Jazz a sprawa polska – yass, czyli czemu jazz is the new punk - Electronic Beats Poland

Jazz a sprawa polska – yass, czyli czemu jazz is the new punk

Prawdziwa furia dźwięków, masa hałasu, wyśmiewanie się wręcz ze standardów ugruntowanych już w muzyce i sporo kontrowersji dookoła samych zainteresowanych. Co widzisz? Przełom lat 70. i 80. i legendarny klub CBGB’s w Nowym Jorku, gdzie rodził się hardcore punk? A może pierwsze koncerty Napalm Death i najkrótszy (bo mający nieco ponad sekundę) utwór na świecie? BŁĄD. Tą muzyką jest yass. I narodził się nigdzie indziej, jak właśnie w Polsce.

We wspomnianym już punkowym środowisku od jakiegoś czasu funkcjonuje takie określenie, jak ZBOWiD. „Zbowidowcami” nazywani są wszyscy ci, którzy dalej zatrzymali się na koncertach w PRLowskim Jarocinie, którzy nie stronią od używek, a zwłaszcza kiepskiej jakości alkoholu, którzy na każdą nowość w punk rocku reagują wręcz agresywnie (tylko trzy akordy!) i którzy po prostu „nie kumają” tego, że muzyka może się rozwijać. I przeciwko takiemu ZBOWiDowi w świecie jazzowym były właśnie postaci stojące u fundamentu yassu – Tymon Tymański, Jerzy Mazzoll czy Jacek Olter.

Ten tekst nie jest klasyczną historią gatunku muzycznego i całego środowiska  – bo ciężko też ująć wszystko, co najważniejsze w artykule na portalu internetowym. Bardziej zainteresowanym samą genezą yassu polecam eseje Wojciecha Oleksiaka czy książkę Sebastiana Reraka – „Chłepcąc ciekły hel”. Ten tekst jest z kolei prezentacją najciekawszych grup muzycznych tego okresu (czyli od początku lat 90. XX wieku do roku 2001, gdy zmarł Jacek Olter) i ojców-założycieli.  Przed Wami: HOW TO YASS 101, czyli przedstawienie tego, co dla yassu ikoniczne.

GDAŃSK I BYDGOSZCZ

Te dwa miasta to właśnie miejsce narodzin yassu. Gdy w latach 80. powstawał tam Totart, granica absurdu i kontrowersji w rodzimej sztuce została przesunięta wręcz do niemożliwości w PRLowskiej rzeczywistości. Totart rozrastał się w błyskawicznym tempie, inspirując wielu artystów do działania. Jak daleko sięgały macki Totartu idealnie pokazuje to, że na jednym biegunie współpracował z nimi Krzysztof Skiba, który pod koniec lat 80. dołączył do satyryczno-punkowego Big Cyca, jak i Ryszard „Tymon” Tymański, który stał się potem jedną z centralnych yassowych postaci. I właśnie zainspirowany między innymi działaniami Totartu Tymon chciał odświeżyć nieco skostniałe, jazzowe środowisko.

Drugim istotnym ośrodkiem dla yassu była Bydgoszcz. To tutaj był, do teraz zresztą funkcjonujący, klub Mózg, który dysponując pół-profesjonalnym studiem stał się prawdziwą yassową mekką. W Bydgoszczy została również nagrana płyta uznawana za pierwszy yassowy album – „Tańce Bydgoskie” Trytonów, które tworzyli Tomasz Gwinciński, Sławomir Janicki i Jacek Buhl.

RYSZARD TYMON TYMAŃSKI

Trudno zliczyć ilość płyt, w których tworzeniu brał udział Tymon. Jedno jest pewne – jest on legendą polskiej muzyki awangardowej. Jedną z pierwszych poważnych grup Tymona było nowofalowe Sni Sredstvom Za Uklanianie, gdzie grał z saksofonistą Mikołajem Trzaską, z którym później założył Miłość. Choć skupiam się w tym tekście na yassie, nie sposób przy wzmiance o Tymonie nie wspomnieć o Tymon & The Transistors, znanych choćby ze świetnego soundtracku dla „Wesela” Smarzowskiego, o Kurach, które były kolejnym rozliczeniem się ze środowiskiem, tym razem polskiego popu czy o „Polskim Gównie” obnażającym PROBLEMY POLSKIEGO RYNKU MUZYCZNEGO.

Jedną z charakterystycznych cech yassu była ilość powstających zespołów, nierzadko złożonych z tych samych członków. Często były to projekty zakładane na jeden wieczór, choćby podczas niekończących się free jazzowych sesji w Mózgu. Stąd też ilość płyt nagranych przez Tymona z grupami takimi jak Trupy, inspirowane tak jazzem, jak i psychodelicznym rockiem spod znaku Soft Machine, w których składzie był choćby Przemysław Momot znany później z avant-popowych Kobiet, Czan, powstały na gruzach Trupów czy do tej pory nigdzie nie wydany projekt koncertowy Masło. Swoistą kontynuacją działań Tymona w latach 90. jest Tymański Yass Ensemble, w składzie z m. in. Wojtkiem Mazolewskim czy Alkiem Koreckim.

