C jak Chicago - Muzyczny Atlas Świata - Electronic Beats Poland

C jak Chicago – Muzyczny Atlas Świata

Wydaje mi się, że dla pokolenia Polaków dorastających w latach '90, Chicago jest magiczne. Miasto kojarzące się w stu procentach z Polonią, Michaelem Jordananem zdobywającym kolejne mistrzostwa NBA, czapkami z daszkiem z logiem wściekłego byka, ale dla nas przede wszystkim z muzyką i początkami house.

Words by Kacper Peresada

Chicago owładnęło umysłami wielu młodych ludzi w tamtych czasach. Osobiście od dziecka kibicowałem Bullsom i to fanostwo przenosiłem na wszystkie inne sporty i drużyny: Chicago Fire, Chicago Bears czy Chicago White Sox. Automatycznie lubiłem wszystko, co z Chicago. Choć najważniejszym z powodów, dla których to właśnie Chicago trafia do Muzycznego Atlasu Świata jest oczywiście wspomniany już house.

Jednak cofnijmy się do czasów zanim house przejął duszę milionów słuchaczy, do czasów „Chicago Blues”, który to łączył w sobie inspiracje wczesnym rock and rollem i wywodzącym się z Mississippi – Delta Blusem. W Chicago blues rozwijał się w stronę jazzu, pozostając dalej prostą muzyką. Twórcy zrezygnowali z ograniczeń heksatonicznej skali bluesowej, a najważniejszym artystą chicagowskiej odmiany bluesa był legendarny Muddy Waters, który w 1943 roku, zaraz po przybyciu do „głośnego miasta” zdecydował się używać gitary elektrycznej.  W kwietniu 1948 roku po nagraniu „I Can’t Be Satisfied/I Feel Like Going Home” nie spodziewał się w jaki sposób potoczy się jego kariera. Singiel wyprzedał się w dzień premiery, a sam artysta musiał stać w długiej kolejce, aby móc otrzymać własne nagranie. W ten sposób Muddy Waters stał się królem bluesa z wietrznego miasta, a przez kolejne lata stał się jednym z ojców „białego bluesa”, który tak chętnie łączył się z rockiem.

Chicagowskiego brzmienie odznaczało się dosyć mocnym i agresywnym brzmieniem. Tacy artyści jak Howlin’ Wolf czy Jimmy Reed skupiali się na swoich wokalach i instrumentach, podpiętych do wzmacniaczy przez co muzyka zyskiwała na chropowatości i wyrazistości.

 

 

 

Jednak blues to nie wszystko, czym mogła pochwalić się wtedy scena w Chicago. Z tego miasta pochodzą również prawdziwe legendy jazzu takie jak: Nat King Cole, Benny Goodman czy Bud Freeman. Chicago od zawsze było w środku przemian brzmieniowych jazzu. To nagrania takich twórców jak (mieszkający w Chicago) Louis Armstrong z jego Hot Five czy Hot Seven, które wyszły między 1925 – 1928 rokiem pokazały jak ta muzyka odchodzi od nowoorleańskiego jazzu do bardziej złożonego brzmienia. Bez grania na 4 w wykonaniu chicagowskich muzyków nie powstałby nigdy swing, którego podwaliny zbudowano właśnie na brzmieniu Chicago.

 

W późnych latach ’60 i na początku ’70 na scenie muzycznej największego miasta w Michigan nastąpiła duża wolta – do głosu doszedł soul. Mocno inspirowany czarnym gospel, jednak delikatniejszy i lżejszy w swoim podejściu do muzyki. Zespoły wywodzące się z miasta często korzystały z chórków, które kładły przyjemne harmonie, na których solowy wokalista budował wyraźne melodie z popowym zacięciem. Wszystko to obudowane orkiestrowymi aranżacjami, które swoje brzmienie zawdzięczają takim legendom jak Johnny Pate czy Riley Hampton. Z Chicago pochodzą też takie legendy jak: Curtis Mayfield, Sam Cooke czy Earth Wind & Fire.

 

Soul w latach ’80 został zagłuszony przez inspirowany brytyjskim brzmieniem Chicago hardcore. W tamtych czasach w klubach królowały post-punkowe bandy takie jak The Effgies, 88 Fingers Louie czy The Queers. Prężna scena punkowa spowodowała w późniejszej dekadzie gigantyczny rozwój alternatywnego rocka. W tamtym okresie za kształcenie słuchaczy i muzyków odpowiedzialne były dwie miejscówki: Metro i Lounge Ax, gdzie fani mogli posłuchać dopiero co rozkręcających się małych kapel takich jak: The Smashing Pumpkins, Ministry czy Urge Overkill. Istotne dla rozwoju muzyków było też radio Q101. To właśnie jego słuchali Eddie Vedder (Pearl Jam), Adam Jones (z Toola) czy Tom Morello.

