Electronic Beats Poland

I Don’t Want My MTV Back!

Miałem szczęście załapać się na ostatni moment bycia przez MTV stacją muzyczną, na której rozrywka nie raziła tak, jak programy, które można tam obejrzeć obecnie. Jeśli bowiem porównacie sobie „Pimp My Ride” do „Ekipy z Florydy”, to czuć, że drugi z nich stanowił zapowiedź mentalnej degradacji świata mediów.

Zbyt młody, by to przeżyć

Nie mogłem zobaczyć teledysku do „Thrillera” Michaela Jacksona na MTV, wszak nie było mnie wtedy jeszcze na świecie (nadrobiłem po latach). Kiedy Nirvana grała koncert unplugged, a Ray Cokes był jednym z najpopularniejszych VJ-ów tej stacji, również nie miałem możliwości uczestniczenia w fenomenie kulturowym na trzy litery, ze względy na zbyt młody wiek. Z pomocą przyszedł mi Tata, który zaczął mnie wkręcać w świat muzyki. Opowiadał ciekawostki o artystach, grał muzykę z kaset, pokazywał klipy z pomocą VHS-ów i niemieckiej VIVY. Minęło kilka lat, a ja odkryłem Atomic TV – kanał, który pokazywał to, co najpiękniejsze w popkulturze, czyli różnorodność. Było coś dla fanów hiphopu, metalu, muzyki klubowej. Nagłe odkrycie polskiej telewizji muzycznej, która wyznacza trendy, będzie dla Ciebie równie ważne, co pierwszy pocałunek. Wyobraźcie sobie Joannę Horodyńską w wannie pełnej piany, prowadzącą „Pieprz” z najbardziej zmysłowymi teledyskami, Jacka Kaczyńskiego i Andrzeja (wtedy miał ksywkę „Młody”) Szajewskiego oraz Jarosława Budnika w interaktywnej „Dzikiej Szafie Grającej” bądź listę „20 Klubowych” nadawaną z największych polskich klubów (o „Bunkrze” z Jarosławem Giersem czy „MC2” z Magdą Raźnikiewicz nie wspomnę). No i Paulinę Jaskólską w krótkiej różowej fryzurze! Czeg

o takiego w polskiej przestrzeni telewizyjnej nie było!

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube’s privacy policy.
Learn more

Load video

Polacy nie gęsi, swoje MTV mają

Atomic TV miał w sobie coś punkowego, stanowił synonim buntu przeciwko grzecznej telewizji. Nie trzeba było być „bon ton”, mieć przylizane włosy i dobrze zapiętą koszulę. Jak ktoś napisał na jednym z forów, był to ostatni okres w popkulturze, gdy w TV chodziło o muzykę, a prezenterzy nie byli celebrytami, tylko takimi kumplami, z którymi chciało się zbić piątkę. Kiedy więc dowiedziałem się, że w 2000 roku Atomic zostanie zastąpiony polską wersją MTV, ucieszyłem się na maksa! Stacja, o której słyszałem tyle dobrego, wreszcie pojawi się w moim kraju! Jakież było moje zdziwienie, gdy pierwszym klipem, jaki tam obejrzałem, był „Freestyler” Bomfunk MC’s! To Viva? Nie, jednak MTV Polska! Byłem bowiem przekonany, że jednak muzyka taneczna stanowi jakieś 5 procent ramówki (wtedy jeszcze nie słyszałem o kultowym „Partyzone”). Mijały kolejne dni, a ja oswajałem się z nowym graczem na polskim rynku medialnym.

Zacznijmy od pozytywów:

MTV News – wiadomości popkulturalne jak na amerykańskiej stacji matce, tylko z uwzględnieniem tego, co w polskiej trawie piszczy
Data Videos – program, który prezentował klipy z informacjami na ich temat.
Mogliście dowiedzieć się, kto jest reżyserem, gdzie kręcono dany klip. Nie zabrakło też smaczków z życia artystów oraz ciekawostek na pozornie nieistotne tematy (np. podczas trwania teledysku do piosenki „Sex Bomb” Toma Jonesa i Mousse’a T. pojawiła się informacja o tym, jak bardzo Finowie kochają tango, natomiast oglądając klip do „Back In My Life” Alice Deejay dowiedziałem się, że termin „Paparazzi” ma swoje źródło w filmie Felliniego „Słodkie życie”, gdzie pewien upierdliwy fotograf miał na imię Paparazzo)
Making The Video – kulisy kręcenia teledysków
MTV Cribs, czyli jak mieszkają „gwiazdy”
Partyzone
Chillout Zone
Lista „20 Klubowych” – podobnie jak „Pieprz” była autorską propozycją polskiego oddziału, przejętą po Atomicu, jednak zyskała czołówkę i otoczkę programu

