Deutsche Telekom - erleben was verbindet
Electronic Beats Poland

Berlińska scena podczas pandemii

Przestrzenie kulturalne w stolicy Niemiec podlegają surowej ocenie i muszą spełniać wyśrubowane normy gdy organizują wydarzenia, podczas gdy liczba możliwości, które dają szansę na przetrwanie podczas pandemii, maleje. Pracujący w sektorze kultury często muszą dokonać wyboru między zakażeniem a eksmisją.

Jesienny poranek rozpoczął się jak każdy inny. Kate Coffee, właścicielka baru koktajlowego John Muir w dzielnicy Kreuzberg, karmiła swoje koty, robiła naleśniki i usiadła, aby sprawdzić jej maila w mieszkaniu, w którym mieszkała przez ponad dekadę, mieszczącym się nad uroczym wejściem do tawerny z czerwonej cegły na poziomie ulicy. Zbladła gdy zobaczyła wiadomość od właściciela – wypowiedzenie umowy najmu bez uprzedzenia.

Wiadomość, zgodnie z którą w ciągu 14 dni Kate musi opuścić swój dom i firmę, była dla niej zaskoczeniem. Nigdy nie dostała nawet pisma z ostrzeżeniem czy skargą, a pomoc z okazji pandemii w wysokości 9.000 euro, którą otrzymała od berlińskiego Banku Inwestycyjnego (IBB), przyznana w ciągu lata właścicielom małych firm i freelancerom zmagającym się z największymi problemami, została w całości przeznaczona na czynsz, który musiała płacić, gdy podczas kwarantanny musiała sobie radzić bez dochodów. “Całe berlińskie życie nocne, bary, kluby i restauracje znajdują się w bardzo poważnym kryzysie” – napisała w odpowiedzi – “Proszę, błagam cię, nie niszcz mojego życia. Nie zasługuję na to, by być bezdomną w globalnej pandemii.” Wyłączyła swój komputer, po czym dopadł ją atak paniki i płaczu.

Przymusowe zamknięcie baru Johna Muira to tylko jeden z mnóstwa symptomów kryzysu, który uderzył w berlińską scenę muzyki elektronicznej i nocne kluby w ramach ograniczeń związanych z COVID-19, jakie nakłada się na kluby i występujących artystów. Wiele miejscówek, które od początku lat 2000. służyły jako regularne miejsca spotkań dla DJ-ów, producentów i agentów – Muir był sympatycznie nazwany czymś co można określić jako berlińskie “Na zdrówko techno!” – starają się o pomoc lub po prostu zamykają swoje podwoje. Inni znaleźli alternatywne sposoby na uzyskanie dochodu, który jest im potrzebny do opłacenia czynszu: plenerowe rave’y lub tajne imprezy, imprezy o ograniczonej liczbie gości, z których część stawała się obiektem wściekłości ze strony innych muzyków, właścicieli klubów i krytyków kultury, którzy widzą w nich nieodpowiedzialne zachowanie w kraju wciąż zmagającym się z problemem rosnących zakażeń. Jednak w obliczu niewystarczającej pomocy rządowej i zbliżającego się jeszcze większego kryzysu, pełnoetatowi artyści i kluby mają do dyspozycji niewiele innych środków, by związać koniec z końcem.

Kate Coffee przeciwstawia się naciskom wywieranym na nią i innych członków społeczności związanej ze sceną muzyki elektronicznej, aby utrzymać swoje firmy na powierzchni i sprostać rosnącym trudnościom finansowym, w sytuacji gdy niemiecki rząd pomaga zbyt bardzo. “Jestem tak wściekła, że byłam zmuszona otworzyć się w trakcie trzeciego miesiąca pandemii”, powiedziała podczas sprzedaży nieruchomości, którą przeprowadziła w John Muir w ostatnim tygodniu jego działalności. Czuła, że naraża na szwank własne zdrowie, jak również pracowników, otwierając działalność tylko po to, by jakoś pokryć  comiesięczne płatności i dać zarobić swoim pracownikom. Jako niezależna właścicielka małej firmy, nie kwalifikowała się do dofinansowania dostarczanego firmom zajmującym większą powierzchnię, o większej liczbie pracowników i bardziej wymiernym znaczeniu kulturowym. (Berghain, znany z otrzymywania znacznych ulg podatkowych od rządu niemieckiego, odmówił komentarza do tego artykułu).