 

Jednak prawdziwa dusza Chicago nie została zagłuszona. Podczas gdy większość białych słuchaczy machała głowami do hardcore’u, czarni twórcy starali się podtrzymać popularność disco. Początek lat ’80 to odejście od tego brzmienia. Coraz mniej płyt trafiało do sklepów, a DJe popularnych chicagowskich klubów z determinacją poszukiwali numerów do grania w swoich setach. Frankie Knuckles czy Ron Hardy mieszali w swoich brzmieniach starsze nagrania disco, nowe italo disco, electro funk czy elektroniczne produkcje takich twórców jak Kraftwerk. W trakcie występów skupiali się często na małych wycinkach z tych utworów. To, co działało na parkiecie, było przez nich przerabiane, rozbudowywane. Dodawali różnego rodzaju efekty, korzystali z beat maszyn, tworząc własne edity i remixy, które później były często wydawane przez samych autorów.

 

W 1984 roku Jesse Saunders wydał kawałek zatytułowany “On and On”. Przypadek chciał, że nagrał go w celu zastąpienia skradzionego mu winyla. Mieszanka loopów z wielu nagrań disco i wykorzystanie automatów perkusyjnych Rolanda TR-808 i TB-303 spowodowało, że utwór nagrany wspólnie z Vincem Lawrencem stał się hitem klubów, a dla nas jest idealnym odzwierciedleniem tego, czym była muzyka house, gdy to wszystko się zaczęło.

Sukces Saundersa zmotywował innych muzyków do spróbowania swoich sił w produkcji muzycznej. Następne lata dały nam utwory od Frankiego Knucklesa „Your Love”, Chip E. „Time To Jack” czy produkcje Jamiego Principle. Wszystkie te nagrania były tworzone na masowo produkowanych instrumentach elektronicznych takich jak TR-909 czy TR-808 Rolanda, synthy Juno czy oczywiście wspomniany bass line TB-303.

House przejął klimat klubów w Chicago, a z głębin jego popularności wykluły się kolejne podgatunki tego brzmienia. Niektórzy słuchacze kochali się bardziej w jazzujących trackach, podczas gdy inni woleli zwolnić i wejść głębiej w deep, a jeszcze inni uwielbiali hipnotyzujące brzmienia acidu. Zwłaszcza ten ostatni nurt urósł w siłę, gdy artyści z Chicago zaczęli coraz mocniej eksperymentować z Rolandem TB-303. Wydana w 1987 roku “Acid Tracks” składu Phuture to prawdopodobnie pierwszy release w historii tego gatunku.

House powoli przestał być muzyką tylko tego miasta, a zaczął rozprzestrzeniać się na całe stany i całą Europę. Już w 1986 nagrania chicagowskich muzyków pięły się w top 10 najpopularniejszych singli w Wielkiej Brytanii. House od tego czasu na stałe zagościł już w muzycznej przestrzeni świata. I chociaż ostatnie lata pokazują, że wielu słuchaczy skłania się w stronę mocniejszego brzmienia 4 na 4, to soulowe tracki dalej zachwycają swoją lekkością i rozkochują w sobie miliony tancerzy. 

W każdym gatunku muzyki jaki powstawał w Chicago znajdziemy przemyconą tam duszę, brzmienie i klimat tego miasta. Podobnie jest w przypadku hip-hopowej sceny. Przez lata pierwsze skrzypce tego gatunku grali twórcy jak: Lupe Fiasco, Kanye czy Common. Ich teksty zawsze były dalekie od agresji i “gangsteki”, a skupiały się na dobrym flow i inteligentnym, pozytywnym przekazie. Mimo, że ostatnie lata w wypadku Chi-City to głównie drill rap i twórcy tacy jak: Chief Keef czy Lil Durk, to w uszach większości słuchaczy Chicago tkwi brzmienie chimpunk soul czy gospel rap. Na szczęście nadal znajdziemy tam muzyków, którzy nie chwalą się bronią i zabójstwami, a starają się dawać przykład młodym mieszkańcom, jakby nie było jednego z najniebezpieczniejszych miast Ameryki. To Noname, Vic Mansa czy Chance The Rapper w dalszym ciągu starają się reprezentować legendarne brzmienia tego miasta.

Wspomiani powyżej artyści i utwory to tylko czubek góry lodowej muzyki jaką zawdzięczamy właśnie Chicago. Zdajemy sobię sprawę, że o każdym z tych gatunków można by napisać wielotomowe książki. Wiemy, że nie przybliżyliśmy juke’ów, nie wyjaśniliśmy czym jest jack i kolejna setka innych brzmień pochodzących z Chicago. Jednak mamy nadzieję, że tym tekstem przekonamy was, abyście sami pozwolili sobie odkryć jak bardzo legendarna i znacząca dla światowej muzyki jest scena tego miasta.