DJ HELL: “Musimy walczyć o swoje prawo do imprezowania” #wywiad | Electronic Beats Poland

DJ HELL: “Musimy walczyć o swoje prawo do imprezowania” #wywiad

Wstęp o DJ-u Hellu mógłby mieć kilkanaście stron. Ten artysta to absolutna legenda: jest na scenie od 1978 roku – zaczynał od grania ska, cold wave i wczesnego hip-hopu. Występował i był rezydentem wielu kultowych klubów jak E-Werk czy nowojorski The Limelight. Stoi za oficyną International Deejay Gigolos. Już 6-go marca wystąpi w Warszawie na imprezie inicjującej label MISBHV Recordings w warszawskim klubie Sogo, na której zagra wspólnie z Wolfram, Wirski, Artur8 i Anton Klint.

Words by Artur Wojtczak
Photos by Sven Marquard

Dj HELL w wywiadzie dla Electronic Beats opowiada m.in. o najlepszych okresach kultury tanecznej, walce berlińskich klubów o przetrwanie i współpracy z polską marką MISBHV.

 

Artur Wojtczak: Twój debiutancki singiel „My Definition of House Music” na legendarnym R&S w 1992 roku sprzedał się w ponad 100.000 egzemplarzy. Czy tęsknisz za czasami, kiedy ludzie kupowali muzykę, aby okazać szacunek artystom?

DJ HELL: Wtedy był świat analogowy, a dziś mamy do czynienia z cyfrowym. Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem jest łączenie ich obu. Wciąż wiele osób kupuje płyty winylowe, a my mamy jednocześnie teraz tak wiele możliwych sposobów na słuchanie muzyki , która może do ciebie dotrzeć – poprzez Soundcloud, YouTube czy BandCamp. Artysta może tworzyć nowe rzeczy i natychmiast dystrybuować je online na cały świat!

Jesteś zdecydowanie jednym z DJ-ów z najdłuższym stażem na scenie. Która epoka lub dekada była Twoim zdaniem „złotą erą” muzyki klubowej?

Było mnóstwo złotych, srebrnych lub… czarnych epok muzyki tanecznej.
Zacząłem chodzić do klubów w latach 70. i grać z winyli w klubach nocnych i małych miejscówkach. Totalnie uwielbiałem lata 80., ponieważ tak wiele gatunków ujrzało wtedy światło dzienne, wtedy powstało. Aby zrozumieć i zagłębić się w muzykę elektroniczną, należało obserwować jej rozwój zza decków patrząc na tańczący tłum. Mój peak time to czas berliński i pierwsze undergroundowe imprezy acid- house, a potem rave. W 1996 roku założyłem mój label International Deejay Gigolos i ściągnąłem do siebie wielu znakomitych artystów tworząc jednocześnie podwaliny pod nurt Elektroclash. W ostatnich 15 latach miałem też sporo kooperacji ze światem mody oraz grałem na wielu festiwalach.

Mieszkałeś i kręciłeś płytami w tak inspirujących miastach jak Nowy Jork czy Berlin. Które miejsce jest dla Ciebie teraz najbardziej wyjątkowe, które wyznaczy muzyczne trendy na 2020 rok?

Berlin jest mekką muzyki elektronicznej od 30 lat, a tymczasem teraz musimy walczyć o swoje prawo do imprezowania w tym techno-mieście. Dzieje się wiele zmian i kultura klubowa znowu zyskuje atencję mediów. Mam wielką nadzieję, że jest przed nami drugie 30 lat wolności w tańcu i imprezowaniu. NYC i Barcelona to dobre przykłady na to co się może zdarzyć, gdy polityka i władze miejskie mieszają się do walki z klubami i festiwalami. Na Manhattanie nie uświadczysz już dobrych undergroundowych klubów, więc wszystko przeniosło się mostem na Brooklyn. I w Barcelonie pojawiły się ograniczenia co do grania muzyki nie głośniej niż 100 czy 103 db i kończenia o maksymalnie 6 rano.

Twoim zdaniem „W Anglii moda i muzyka idą ramię w ramię od dziesięcioleci”. Zacząłeś współpracować z projektantami mody z Niemiec, takimi jak Karl Lagerfeld czy Michalsky. Wszyscy jesteśmy podekscytowani Twoją najnowszą współpracą z polską marką modową MISBHV. Niedługo pojawi się specjalna płyta winylowa z reedycją twojego ponadczasowego klasyka „Copa” i specjalne release party w Warszawie. Jaka jest historia tego projektu?

Anglia ma długą historię kultury rave, a faktycznie moda szła w parze z muzyką automatycznie. Pracowałem też z markami takimi jak Balanciga, Versace czy Martin Margiela i teraz cieszę się, że mogę to zrobić z MISBHV.
To jedna z bardzo nowatorskich marek i naprawdę podoba mi się ich sposób robienia tego, co robią z modą. To całkowicie pasuje do mojej wizji muzyki.

Więcej o “Copa” przeczytacie tu!

Jakie są Twoje 3 ulubione klasyki klubowe, które wciąż działają na parkiecie? 
Lil Louis “french kiss”
Donna Summer  “i feel love”
Dj Hell “suicide commando”
Impreza odbędzie się nie w klubie techno, ale w barze go-go. Czy lubisz grać w tak niezwykłych miejscach?

Oczywiście!  Jest to zawsze inne doświadczenie i myślę, że będzie świetnie również dlatego, że jest ze mną DJ Wolfram, bo obaj doskonale wiemy, jak poruszyć tłum!

LINK DO WYDARZENIA