Bandcamp nadzieją branży muzycznej - Electronic Beats Poland

Bandcamp nadzieją branży muzycznej

Króluje wygodny i tani streaming, a fizyczne nośniki – poza niszowymi wyjątkami – umierają, bądź już umarły. Jest jednak platforma, która nie musi poddawać się presji inwestorów, a do tego skupia się na byciu użyteczną i transparentną dla wytwórni i artystów. Niedawno pisaliśmy o znakomitym roku, jaki w 2017 miał Bandcamp. Teraz, wspólnie z zaprzyjaźnionymi wydawcami, zastanowimy się nad zaletami, wadami i przyszłością platformy.

Bandcamp powstał w 2007 w Kalifornii, ale pełną parą ruszył w 2008 roku (swoją drogą w tym samym roku ruszyło Spotify). Dekada działalności to naprawdę sporo, biorąc pod uwagę dynamicznie zmieniającą się sytuację na rynku muzycznym. Bandcamp spokojnie rósł w siłę, budując swoją pozycję jako platformy dogodnej dla muzyki niezależnej. Z czasem pojawiła się możliwość sprzedaży materialnych produktów – od płyt i kaset po koszulki i plakaty, a sam serwis doczekał się swojej opiniotwórczej i dziennikarskiej odnogi w postaci Bandcamp Daily.

Działamy na Bandcampie od początku naszej działalności czyli od września 2010 i to, co cenię to prostota i przejrzystość oraz bezpośredni kontakt ze słuchaczami” – mówi Marcin ‘Groh’ Grośkiewicz, założyciel U Know Me Records. „Bandcamp lubię najbardziej za to, że bezpośrednio łączy fanów z muzyką”– dodaje Maciej Zambon, stojący za Transatlantykiem. Ta bezpośredniość, na którą zwracają uwagę obaj wydawcy, to jedna z unikalnych cech platformy. Do zakupów można dołączać wirtualne notki, które zacieśniają więzi na linii – nadawca – odbiorca. W całym bandcampowym układzie znikają także pośrednicy, co wpływa na podział zysków. „Aktualnie trudno znaleźć lepsze miejsce, gdzie młody artysta może zaprezentować swoją muzykę i przy okazji COKOLWIEK zarobić”– mówi Krzysztof Kwiatkowski, prowadzący oficynę i bloga trzy szóstki.Sprzedając przez Bandcamp artysta i label mają największą korzyść finansową ze sprzedanej muzyki. Można wstawiać tam bez limitu tyle muzyki, ile się chce za darmo. Każdy może posłuchać danego utworu 3-4 razy w całości, zanim podejmie decyzję o kupnie. Uważam, że jest to bardzo fair„- wtóruje mu Maciej Zambon.

W rozmowach z wydawcami to był główny punkt zaczepienia – uczciwy podział zysków między wszystkimi stronami. „Lubię to, że elastycznie można działać z cenami – włącznie z wypuszczaniem rzeczy za darmo – świetnie się sprawdza formuła „name your price”, bo mimo, że można wtedy coś pobrać za darmo, to ludzie coś płacą lub zdarza się, że płacą więcej, niż wynosi cena minimalna – taka forma wyrażenia szacunku. Na pewno sprawnie działa dział merchu – czyli dla mnie są to głównie zamówienia płyt w formie fizycznej – przede wszystkim winyli – korzystam z tego również prywatnie i zdobywam płyty, których próżno szukać w szerokiej dystrybucji„- wylicza Marcin Grośkiewicz. „Uważam, że Bandcamp jest najlepszą platformą do sprzedaży muzyki niezależnej. Na ten moment nie ma i nie zapowiada się, żeby było coś choćby w połowie tak dobrego dla muzyki i artystów, jak Bandcamp. Inicjatywa prowadzona przez pasjonatów i znawców jest skrojona idealnie na potrzeby małych labeli i niezależnych artystów. Ma proste i uczciwe zasady, niską marżę (15% digital, 10% merch) i świetną komunikację, odpisują maksymalnie po 2 dniach, są bardzo pomocni„- dodaje Łukasz Wojciechowski, jeden z szefów Astigmatic Records.

