Co w noisie piszczy, czyli perełki 2018 - Electronic Beats Poland

Co w noisie piszczy, czyli perełki 2018

Words by Agata Hudomięt

Okej, zanim zaczniemy, wyjaśnijmy sobie jedno – noise to bardzo szeroki pojęcie i zespoły, które znalazły się w moim podsumowaniu mogą być bardziej sludgowe, bardziej industrialne czy eksperymentalne. Jeżeli jesteście w stanie to przeskoczyć, możemy przejść do rzeczy.

The Body – I Have Fought Against It, But I Can’t Any Longer.

„This is how limbo would sound like” – tak brzmi jeden z ostatnich komentarzy na last.fm pod tegorocznym albumem The Body. Ciężko jest się z tym nie zgodzić. Płyta zaczyna się niepozornie, wręcz przystępnie, a delikatny kobiecy głos swoim tonem zapewnia nas, że nic złego nam się nie stanie. Jednak im dalej w las, tym bardziej niepokojąco, ale tej płyty nie da się tak po prostu wyłączyć. Perkusja przypomina przyspieszone bicie serca, a wrzaski Kinga zlewają się z przesterowanymi dźwiękami, przez co sam już nie wiesz, czy to ludzki krzyk, czy zgrzyt maszyn.

Co kilka utworów The Body dają jednak odpocząć i zwalniają tempo. Wtedy pierwsze skrzypce gra Kristin Hayter, która jako Lingua Ignota w tym roku również namieszała, ale o tym trochę później.

Uniform – The Walk

Mimo że płyta nie jest koncept-albumem w dosłownym tego słowa znaczeniu, można jej taką ideę przypisać. The Walk to dystopijna powieść Stephena Kinga. Opowiada o corocznym wielkim wydarzeniu, w którym bierze udział stu nastoletnich chłopców. Nastolatki muszą maszerować przed siebie, a ci, którzy zdecydują się zatrzymać, zostają zastrzeleni. Wygrać może tylko jeden. Całość jest transmitowana przez wszystkie stacje telewizyjne i kontrolowana przez rząd. Dlaczego, po co? Z czystego okrucieństwa? Z chęci zaspokojenia mrocznych potrzeb ludu?

Uniform pasuje idealnie jako soundtrack do tej powieści. Nastrój buduje tu wściekłość, poczucie niesprawiedliwości i narastające przerażenie. Wyważone połączenie industrialu, metalowych riffów i punkowej postawy, doprawione – a i owszem – noisem. Uniform nie zawiedli.

LINGUA IGNOTA – ALL BITCHES DIE

„All Bitches Die” to album, w którym każdy kolejny numer przebija swoją brutalnością poprzedzający. A poprzeczka jest zawieszona naprawdę wysoko, bo płyta zaczyna się piętnastominutowym ciosem opisującym ostatni, naznaczony przemocą fizyczną związek Kristin Hayter: „My master pulled me from my bed/ Ripped every curl from out my head/ Held me down to strip me bare/ Said „Hell is real, I’ll take you there”.

Nie jest to przystępne wydawnictwo, ale przecież nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

Puce Mary – The Drought

To już szósty długogrający album tej duńskiej artystki. Wywodząc się z industrialno-noisowej sceny, Frederikke Hoffmeier zgrabnie żongluje apokaliptycznymi dźwiękami i poczuciem zagrożenia. Nie dostajemy ściany dźwięku, tylko opowieść złożoną z różnych warstw, zahaczającą wręcz o field recordings. Niektóre odgłosy zniekształcone są tak bardzo, że już nie potrafimy stwierdzić, czy to przesterowana gitara, czy krzyk przerażającego potwora. To wszystko tworzy niesamowicie surrealistyczny świat przedstawiony Hoffmeier, w którym jesteśmy zdani tylko i wyłącznie na jej łaskę.