Bikepacking, czyli wakacje z rowerem | Electronic Beats Poland

Bikepacking, czyli wakacje z rowerem

Alek Hudzik
Jeśli napiszę, że są najtańsze i najzdrowsze, to zacznę tak jakbym pisał właśnie pracował nad tekstem opłacanym przez biuro podróży parające się takim typem wycieczek, ale wakacje na rowerze takie właśnie są. Bikepacking- to najłatwiejsza forma spędzenia aktywnego urlopu, chociaż parę rzeczy warto sprawdzić przed wyjazdem.

Przygotowania

Chcesz przejechać na rowerze w dłuższą trasę, planujesz tydzień aktywnych wakacji na dwóch kółkach? No to najpierw się do tego przygotuj. Sprawa jest prosta. Jeśli zamierzasz  przejechać tych kilkadziesiąt kilometrów dziennie, to najpierw weź rower, zainstaluj najprostszą aplikację, która rejestruje trasy(Endomondo, Runnkeeper, czy ta najpopularniejsza Strava) i ruszaj przed siebie. Może niestety okazać się, że pierwsza próba skończy się po godzinie, ale lepiej przekonać się o tym teraz niż później.

Planowanie

Pomyśl czego chcesz. Jeśli zależy ci na surwiwalu musisz wyposażyć się w namiot, który dasz rady przewieźć rowerem, a do tego lekki śpiwór, karimatę, które zajmują sporo na bardzo ograniczonej powierzchni rowera. My korzystaliśmy z noclegów w agroturystykach przy okazji poznając tylu starszych ludzi ilu nie poznalibyśmy nawet na piątkowych „Fajfach” w warszawskim lokalu Mozaika. Pomyśl też o lokalnych atrakcjach, jadąc na rowerze będziesz mógł zatrzymać się przy najmniejszej nawet kapliczce, czy  nad jeziorem. Przygotuj się wcześniej, zobacz czego możesz się spodziewać, żebyś zafiksowany na pedałowaniu nie przeoczył lokalnych perełek.

Zakupy

Można się śmiać z ubrania kolarskiego, ale w trasie zdaje ono egzamin. Podstawą są spodnie, bo nawet najwygodniejsze siodełko po czterdziestu – pięćdziesięciu kilometrach zmienia się w karnego jeża, a kolarska pielucha to ratunek.  Koszulki, które w sieciówkach takich jak Decathlon dostaniesz już za 30 złotych są przewiewne, lekkie i mają kieszonki, które ułatwiają życie na rowerze, jak choćby sięganie po telefon, bo grzebanie w sakwach podczas jazdy to udręka. Rękawiczki które w mieście wydają się fanaberią w kilkudniowej trasie zapobiegną drętwieniu rąk. No i kask, tak dla bezpieczeństwa.

Sakwy i torby

W końcu to bikepacking, czyli nasz rower trzeba jakoś obładować torbami. Od razu wybij sobie z głowy jazdę z plecakiem, bo po dwóch dniach twój kręgosłup odezwie się słowami „boli!” i  „koniec wycieczki!”. Do wyboru masz co najmniej dwa sposoby pakowania. Jeśli podróżujesz na rowerze kolarskim, to najłatwiej zapakować się w torby – na kierownicę pod ramą i pod siodłem. Każda z nich pomieści zaledwie po kilka litrów, więc musisz spakować się roztropnie. Dobrym wyborem są produkty firmy Apidura  – choć to torby z górnej półki to gwarantują między innymi wodoodporność, a nie chcesz żeby twoja torba zamieniał się w kompostownik gnijących ubrań. Dobrze jest też spakować się tak, by zachować balans ciężkości pomiędzy przodem, a tyłem. W innym wypadku rower  obciążony dodatkowymi kilogramami będzie zachowywał się dziwnie, zwłaszcza na zjazdach i podjazdach. Pamiętaj, żeby zostawić miejsce na bidon, albo jeszcze lepiej dwa bidony.

Sakwy to wybór dla tych, którzy jeżdżą na rowerach turystycznych. Możecie przyczepić je do bagażnika, chociaż warto zamontować też przedni stelaż na sakwy. To również względy balansu przodu i tyłu roweru. Do sakw zmieści się o wiele więcej bagaży, a między tylne można śmiało zmieścić namiot – jeśli planujecie bardziej surwiwalowy wyjazd. Niestety obciążą one rower i jazda straci na dynamice. Kumpel przetestował  sakwy polskiej firmy crosso i zdały egzamin.