MTV Dancefloor Chart, co sprawiało, że finalnie stała się dzieckiem obu matek (polskiej i zagranicznej)
Transmisje z gal MTV Europe i Video Music Awards
Przypomnienie starych seriali „Beavis & Butthead” i „Daria”

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube’s privacy policy.
Learn more

Load video

Negatywy:

O ile wielu prezenterów z Atomic TV przeszło do MTV, a nawet pojawili się nowi i fajni (polski „MTV Select” prowadzili Marcin Prokop, Beata Sadowska i Karolina Kozak), to w późniejszych latach brakowało tego klimatu, który miała pierwsza z wymienionych stacji, a MTV Polska stawała się czymś pomiędzy „5 10 15” a E! Entertainment, serwując rozrywkę i sposób prowadzenia na poziomie gimbazy
Wszelkie show, czy to polskie, czy zagraniczne o „Ekipach”, nastoletnich mamach, wprowadzane na antenę w kolejnych latach.

Skoro już wyjaśniłem co nieco na temat pozytywów i negatywów MTV Polska, to przejdę do szczegółów. Lista „20 Klubowych” miała w domyśle prezentować najświeższe taneczne sztosy, a w konsekwencji mieszała rzeczy typu „Around The World” grupy A Touch Of Class z perełkami w stylu „Another Chance” Rogera Sancheza czy „Chase The Sun” Planet Funk.

Pomieszanie z poplątaniem, ale mogło być gorzej. Pamiętajmy bowiem, że w latach 90., o czym dowiedziałem się po latach dzięki YouTube’owi, europejski oddział MTV zapodawał eurodance (guilty pleasure, już o tym wspominałem w kontekście Scootera). Mimo wszystko gdzieś od zawsze miałem bardziej rockowe i hiphopowe skojarzenia z tą stacją, a jeśli już myślałem o niej w kontekście elektroniki, to do głowy piersi przychodzili mi Aphex Twin i Orbital lub Fatboy Slim. Abstrahując jednak od tanecznych zajawek, bardzo podobał mi się fakt, że mogłem zobaczyć jako pierwszy, co jest aktualnie popularne na świecie (listy największych przebojów w USA, Wielkiej Brytanii oraz „MTV European Top 20”), poznać kulisy powstawania klipów, życia artystów w trasie, sprawdzić, jak mieszkają, a także zerknąć na pierwsze reality show w stylu „The Real World”, które aż tak bardzo nie kłuło w oczy (w Polsce wtedy mieliśmy tylko „Big Brothera”).

Amerykański sen

Kiedy mieszkasz w średniej wielkości mieście, net nie jest jeszcze Twoim przyjacielem, a na polskiej scenie pojawia się hiphopolo serwowane przez komercyjne rozgłośnie radiowe, jedynym ratunkiem jest MTV. Pomagają wizyty w sklepach z „Teraz Rockiem”, „Ślizgiem” i „LAIF-em”, a także słuchanie Polskiego Radia Bis (Radiostację odbierał tylko jeden kumpel przez internet, zazdrościłem mu, ale na szczęście dzielił się wiedzą o tym, co działo się na jej antenie podczas przerw). Nie ma wszak lepszej formy ucieczki od nudnych lekcji, jak wagary w sklepie z płytami i magazynami o muzie. Wracając jednak do „Muzycznej Telewizji”, to w jej polskiej części nic mnie już nie mogło zaskoczyć. Za to zagraniczna zaczęła mnie wkręcać totalnie. Wieczorami oglądało się „Miasteczko South Park”, gdzieś w ciągu dnia „SpongeBoba Kanciastoportego” i inne tego typu krechy, przez co człowiekowi gęba się cieszyła. W tym całym absurdzie była metoda. Oto nastolatek, który wolne chwile spędzał na tworzeniu muzy na programach typu E-Jay oraz Magix Music Maker, a podczas wizyt u babci grał z młodszym kuzynem w państwa miasta, odebrał pierwszą ważną lekcję życia – nie bierz wszystkiego zbyt poważnie! Można też było obejrzeć „Viva La Bam”, gdzie znany z „Jackassa” Bam Margera i jego ekipa robili różne szalone rzeczy, nie oszczędzając przy tym członków najbliższej rodziny. Ktoś widział tych wariatów i myślał sobie – „co oni robią?!”. My jeszcze wtedy byliśmy na etapie grzecznej telewizji, a jedyna forma łobuzerstwa przybrała postać Kuby Wojewódzkiego, no i może jeszcze dwóch reality shows (o jednym już wspomniałem w tym felietonie). Tylko że to przy MTV to było przedszkole! Nie osiedle, nie wizyty w KFC co dwa tygodnie, nie wycieczki do Zakopca, ale włączanie głównego bohatera tego tekstu sprawiało, że poznawałeś świat, który budził w Tobie ciekawość oraz inspirację do bycia lepszym (nie mam tu na myśli Bama czy „Jackassa”)! Gdy wszak zobaczyłem, jak Adam Levine pod koniec wykonywania „This Love” podczas europejskich nagród „Muzycznej…” chwyta za wiosło i zapodaje kilka mocnych riffów, pomyślałem – „też tak chcę!”. To samo czułem, kiedy po raz pierwszy na sąsiedniej MTV 2 obczaiłem klipy „Somebody Told Me” The Killers oraz „Hard To Beat” Hard-Fi. Chciałem założyć band, rzucić szkołę i wyjechać do Londynu lub Los Angeles! Śmiejcie się, ale z takich nastoletnich fantazji nierzadko rodzą się wielkie rzeczy, zwłaszcza jeśli na deser dostajesz program, gdzie stare graty przerabiają na super bryki z konsolą w środku („Pimp My Ride”).

