A*S*Y*S – Kwaśny książę z Marburga | Electronic Beats Poland

A*S*Y*S – Kwaśny książę z Marburga

Wygląda jak gwiazda rocka z Los Angeles, a w dodatku o 20-ścia lat młodziej od większości swoich rówieśników. Po długim czasie artystycznych poszukiwań odnalazł swój dom – acid techno.

Words by Elvis Strzelecki

Od uniwersytetu do świątyni

Marburg. Tu mieści się drugi najstarszy protestancki uniwersytet noszący imię Filipa Wielkodusznego. Miasto też może pochwalić się pięknym gotyckim zamkiem oraz kościołem św. Elżbiety. Tutaj również w 1967 roku udokumentowano pierwsze zachorowania chorobę marburską (inne przypadki odnotowano w oddalonym o ok. 100 km Frankfurcie nad Menem oraz położonym dużo, dużo dalej Belgradzie), której przyczyną był wirus Marburg (bliski kuzyn wirusa Eboli, ksywa EBOV). Tenże przywędrował do naszych zachodnich sąsiadów z Ugandy, a konkretniej rzecz biorąc od koczkodanów zielonych. W tym samym roku do tego sympatycznego miasteczka zawędrował również wirus zwany acid i uratował on duszę dziecka, którego prawdziwe imię i nazwisko brzmi Frank Ellrich. W 1990 Frank przeniósł się do Mekki elektroniki, Frankfurtu. Tam balował w klubach Dorian Grey oraz Omen i zasłuchiwał się w setach Svena Vätha. Była to złota era clubbingu, czasy, kiedy rodziły się legendy, a imprezy nie były filmowane telefonami, a sceny dziejące się w klubach nie trafiały na media społecznościowe. To trzeba było przeżyć! Frank doznał wówczas swoistego katharsis. Pracując jako kierownik obsługi klienta w dużej agencji reklamowej, udał się na swoje pierwsze długie wakacje. Jak wyznał w jednym z wywiadów – obudził się pewnego ranka i stwierdził, że życie jest za krótkie na siedzenie całymi dniami w biurze. I cytując klasyka, tak powstał czokapik!

Kwas ratunkiem dla duszy

Jest rok 1995. Frank i Kai Franz (w przyszłości będzie znany jako Kai Tracid) tworzą projekt A*S*Y*S (Acid Save Your Soul). Ich pierwsze numery to kwaśny trance ocierający się nawet o psy. Kolejne dzieła duetu natomiast skręcają w kierunku hard trance z elementami acid, stając się znakiem rozpoznawczym wytwórni Kai’a – Tracid Traxxx. Kawałki pokroju „Acid Headcracker” czy „Acid Nightmare” położyły podwaliny pod wczesny hardstyle, zaś po odejściu Tracida, Frank zaczął bardziej eksperymentować z muzyką, łącząc dawny styl z electro, techno, a w późniejszym czasie nawet z dubstepem i d’n’b (utwór „Kasseopeia”). Tu z kolei z pomocą przyszli mu podopieczni z projektu Kamui, koledzy z Organ Donors oraz włoski producent i DJ Acti, którzy stworzyli nową wersję ciężkiej muzyki tanecznej dla fanów electro house’u zwaną subground. Nie miało już znaczenia, czy wychowywałeś się na „Satisfaction” Benny’ego Bennassiego, czy na „The Second Trip” Hennes & Cold w remiksie DJ’a Scot Project. Te światy zostały pogodzone ze sobą raz na zawsze i potwierdził się fakt, że szybkie tempo nie jest potrzebne, by stworzyć mocnego tracka.

BPM umarło

Pierwszy album A*S*Y*S (wyprodukowany jeszcze z Kai’em Tracidem) – „Acid Save Your Soul” ujrzał światło dzienne w 2005 roku i zawierał charakterystyczne brzmienie z pierwszych lat istnienia projektu. W zawartym na tej płycie numerze „No More Fucking Rock’n’Roll” panowie użyli sampli z „Voodoo People” The Prodigy, a jedną z wersji tego kawałka stworzył sam Paul Van Dyk. 7 lat później pojawił się następca debiutu – BPM Is Dead. Następnie artysta stworzył dwuczęściowe dzieło – „Grand Theft Acid”. Frank prowadził też wytwórnię Fe Records, tworzył podcast Filter’d, a na scenie w międzyczasie pojawiła się świeża krew, dla której podziały gatunkowe straciły znaczenie. Techno przestało być smakołykiem wyłącznie dla purystów – zaczęło czerpać z wpływów acid, trance’u i całej gamy oldschoolowych brzmień. Skutek? Frank zaczyna produkować kwaśne, ciemne, tajemnicze techno, a jego kolejne wydawnictwa trafiają do setów takich postaci, jak Amelie Lens, Umek czy Adam Beyer. Fe Records staje się jeszcze bardziej żelazne i zmienia swoją nazwę na Fe Chrome (ile teraz jest żelaza w żelazie, Beatport Ci powie!) Ojciec założyciel nie ogranicza się jednak do uprawiania własnego żelaznego ogródka. Plewić u siebie pozwalają mu również właściciele Suary oraz Filth on Acid, które wydały jego EP-ki „Bassface EP”, „No Tech” oraz „Acid Wall EP”. Ostatnio na żelaznym polu wyhodował z dwójką innych starych ogrodników prawdziwego potwora – „Freedom of Expression”. Ci dwaj pozostali to Kai Tracid („friendship never ends”, jak śpiewały Spice Girls) i Tom Wax.

Człowiek orkiestra

Muzyczny late bloomer, który kocha piłkę nożną, jazdę na rowerze, czytanie książek oraz granie na konsoli, zajmuje się też produkcją filmów, nad którymi współpracuje m.in. z członkiem rosyjskiej formacji Moonbeam, Pavelem Khvaleevem. Prawdziwy człowiek renesansu! Jeśli więc myślisz, że i dla Ciebie jest za późno na zamienienie swoich pasji w sposób na życie, to weź przykład z Franka i działaj!