Electronic Beats Poland

Artyści na przedwczesnej emeryturze

Published on June 26, 2016 17:06 Berlin Time

Pierwszy i ostatni występ Aviciiego w Polsce. W ten sposób promowany jest lipcowy koncert jednej z największych światowych gwiazd EDM. Powodem tego jest fakt ogłoszenia przez Szweda informacji, iż kończy z DJ-ingiem i przez najbliższe laty skupi się wyłącznie na produkcji muzyki. Nie jest to jednak ani pierwszy, ani ostatni artysta, który zdecydował się na taki ruch – zobaczcie, którzy muzycy przedwcześnie kończyli swoje koncertowe kariery.

Gdy do mediów trafiła informacja o tym, że Avicii odkłada na półkę DJ-skie słuchawki, fani zamarli z szoku. W końcu złote dziecko EDM-u koncertowało po całym świecie, wypełniając nawet największe stadiony, zachwycając młodych odbiorców elektroniki. Avicii ani na chwilę nie schodził z pierwszych stron branżowych gazet.

Jeśli jednak spojrzymy na ostatnie lata w muzyce popularnej, rezygnacja z występowania, a nawet z tworzenia muzyki w ogóle, nie jest to niczym aż tak niespotykanym. A z drugiej strony, wielu z tych artystów i tak – koniec końców – łamie dane słowo i serwuje nam „wielki powrót”.

https://youtu.be/JRbKUM8e-o4

Jednym z najbardziej znanych przykładów muzyka, który zdecydował się na ten dosyć ryzykowny ruch, jest Brian Wilson. Człowiek odpowiedzialny za sukces Beach Boysów, postanowił zrezygnować z uczestniczenia z tourne po Japonii, aby skupić się na pracy nad następnym albumem zespołu. W przypadku tego muzyka, decyzja była podjęta w związku z dużym stresem i przymusem ze strony  wytwórni, by brać udział w długotrwałych i wycieńczających trasach koncertowych. Kropla, która przelała czarę, skapnęła 23 grudnia 1964, gdy Wilson dostał ostrego ataku paniki podczas lotu na występ w Houston. Przez następne lata artysta tworzył kolejne legendarne utwory, w tym uważany za jeden z najlepszych albumów XX wieku „Smile Sessions”, a do koncertowania powrócił dopiero dekadę później.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube's privacy policy.
Learn more

Load video

Jeden ze świeższych przykładów wczesnej emerytury, to przypadek Bengi. Producent, który już jako 15-latek kładł podwaliny pod scenę dubstepową, zaszokował wielu słuchaczy, gdy w 2014 roku ogłosił, że rezygnuje z występów na żywo. Chwilę po tym wyjaśnił, że za jego decyzją stoi chroniczna depresja, która w dużym stopniu została wywołana przez nadużywanie narkotyków i alkoholu. Na kilkanaście miesięcy Benga postanowił całkowicie odciąć się od sceny klubowej i skupić na tworzeniu muzyki. W 2016 roku powrócił do grania, ale zamienił grafik wypełniony po brzegi na mądrze wybierane występy w Europie.

Mimo, że najczęstszym powodem przerw w koncertowaniu jest wycieńczenie psychiczne i fizyczne, jakie niosą ze sobą częste podróże, niektórzy mówili „stop” swoim karierom, gdyż po prostu chcieli spróbować czegoś innego. Tak się właśnie wydarzyło, gdy Justin Timberlake zrobił sobie kilkuletnią przerwę, aby skupić się na aktorstwie, a oficjalnie powrócił do muzyki w 2013 roku wydając swój trzeci album. Zresztą jego pierwszy singiel po powrocie nagrany został razem z innym emerytem, który zakończył karierę dekadę wcześniej – Jayem-z.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube's privacy policy.
Learn more

Load video

Jay miał już nie nagrać kolejnej studyjnej płyty po „The Black Album”. Co prawda w ciągu 12 miesięcy od premiery artysta wypuścił dwa kolaboracyjne wydawnictwa z R Kellym i Linkin Park, ale na pełnoprawny krążek musieliśmy poczekać aż trzy lata, czyli tyle samo, ile czekamy na jego najnowsze wydawnictwo. Dziś, 10 lat po tamtym szokującym ogłoszeniu, mało kto pamięta, że kiedyś cały świat żył końcem muzycznej kariery jednego z najpopularniejszych raperów w historii.

Mniej więcej tyle samo czasu trwała przerwa Lily Allen, która w 2009 roku chciała spróbować sił w aktorstwie oraz razem z siostrą stworzyła linię ubraniową. Obie próby zmiany branży spaliły na panewce i w 2012 roku Allen wróciła z płytą zatytułowaną „Sheezus”.

Przez lata rynkiem muzycznym wstrząsały szokujące rozstania i powroty. Powody były różne, tragiczne i smutne, wspaniałe i doniosłe, a czasami u podłoża decyzji leżała firma PR-owa, która wymyśliła, że to będzie dobry sposób, by wypromować następne światowe tourne. Jaki powód stoi za decyzją Aviciiego? Nie wiemy, ale jesteśmy pewni że prędzej czy później się dowiemy.