawód Kanyethonu. Nieskładna, niedokończona płyta, miejscami o bardzo kuriozalnych tekstach. Owszem, jest to Kanye wrażliwy i pełny emocji, ale jest to również Kanye leniwy i zakochany w sobie i swojej rodzinie. Kontrowersyjne opinie, jakie wygłaszał ostatnio, znajdują tu odbicie wyłącznie w tekście o tym, że Kim się martwi o stratę fortuny przez skandal (top lel, jeśli pozwolicie), dziwaczne użycie figury Russela Simmonsa sugeruje, że Kanye chyba nie jest fanem ruchu #metoo, za to jest fanem starego, patriarchalnego obawiania się o cnotę córki. Nie znaczy to, że “Ye” to kompletna katastrofa – refren “No Mistakes” z Cudim i Charliem Wilsonem jest rewelacyjny, podobnie jak końcówka “Ghost Town” (z zastrzeżeniem do 070 Shakes: od wkładania ręki na kuchenkę się nie krwawi!). Ten album to efekt dziwnego wyścigu z samym sobą i to wyścigu niestety przegranego.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube's privacy policy.
Learn more

Load video

Nas – Nasir

I docieramy do samego dna, kuriozalnego albumu, którego istnienie jest nie tylko zagadką, ale i gwoździem do trumny Nasa. Nic tu się nie klei – MC nie pasuje do bitów, a teksty do rzeczywistości. “Everything” to jedyny jasny punkt albumu, ale to raczej utwór Kanyego, który zostaje rozwalony antyszczepionkowymi debilizmami Nasa. Raper na “Nasir” ma nijakie flow, a jego skrajnie durne (nie bójmy się nazywania rzeczy po imieniu) teksty sprawiają, że Lil Pump wypada przy nim jak geniusz lirycyzmu – przynajmniej nie sieje konspiracyjnych teorii i nie udaje mądrzejszego niż jest w rzeczywistości. Próżno szukać jakichkolwiek nawiązań do oskarżeń Kelis (która oskarża Nasa o bycie alko-przemocowcem), porzućcie nadzieje na sensowne komentarze wobec realiów społecznych – “Cops Shot The Kid” próbuje jakiegoś storytellingu, ale wokalny sampel z bitu zaciął się na piekielnym loopie, wytrącającym ze skupienia i odbierającym przyjemność. Zresztą produkcyjnie “Nasir” to szkieletorek złożony z niedokończonych pomysłów i szczątkowych błysków kreatywności. O ile w przypadku “Ye” i “K.T.S.E.” mamy do czynienia z jakimkolwiek potencjałem zduszonym przez pośpiech, tak “Nasir” to płonące auto spadające z klifu. I fakt, że siedzi w nim Nas, w ogóle mnie nie rusza – raczej zapracował na taki koniec.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube's privacy policy.
Learn more

Load video