MTV w tamtym czasie miało też inną fajną cechę – w tej pozornie taniej rozrywce można było odnaleźć sporą dawkę motywacji (nawiązując do bycia lepszym). Np. „Wanna Come In?” – program, w którym niezbyt doświadczeni randkowicze byli przygotowywani przez mistrzów podrywu do spotkań z dziewczynami. Nie dość, że poprawiali swój look, ćwiczyli pewność siebie, to również spryt (mieli wykonać różne zadania w trakcie randek celem zarobienia dodatkowej gotówki, którą otrzymywali jedynie wtedy, gdy zostali zaproszeni przez dziewczynę do domu po spotkaniu). Prawdziwy coaching przez duże „K” (This Is Poland, Darling!) miał jednak miejsce w programie „Made”. Każdy odcinek prezentował inny przypadek młodego człowieka, który miał jakiś konkretny cel i przy pomocy mentora, próbował do niego dojść.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube’s privacy policy.
Learn more

Load video

Pamiętam np. kiedy drobny, cichy chłopak postanowił zostać futbolistą. W tym celu przeszedł ostrą szkołę życia, złożoną z treningów, krzyków trenera i wielu innych rzeczy, których niejeden człowiek o jego charakterze by nie wytrzymywał. I co? Zdecydował się odpuścić futbol amerykański, by spróbować biegu przełajowego, w czym okazał się naprawdę dobry. Nie cel bowiem jest najważniejszy, lecz droga, bo nagle może się okazać, że co innego jest nam przeznaczone.

Upadek legendy, czyli jak MTV zapoczątkowała modę na paradokumenty i telenowele hybrydowe

Zbliża się rok 2010. Na MTV jeszcze mniej muzy niż wcześniej. Zwiększa się za to liczba programów o nastoletnich matkach, randkach z prababciami oraz o „Ekipach” z różnych miast, kopulujących w toaletach co noc z innymi partnerami. Takich rzeczy będzie jeszcze więcej w kolejnych latach. Wcześniej oczywiście w Polsce mieliśmy już pierwsze docu-crime i court-show czyli „W11 – Wydział Śledczy” oraz „Sędzię Annę Marię Wesołowską”, ale mam wrażenie, że gdyby nie reality-shows, nie byłoby paradokumentów. Fajnie jest oglądać w różnych hardkorowych scenach prawdziwych ludzi, ale jeszcze lepsza dla widza jest popkulturowa post-prawda. Co bowiem daje nam oglądanie aktorów, skoro wiemy, że tak naprawdę to zamożni ludzie, którzy żyją na takim poziomie, o jakim wielu nie może nawet pomarzyć? Zwykli ludzie? Widzimy ich na co dzień, więc szybko nam się nudzą! Zwykli ludzie udający aktorów? Strzał w dziesiątkę! Mamy połączenie światów, które kiedyś były odległe! Obojętnie, czy to paradokument, czy telenowela hybrydowa – ludzie to pokochali! Choć MTV nie była bezpośrednim pionierem powyższych gatunków, to bez wątpienia dała impuls do stworzenia hybrydy świata fejmu i szarego Kowalskiego.

Fin de siècle

Kiedyś MTV była Google, Wikipedią, salą koncertową i apką randkową w jednym! Dawała możliwość zdobycia wiedzy o artystach, łączyła ludzi, którzy spotykali się, by ją oglądać. Dziś mamy Instagrama, Tindera, Spotify i YouTube’a. Jest MTV Music 24, mają pojawić się MTV 80’s i MTV 90’s, ale czy tego potrzebujemy? Myślę, że można dziś śmiało powiedzieć o zakończeniu misji kulturowej MTV.