Dream Baby Dream

Andrew Jigalin, który prowadzi bar Dream Baby Dream (DBD) w Prenzlauerbergu, podziela troski Coffee. DBD, podobnie jak John Muir, zyskał reputację miejsca które służy za oazę dla berlińskiej społeczności skupionej wokół branży muzyki elektronicznej. Ten bar wyrósł z ponad dwudziestoletniego dążenia do tworzenia: Jigalin, artysta nagrywający przez całe życie, chciał stworzyć “najnowocześniejszą” przestrzeń, która łączyłaby jego pasje: muzykę i gościnność. “Chciałem stworzyć miejsce, gdzie artyści mogliby pójść i poczuć się w stylu: “Fuck yeah! To jest nasze pieprzone miejsce!” Drinki – Brvtalist, Halvdrom i Unhuman, by wymienić tylko kilka – nazwane zostały na cześć DJ-ów grających industrialną muzykę, producentów i artystów, którzy są stałymi bywalcami od czasu otwarcia na początku 2018 roku; przed nadejściem pandemii w foyer którego dominującymi elementami są szkło i beton, gościli także DJe i muzycy występujący na żywo na cotygodniowych imprezach i wydarzeniach z okazji premier płytowych.

“To, co staramy się tutaj robić, jest dla mnie bardzo ważne i nie chcę, żeby to umarło”, powiedział Jigalin. “To naprawdę przerażające. Jeśli zachoruję… Mam rodzinę. Mam żonę i dwuletniego syna, którzy mieszkają na górze. Nie mogłem sobie poradzić z tym barem. Nie mam planu awaryjnego. Nie ma żadnej siatki bezpieczeństwa. Mam kompletnie przejebane.” Jigalin, w przeciwieństwie do Coffee, nie kwalifikował się do pomocy rządowej po tym, jak zarobił niewiele więcej pieniędzy, niż w analogicznym okresie w zeszłym roku. Bez pomocy dla freelancerów, na którą się nie zakwalifikował, nie zarabia wystarczająco dużo, by płacić czynsz. Więc kiedy 5 września w Lichtenbergu pojawiła się okazja, by być barmanem na spontanicznym festiwalu przyjaciela, Simulatora, nie mógł powiedzieć “nie”. “To, tak naprawdę nas uratowało”, powiedział.

Podobne plenerowe imprezy, które rozkwitły w berlińskich ogródkach piwnych, pustych parkach przemysłowych i nieużywanych podwórkach (a które dogłębnie opisaliśmy tutaj), były przedmiotem agresywnego gniewu podziemnej kultury. Przeciwnicy argumentowali, że w najgorszym razie ludzie ci przedłużają pandemię, narażając barmanów, kustoszy i artystów na ryzyko zachorowań i przyczyniając się do dodatkowych strat lokalnych małych przedsiębiorstw i baz przemysłowych. Pro-imprezowicze przeciwstawili się temu, twierdząc że wydarzenia te podnoszą na duchu wszystkich wyczerpanych miesiącami izolacji społecznej i przyczyniają się do istotnych dochodów dla pełnoetatowych wykonawców i pracowników klubów, którzy w przeciwnym razie pozostaną bez pracy na zawsze. Luzackie podejście jest łatwa do krytykowania, jak w przypadku serii imprez bez maseczek, które w ciepłych miesiącach letnich odbywały się w parku w Hasenheide. Kiedy jednak spojrzy się na pełną, przerażającą niepewność dotykającą przemysł muzycznego miasta, łatwiej jest uzasadnić udział w wydarzeniach, które mogą odbywają się w mieście, które nie jest korzysta aż tak bardzo z życia nocne i sceny klubowej.

Suicide Club (F.K.A. Suicide Circuis)

“Mieliśmy już 100.000 euro długu przed koronawirusem”, powiedział Pat Flanders, programista i rzecznik “Klubu Samobójców” (dawniej Suicide Circus). Od czasu, gdy zezwolono na ponowne otwarcie na początku lata, klub uzupełnił źródło swoich ograniczonych dochodów jakim jest ogródek piwny, o dodatkowe prywatne, nienagłaśniane wydarzenia w tylnej przestrzeni na zewnątrz. Nawet gdy pogoda stanie się chłodniejsza – mówi Flanders – klub nadal będzie organizował te imprezy o ograniczonej liczebności, ogłaszane w sieci jako odbywające się w “tajnym miejscu”, a następnie udostępniane poprzez prywatne wiadomości na Facebooku i e-maile. “To dla nas kwestia przetrwania”, dodał. Jest mnóstwo profesjonalistów, których Flanders i klub muszą wspierać: organizatorzy, barmani, inżynierowie dźwięku, ochrona. Flanders żałuje, że goście nie zawsze przestrzegają zasad zachowania dystansu i noszenia maseczek, zwłaszcza w późniejszych godzinach, gdy narkotyki i alkohol rozluźniają hamulce, ale jest to ryzyko, które jest zmuszony podjąć, gdy alternatywą jest brak zapłaty czynszu – podczas gdy działa ze stratą finansową – i potencjalnie może stracić przestrzeń, która istnieje od 1994 roku, na dobre.