JERZY MAZZOLL & ARYTHMIC PERFECTION

Mazzoll (właściwie Mazolewski) to klarnecista, również związany (a jakże!) z Mózgiem. Wchodził w pierwszy skład Miłości, skupiając się jednak potem na własnych projektach, zwłaszcza oscylujących dookoła jego idei arythmic perfection. Choć z resztą składu Miłości stykał się w jeszcze wielu projektach (choćby wspomnianych już Kurach czy NRD), to Arythmic Perfection wydaje się być tutaj najistotniejszym. Kontrabasistą w tym zespole był Sławomir Janicki – jeden z założycieli Mózgu, a perkusistą Tomasz Gwinciński, których obu można było usłyszeć właśnie na „Tańcach Bydgoskich” Trytonów. Warto dodać, że na ostatniej płycie grupy, Rozmowy s catem, w roli saksofonisty wystąpił nikt inny, jak Kazik Staszewski. Yass był więc czymś więcej niż tylko grupą zapaleńców, chcących zniszczyć jazzowe środowisko od środka. To była rewolucja, rozpędzony, offowy pociąg nie do zatrzymania.

MIŁOŚĆ

Miłość to zespół-ikona dla yassu, powstała na bazie wspomnianego już Sni Sredstvom Za Uklanianie, gdzie liderem obu zespołów był Tymon Tymański. Po dwóch albumach („Miłość” i „Taniec smoka”) nagranych w składzie Tymański, Olter, Trzaska, Sikała (tylko na „Tańcu smoka”) i Możdżer (tak, ten Leszek Możdżer, który w wieku dwudziestu lat debiutował właśnie w Miłości!) dla Miłości przyszła prawdziwa rewolucja – współpraca z Lesterem Bowiem – uznanym trębaczem z Art Ensemble of Chicago. Współpraca ta pozostawiła po sobie dwie płyty – „Not Two” i „Talkin’ About Life and Death” wydana już po śmierci Bowiego, gdzie wzięli na warsztat choćby „Impressions” Coltrane’a. Nagrali również płytę „Asthmatic”, tytułem nawiązującą do Komedowego „Astigmatic”, pokazując, że nie straszne im sarkastyczne nawiązania do legend jazzu, by obalić istniejący porządek. Cała twórczość Miłości zresztą zdaje się przypominać manifesty Skamandrytów czy futurystów – Tymański mówiąc właśnie o „Asthmatic” sam nawiązywał do Majakowskiego. Krótko po wydaniu „Talkin’ About Life and Death” Miłość zawiesiła swoją działalność z powodu samobójczej śmierci perkusisty – Jacka Oltera. Pięć lat temu ukazał się film Filipa Dzierżawskiego o tym polskim, muzycznym ewenemencie – zatytułowany właśnie „Miłość”.

MIKOŁAJ TRZASKA I ŁOSKOT

Wspominany już (trudno jest unikać tego stwierdzenia mówiąc o yassie z racji częstego mieszania się składów) przy okazji Miłości Mikołaj Trzaska to saksofonista i klarnecista, będący również liderem Łoskotu, innej niesamowicie ważnej dla gatunku formacji, gdzie grał wspólnie z Piotrem Pawlakiem, Olem Walickim i Tomaszem Gwincińskim (choć przez skład przewijało się również wielu innych muzyków). Łoskot to grupa, która prawdopodobnie najbardziej wyszła w kierunku mainstreamu ze wszystkich yassowych –  ich studyjny debiut „Amariuch” był nagrodzony choćby przez Machinę, Jazz Forum i dostał również nominację do Fryderyka. Sama nazwa zespołu jest też zresztą idealnym, słownym przedstawieniem yassu i tego, co działo się w dźwiękach. Innym projektem Mikołaja Trzaski wartym uwagi jest również The Users, w którego skład wchodzili Świetlicki, Brylewski, Tymański, Olter czy Milo Kurtis. Choć wydali tylko jedną płytę, „Nie idź do pracy” będącą zapisem koncertu w warszawskim Teatrze Małym, to album ten uważam za jeden z najbardziej niedocenionych w historii polskiej muzyki, który powinien okupywać wszelkie toplisty do dnia dzisiejszego. Gdy spotykają się ikony yassu z największym wizjonerem polskiej muzyki – Brylewskim, a to wszystko okraszone jest tekstami Świetlickiego – po prostu nie może być inaczej.

Trzaska zresztą nie po raz ostatni zetknął się wtedy z punk rockiem – w 2015 roku na światło dzienne wyszła płyta Rimbaud, będąca muzycznym odwzorowaniem twórczości Arthura Rimbauda. W skład grupy wchodzą jeszcze Michał Jacaszek i przez lata blisko współpracujący z Robertem Brylewskim choćby w Armii – Tomasz Budzyński.

Tak jak wspomniałem już we wstępie – aby poznać historię yassu i wszystkie grupy, które powstały w latach 1992-2001, należałoby poświęcić co najmniej kilkaset stron druku. Nie sposób również wymienić wszystkich muzyków wchodzących w skład yassowych zespołów (a warto sięgnąć po twórczość właśnie Olo Walickiego, Joanny Charchan – jednej z prekursorek polskiej alternatywy, grającej na saksofonie choćby w Szeleście Spadających Papierków, czy Macio Morettiego)

Oby ten tekst był jednak istotnym przybliżeniem najważniejszych dla yassu postaci, grup – a przede wszystkim muzyki. Muzyki eksperymentalnej, choć jazzowej, muzyki łamiącej wszystkie standardy, choć takiej, która bez tych standardów nie mogłaby powstać. Echa yassu zresztą dalej są słyszalne w polskiej alternatywie – aż od Pink Freud po Contemporary Noise Quintet/Sextet. A dlaczego tak często w tym tekście wspominam o polskości? Bo warto to podkreślić, gdyż yass miał cechy narodowego zrywu, rozpętanego przez zaledwie kilka osób, zmienijąc postać polskiej alternatywy na zawsze. Rest in peace, the new punk.