Electronic Beats Poland

Excelsior - czyli pożegnanie Stana Lee

Published on November 14, 2018 11:12 Berlin Time

M.in. to jego starania sprawiły, że komiksy z mniej lub bardziej pogardzanej rozrywki dla piwniczaków awansowały do mainstreamu. Konkretniej – nie tyle nawet komiksy, co komiksowe postacie. Gdyby nie uparte dążenie Stana Lee do przeniesienia dorobku Marvela na duży i mały ekran, nerdoza być może wciąż byłaby równoznaczna z niszową postawą socjopatów. Jako nerd od dziecka, który sporo za swoją nerdozę wycierpiał (no cóż, granie w Magica na przerwach w podstawówce było obarczone sporym ryzykiem), jestem Stanowi wdzięczny.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube’s privacy policy.
Learn more

Load video

Co ciekawe, filmy Marvela jako jedyne z mainstreamowego pochłonięcia nerdozy utrzymują względnie równy poziom (Gwiezdne Wojny i gry AAA [*]). Nie zawsze tak bywało – “Kapitan Ameryka” i “Fantastyczna Czwórka” z lat dziewięćdziesiątych to koszmary, jakich mało. Niskobudżetowe, nakręcone bardziej z przymusu licencyjnego, aniżeli jakiejkolwiego artystycznego powodu. Ale Stan Lee konsekwentnie podejmował się różnych sposobów, by pchać ukochane przez siebie medium w świat. Próbował swoich sił w produkowaniu superbohaterskiego teleturnieju, dość szybko zorientował się, że gry wideo to rozrywka przyszłości. Nie bał się licencjonowania marvelowskich własności intelektualnych, nawet jeśli końcowe efekty były żenujące. Pozycję “boga komiksu” budował konsekwetnie przez wiele dekad, w wielu aspektach przewidując społeczne i kulturowe trendy – nie tylko jeśli chodzi o inne media (filmy, TV i gry wideo), ale także progresywne idee. Walczył z rasizmem i bigoterią, wiedząc, że komiksy mogą nieść ze sobą ideowy bagaż dużo cięższy, niż proste walenie w mordę kosmitów, a ich treści mogą być śmielsze i kierowane do dorosłego grona czytelników i cztelniczek. I chociaż dzisiaj większość ludzi kojarzyć go może głównie jako sympatycznego starszego pana, który wyskakiwał w każdym filmie Marvela, to Stan Lee powinien zostać zapamiętany jako propagator komiksu i komiksowości w innych mediach, a także współtwórca wielu kultowych postaci i komiksów.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube’s privacy policy.
Learn more

Load video

Jest też ciemniejsza strona historia o Stanie Lee. Jeśli wierzyć książce “Niezwykła historia Marvel Comics” Seana Howe’a, jego “współtworzenie” możnaby uznawać za przywłaszczanie sobie pomysłów, albo podczepianie się pod pomysły innych. Z perspektywy czasu to, jak Lee potraktował Jacka Kirby’ego, czy Steve’a Ditko, nie wygląda najlepiej, podobnie jego postawa jako wymagającego i często okrutnego szefa. A że historię piszą zwycięzcy, to właśnie Stan Lee wyrósł na popkulturowego giganta – mimo, że np. Jack Kirby miał dużo większy kreatywny wkład w potęgę Marvela i komiksu w ogóle. Zresztą kiedy Marvel zaczął pod koniec lat 70-tych ostrzejszą politykę wobec własności intelektualnej – praktycznie odbierając prawa autorskie autorom i autorkom – Lee milczał mimo głośnych głosów krytyki, choćby ze strony Kirby’ego. Bliżej naszych czasów, na przełomie milleniów, Stan Lee był zamieszany w najróżniejsze szemrane biznesowe przedsięwzięcia – czy to Stan Lee Media, czy POW! Entertainment (obie firmy założone przez Stana), często trafiały pod lupę podmiotów sprawdzających uczciwość giełdowych transakcji. I o ile brak biznesowego zmysłu nie jest aż tak ciężkim przewinieniem, tak budowa osobistej legendy na trupach współautorów do lekkich nie należy. Stan Lee był egomaniakiem – kto wie, może to naturalne, kiedy żyje się w świecie superbohaterów i superbohaterek – i nie przepuszczał żadnej okazji, by budować swoją legendę, nawet kosztem innych.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube’s privacy policy.
Learn more

Load video

Stan Lee to złożona postać, która miała to szczęście, że pod koniec życia mogła zupełnie swobodnie sterować narracją o swoim dziedzictwie, dodatkowo utwardzając je pojawianiem się w największych blockbusterach ostatnich lat. Nawet jeśli ocena jego prawdziwej historii do najłatwiejszych nie należy, to bez Stana Lee komiksowe postacie nie miałyby tego miejsca w popkulturze, jakie mają obecnie. I choćby za to należy mu się ostatni Excelsior!

 

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube’s privacy policy.
Learn more

Load video