W pewnym sensie, miasto stało się ofiarą własnego sukcesu. W miarę jak coraz więcej ludzi się tam przeprowadza, presja wywierana na przestrzeń miasta jest coraz większa.

Prawdą jest, że w porównaniu z większością krajów, Niemcy prowadzą jedną z najbardziej szczodrych polityk fiskalnych dla artystów i przedsiębiorstw związanych ze sztuką. Były one również jednym z pierwszych krajów w Europie, które stworzyły programy pomocowe (“Corona Soforthilfe”) dla przedsiębiorstw dotkniętych pandemią koronawirusa, obejmujące dofinansowanie w wysokości 600 miliardów euro dla dużych przedsiębiorstw. Państwo uruchomiło program oferujący szybkie pożyczki w wysokości do 500 000 euro dla małych i średnich przedsiębiorstw, oraz fundusz na rzecz walki z bieżącymi problemami w wysokości 50 miliardów euro na dotacje dla małych przedsiębiorstw, osób samozatrudnionych i freelancerów. Wnioskodawcy zatrudniający do pięciu pracowników mogą otrzymać do 9 000 euro, natomiast małe przedsiębiorstwa zatrudniające do 10 pracowników mogą otrzymać do 15 000 euro. Dlaczego więc muzycy berlińscy oraz właściciele małych i średnich przedsiębiorstw mają takie trudności z utrzymaniem otwartych drzwi?

Jednym z powodów jest to, że rzeczywistość Berlina różni się od tej w innych częściach Niemiec. “Berlin posiada wiele małych przedsiębiorstw i wyróżnia się dzięki takim sektorom jak turystyka, gastronomia, hotele, targi i imprezy, przedsięwzięcia kulturalne i usługi związane z biznesem”, powiedziała Claudia Davies z IBB w jednym z ostatnich wywiadów. “Dlatego właśnie kryzys ten jest szczególnie trudny dla berlińskiej gospodarki”. Z siatką skomplikowanych przepisów i niejasnymi regulacjami dotyczącymi wydatków oraz podatków trudno było również poruszać się w tym gąszczu w czasie kryzysu. Niektórzy freelancerzy, jak np. Jigalin, nie spełniają wymagań dotyczących pomocy w nagłych wypadkach; inni otrzymują jednorazowe płatności, jak np. Wspomniana Coffee, która pozwalają na opłacenie jednego miesiąca czynszu, ale nie ma to większego znaczenia dla ich długoterminowych prognoz finansowych – o ile w ogóle.

Drugim, bardziej podstępnym powodem jest to, że COVID-19 – i związane z nim trudności finansowe – oczyścił drogę dla wynajmujących, aby sprzedać atrakcyjne na rynku nieruchomości za co najmniej dwa lub trzy razy więcej niż wynosiły ich dotychczasowe ceny. Inwestycje zagraniczne i gentryfikacja od lat zagrażały miastu. W 2018 roku Warren Buffett zapowiedział, że jego firma, Berkshire Hathaway, otworzy w Berlinie sklep z lokalnym partnerem, który będzie promował niskie, berlińskie ceny wśród międzynarodowych klientów; czynsze wzrosły w latach 2009-2014 o 56 procent, a ceny zakupu o ponad 70 procent. Rosnący wpływ rynku sprawił, że dzielnice takie jak Kreuzberg i Friedrichshain, które przekształciły się z podupadłych terenów przemysłowych w hipsterskie place zabaw, stały się szczególnie podatne na spekulacje na rynku nieruchomości. Teraz, gdy długoletni najemcy nie są w stanie pokryć kosztów, są wypierani z rynku przez tych, którzy oferują właścicielom bardziej lukratywne możliwości.