Właśnie przejrzystość zasad jest kolejnym wyróżnikiem Bandcampa na tle innych cyfrowych platform dystrybucji. „Bandcamp ma moje uznanie przede wszystkim za to, że nie jest kolejnym portalem streamingowym, gdzie artysta jest stawiany na ostatnim miejscu w łańcuchu dystrybucji wynagrodzenia, za to bazuje na przejrzystych zasadach i pozwala na pełną dowolność sposobu rozdziału zysków. Mimo tego, że w grę wchodzą realne pieniądze nadal można odczuć, że jednak jest to support dla artystów i labeli, a nie bezrefleksyjny zakup towaru. Sposób działania BC buduje społeczności wokół artystów i labeli, a to wydaje mi się największa obecnie wartością w kontekście dystrybucji muzyki w internecie” – mówi Darek Pietraszewski, prowadzący kasetowy label Pointless Geometry.

wydaje mi się, że Bandcamp to jednak portal dla ludzi z wyrobionym gustem

Jeśli traktujemy muzykę jako produkt, to jego cena powinna przynajmniej pokrywać koszty wytworzenia tego produktu. Tę starą jak sam kapitalizm zasadę ignorują serwisy streamingowe, ale Bandcamp jawi się jako alternatywa dla szkodliwego modelu oferowanego przez Spotify i innych gigantów. „Na ten moment korzystamy również z iTunes, Deezer, Spotify, Tidal. Chyba nie muszę dodawać, że te platformy traktujemy bardziej jako miejsce obecności, niż platformę do spieniężania muzyki. Pieniądze jakie proponują są tak śmieszne, że nawet wstyd porównywać do Bandcamp. Przynajmniej na tym etapie jesteśmy zmuszeni do korzystania z platform streamingowych ze względu na ich zasięg. Traktowałbym te platformy jak festiwal showcase’owy, albo darmowy staż, który możesz wpisać sobie do CV, czyli na nim nie zarobisz, ale może pomóc Ci pozyskać inne formy zarobku. Słaby deal” – tak Łukasz Wojciechowski komentuje różnice między platformami.

Z wypowiedzi wydawców wyłania się obraz platformy skupionej na obsługiwaniu rynku niezależnej muzyki. „Bandcamp promuje muzykę niezależną, bez względu na popularność artysty. To właśnie za sprawą kumatego środowiska dziennikarskiego. Myślę, że to duży plus w porównaniu z innymi popularnymi serwisami streamingowymi, które głównie promują i rekomendują muzykę artystów, których ludzie już znają. Znacznie trudniej zaistnieć mało znanemu artyście na platformach typu Spotify czy Tidal. Tutaj lepiej sprawdza się Bandcamp lub Soundcloud„- mówi Marcin Piechowiak z Astigmatic Records. I rzeczywiście, liczba najróżniejszych zestawień muzycznych skupionych na znaleziskach z Bandcampa jest naprawdę spora. Z kolei Maciej Zambon zwraca uwagę na niebezpieczeństwa niszowości: „wydaje mi się, że Bandcamp to jednak portal dla ludzi z wyrobionym gustem i tych, którzy rzeczywiście poszukują czegoś bardziej offowego, czego nie ma w radiu, w TV itp. Zdecydowanie jest dla nich jakąś tam alternatywą, problem jednak w tym, że ludzie niechętnie płacą za muzykę (dziś bardziej niż kiedykolwiek z powodu serwisów streamingowych) dlatego myślę, że rola Bandcampa zacznie się zmniejszać”.

Na dość ciekawy i nieoczekiwany trop w przyczynach popularności serwisu naprowadza Filip Lech, dziennikarz i jeden z prowadzących DUNNO Recordings: „Możliwość przeglądania kolekcji innych użytkowników przypomina mi wczesne lata last.fm albo pradawnych programów p2p (DC++, Soulseek). Możemy przeszukiwać kolekcje użytkowników z innych krajów i kontynentów, poznawać ich gusta i zainteresowania, pomijając setki algorytmów, które pomagają nam przeglądać feedy w mediach społecznościowych, polecają muzykę na jutubie albo Spotify. Wielu artystów, labeli umieszcza na Bandcampie swoje archiwa, bootlegi – bardzo dobrze, że właśnie tam. Bo w 2018 roku w internecie możemy znaleźć bardzo dużo, ale wiedza jest rozsypana w losowych miejscach. Bandcamp traktuję jako jedną z bibliotek”.