Rower

Teraz najważniejsze, przygotujcie swój rower. Najpierw sprawdzając czy tak jak wy, wasz rower jest wstanie podołać kilkudziesięciu kilometrowej trasie. Później weźcie poprawkę na to, że sakwy, torby, ważą swoje i rower musi je utrzymać. Pamiętajcie też, że w górzystym terenie jazda bez przerzutek, albo z wąską, miejską gamą biegów będzie uciążliwa jeśli nie niemożliwa. Dobrze jest też zdecydować się na grubsze opony, bo to zmniejsza prawdopodobieństwo złapania gumy i amortyzuje gdy już zjedziecie z idealnie wyasfaltowanych dróg. Koniecznie zaopatrzcie się też w zestaw łyżek, dętki i pompki, a przed wycieczką sprawdźcie jak wymienić przebitą oponę. W innym wypadku guma złapana gdzieś w lesie zmusi was do kilkukilometrowego spaceru z ciężkim rowerem – nie polecam.

Trasa

Tu znów przyda się aplikacja, która pokaże najciekawsze ścieżki rowerowe, albo po prostu popularne wśród rowerzystów drogi. Taką opcje znajdziecie chociażby w Stravie. Jeśli nie macie ochoty na jazdę poboczami, to tak jak my skorzystajcie z trasy Green Velo, która ciągnie się po całej wschodniej ścianie polski. Momentami to doskonale wyasfaltowana droga pośród niczego, momentami ścieżka obok częściej uczęszczanej trasy. W każdym miejscu jest wyraźnie oznaczona co oznacza, że nie będziecie musieli co kilka kilometrów przerywać jazdy i sprawdzać aktualnej trasy. 

Wyjazd

Jeśli nie jesteście mistrzami planowania, i nie kupujecie biletów z tygodniowym wyprzedzeniem, to tym razem warto zmienić swoje zwyczaje i wyjątkowo kupić bilet wcześniej.  W innym wpadku przygotujcie się na to, że przestoicie z rowerem kilka godzin w zatłoczonym wagonie, albo co też może się zdarzyć w ogóle nie zostaniecie wpuszczeni do pociągu. Nas pociąg dowiózł do Sanoka, z którego wydostaliśmy się dosyć szybko, żeby popedałować najpierw w Bieszczady, a później do lasów Roztocza. Samochodów zero, wieś co trzydzieści kilometrów, pola łąki, lasy, raj dla ludzi którzy na moment chcą wyjechać z miasta.

Jazda

Jeśli na co dzień w miastach  płaskich jak Warszawa, to dobrze zapoznaj się z wykresem przewyższeń, informacje poda ci nawet Google Maps. Jeśli na 40 kilometrach trasy czeka cię 1000 i więcej metrów przewyższenia, to o osiąganej bez problemu „na płaskich” średniej 25km/h możesz zapomnieć, a co za tym idzie nie pokonasz trasy w ekspresowym tempie. Jeśli na co dzień nie przejmujesz się zbytnio przerzutkami, to tym razem postaraj się wrzucić wyższą dolną tarczę i kręcić trochę szybciej, a nie deptać po pedałach. Lepiej trochę się spocić, niż po trzech dniach obudzić się z opuchniętymi kolanami.

Jedz i pij

Batony energetyczne, banany, wszystko co da ci szybkiego kopa. Jeśli planujesz kilka godzin na rowerze to pierwszy baton złap już po pół godziny.  Po jeździe zamawiaj z karty wszystko na co masz tylko ochotę, możesz sobie na nie pozwolić, bo 4-5 godzin na rowerze to 2000 kalorii z okładem, trzeba je jakoś uzupełnić. Lokalne  mączno-ziemniaczane potrawy, którymi wschodnia polska stoi zdadzą egzamin. Pij regularnie, nawet jeśli nie czujesz pragnienia.

Spanie

Jeśli zdecydujesz się na namiot, to kosztem twoich wakacji są tylko rachunki za pierogi, babki ziemniaczane, lokalne ryby no i „izotoniki”. Jeśli chcesz spać w kwaterach na agroturystyce, to przygotuj się na wydatek trzydziestu-czterdziestu złotych, no i dużo rozmów ze starszymi ludźmi. Nie musisz przejmować się zbytnio rezerwacjami, zwykle w małych miasteczkach znajdziecie nocleg przy pierwszym szyldzie „agroturystyka” a jeśli nie to lokalna poczta pantoflowa, kilka telefonów do pani Jadzi i pana Władka zapewni wam łóżko i dach nad głową.   No i po całym dniu na rowerze możesz skorzystać z prysznica, którego w lesie niestety nie znajdziecie.

Zwiedzaj

To nie Tour de France, nie musisz dbać o utrzymanie średniej, ani śrubować własnych rekordów odległości. jazda na rowerze to nie tylko sport, ale najlepsza możliwość zwiedzania miejsc, do których nie dotrzecie jadąc samochodem od bramki do bramki na autostradzie. My czasem celowo, a czasem zupełnie przypadkiem trafiliśmy na perełki architektury jak  na przykład cerkiew we wsi Radruż, czy  do osławionego Szczebrzeszyna, gdzie zamiast chrząszcza kilkumetrowy pomnik postawiono konikowi polnemu.