Young African Art Market czyli Rynek Młodej Sztuki Afrykańskiej (YAAM), który od 27 lat jest domem dla afrykańskiej muzyki, sztuki i kultury, jest powoli wchłaniany przez niekończący się rozwój komercyjnych hoteli wzdłuż Galerii East Side. “Musieliśmy już sześć razy przenosić lokalizacje”, powiedział dyrektor artystyczny. “To nie jest projekt dla pieniędzy, to projekt społeczny. To bezpieczna przestrzeń dla czarnej społeczności w samym sercu Berlina, gdzie przybywają inwestorzy. Ciężko to przetrwać.” Strona YAAM niedawno wystosowała apel o darowizny, powołując się na niebezpieczne warunki budowlane i długoterminową umowę najmu, która teraz może nie zostać przedłużona. “Kilka projektów budowlanych YAAM zostało już udaremnionych”, napisali administratorzy. “Kontrolowany przez względy kapitałowe rozwój brzegu [rzeki Sprewy] nadal pozostaje niekontrolowany. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by wycofać tę własność z obrotu na rynku nieruchomości i zabezpieczyć kulturę i subkulturę w tym miejscu!”

To tak, jakby ktoś rzucił kulą do kręgli, a my wszyscy jesteśmy tylko upadającymi kręglami.

Okryta sławą przestrzeń dla wszelkich fetyszy – KitKatClub, który została zamknięty w czerwcu, jest najnowszą undergroundową legendą, która musiała zakończyć działalność z powodu presji ze strony właścicieli, którzy rzekomo chcą zamienić to miejsce w luksusowe apartamentowce. Tresor niedawno opublikował prośby o datki, a nawet wystawił na aukcji czas wolny w swoim DJ-ce. Klub Watergate jest również pod presją ze strony właścicieli nieruchomości, którzy oczekują, że czynsz będzie w pełni opłacony przez cały okres zamknięcia z powodu COVID-19, w przeciwieństwie do niektórych innych właścicieli, którzy oczekują płatności czynszu dopiero w 2021 roku z narosłymi odsetkami. “To tak, jakby ktoś rzucił piłkę do kręgli i wszyscy jesteśmy tylko upadającymi kręglami” – powiedziała Coffee o masowych eksmisjach, których perspektywa nęka właścicieli klubów, barów i innych lokali nocnych, które sąsiadują z jej własnym lokalem w Berlinie Wschodnim. Proces utrzymywania się w danej lokalizacji jest bardzo specyficzny, a szczególnie trudny dla mniejszych przedsięwzięć, i tych bez dostępu do otwartej przestrzeni.

Zbieżność w czasie koronawirusa ze zjawiskiem bańki inwestycyjnej na rynku nieruchomości może zakłócić delikatny ekosystem, który rozkwitał, otoczony przez turystykę i w pełni zatrudnioną klasę kreatywną. “Straciłam rachubę ile rozmów przeprowadziłam o słynnej berlińskiej kulturze klubowej – wolności, zakazie zdjęć, prawie do ucieczki od świata na kilka godzin” – mówi Emily Dust w nowym dokumencie BBC Radio 4 o aktualnym stanie berlińskiej kultury klubowej. “Ale w ostatnich latach zmieniły się rodzaje rozmów: nie chodziło tylko o wolność, ale też o zagrożenia – w pewnym sensie miasto stało się ofiarą własnego sukcesu. W miarę jak coraz więcej ludzi przenosi się tam, presja wywierana na przestrzeń miasta jest coraz większa”.

Zagrożenie dla przemysłu muzyki elektronicznej w Berlinie nie jest tymczasowe, ale egzystencjalne, jest produktem miasta, które zbyt szybko stało się modne i zbyt mocno opierało się na dochodach, które teraz chwilowo wygasły. Teraz, możliwe że scena klubowa w Berlinie jest u progu nowej ery. W miarę jak enklawy artystów takie jak John Muir zaczną być zastępowane, a muzycy będą przenosić się na bardziej przystępne cenowo obszary, scena undergroundowa stanie się spokojnym polem działalności. Artyści, DJ-i oraz wspierający ich pracownicy techniczni i serwisowi będą narażać swoje zdrowie na szwank – od jednej imprezy z ograniczoną liczbą gości do drugiej – by walczyć z wysiedleniami i postępującą reorganizacją gospodarczą i kulturalną, która grozi ich zniknięciem.

O autorce: Chloé Lula jest niezależnym dziennikarką, DJ-ką i producentką działającą w Berlinie. Możesz śledzić ją na Instagramie, Facebooku i Twitterze.

Zdjęcia: Dream Baby DreamSuicide Club i YAAM.

Tłumaczenie: Rafał Dadura

Published November 04, 2020. Words by Chloé Lula.