Na Bandcamp jako użyteczną bazę danych wskazuje także Marcin Grośkiewicz: „to jedyne miejsce, gdzie znajduje się nasz cały katalog – wszystkie release’y – często zaglądam tu sprawdzić naszą wewnętrzną numerację płyt”. Podobne wypowiedzi – zarówno z perspektywy wydawniczej, jak i zwykłego słuchacza – pojawiły się od kilku innych osób, z którymi rozmawiałem. I rzeczywiście – Bandcamp służy jak wirtualna półka z płytami, do której można podejść i wrócić do co lepszych wydawnictw.

Do tej pory wszyscy raczej wychwalali platformę. Ale czy Bandcamp ma jakieś wady? „Wskazałbym na dyskusyjną funkcjonalność. Bandcamp jest doskonały, gdy słuchamy w domu – gdy jednak w ruch idzie komórka, niekiedy poszczególne utwory lekko się zacinają” – mówi Krzysiek Kwiatkowski. „Wadą jest w sumie dla mnie funkcjonalność tej strony. Uważam, że jest bardzo słabo zaprojektowana i niezbyt przyjazna do użytkowania” – dodaje Maciej Zambon. Biorąc pod uwagę te i inne głosy, oraz własne doświadczenia – rzeczywiście, strona technologiczna to największa pięta achillesowa serwisu. Ale Darek Pietraszewski widzi jeszcze jeden zaniedbany aspekt serwisu: „brakuje mi chociaż namiastki socjala. Biorąc pod uwagę ostatnie zmiany polityki na Facebooku, coraz mocniej zaczynam się zastanawiać nad przeniesieniem się gdzie indziej. Problem polega na tym, że nie ma za bardzo alternatywy. BC posiada już na tyle duży potencjał, że to mogłoby się udać. W tej chwili na BC brakuje mi narzędzi do wspólnej komunikacji użytkowników portalu. Budowanie swojej „kolekcji” to zdecydowanie za mało”. Nie jest to odosobniony głos, więc kto wie, może czeka nas społecznościowa rewolucja na platformie.

Optymizm otaczający Bandcamp jest wyjątkowy, szczególnie wobec ponurych nastrojów, jakie występują w branży muzycznej w odpowiedzi na dominację serwisów streamingowych. Jestem ciekaw, czy wydawcy z równym optymizmem patrzą w przyszłość. „Bandcamp na pewno ma silną pozycję w swojej niszy i na pewno jakiś czas jeszcze będzie się kręcił. Jednak myślę, że z czasem całkowicie wygryzie go streaming” – przewiduje Maciej Zambon. Na inne zagrożenia wskazuje Łukasz Wojciechowski: „martwi mnie brak realnej konkurencji, co może w niedługim czasie zainteresować wielkie koncerny, które mogą chcieć odkupić portal i położyć łapę na małych ludzikach, którzy wspólnie generują sporą sumkę”.

Biorąc pod uwagę bardzo pozytywny wizerunek platformy, mogą to być całkiem uzasadnione obawy. Krzysiek Kwiatkowski sugeruje zabezpieczanie się przed takim obrotem sprawy solidarnością społeczności: ‘z tego co słyszałem, Bandcamp nie ma problemu z osiąganiem zysku. Jest to miejsce, które poniekąd nawiązuje jeszcze do starego internetu, gdzie przynajmniej nam się wydawało, że to, co tworzymy, jest na swój sposób ważne i mamy szansę się wyróżnić. I chyba o to trzeba dbać.’

Bandcamp jest światełkiem w ciemnościach streamingu dla wielu małych i niezależnych wytwórni i artystów. Dzięki transparentności, przejrzystym zasadom i finansowej uczciwości zdobył zaufanie muzycznej społeczności – zarówno po stronie wydawniczej, jak i publiczności. W pewnym sensie Bandcamp to platforma oldschoolowa – zamiast cenowego dumpingu, jaki dominuje w obecnym klimacie start-upowym, oferuje uczciwe zasady sprzedaży produktów. Z jednej strony ogromnie się cieszę z sukcesów serwisu, z drugiej podzielam obawy części moich rozmówców. Bandcamp może stać się łakomym kąskiem dla zwyrodniałych pasożytów naszych czasów, ukrywających się pod niewinnymi określeniami “inwestorów” i “udziałowców”. Ale zobaczymy, co przyniesie przyszłość – tak, jak serwisy streamingowe niszczą branżę muzyczną, tak Bandcamp stara się ją odbudować. I temu trzeba kibicować z wszelkich sił.