6 najlepszych soundtracków w historii kina strachu - Electronic Beats Poland

6 najlepszych soundtracków w historii kina strachu

6 najlepszych soundtracków w historii kina strachu

Paweł Klimczak

 

Jesień sprzyja ponurej atmosferze i horrorom. Nie potrzebujemy Halloween, by raczyć się mrokiem sączącym się z głośników, ale hej – to dobra okazja, żeby przypomnieć sześć kapitalnych soundtracków, które wejdą Wam pod skórę. Zestawienie przeczytajcie trzy razy!

John Carpenter - The Fog (1980)

Zachwyty nad ścieżką dźwiękową do „Stranger Things” zawsze odsyłały mnie do twórczości Johna Carpentera, która jest tutaj wyraźną inspiracją. Ciężko wybrać najlepszy soundtrack Carpentera, ale „The Fog” to zdecydowanie najbardziej przerażający. Lata osiemdziesiąte są uważane za złoty okres nowoczesnego horroru i „The Fog” – zarówno film, jak i jego ścieżka dźwiękowa – to potwierdzają. Osobiście wolę psychologiczny i wizualny kicz „In The Mouth Of Madness”, ale klasyk Carpentera z 1980 roku to wcielenie opresji i gęstej atmosfery (pun intended).

Jerry Goldsmith - THE OMEN (1976)

Nigdy nie zapomnę swojego pierwszego kontaktu z „Omenem” – na wakacjach, w tajemnicy przed rodzicami śpiącymi w innym pokoju ośrodka wczasowego. Mimo upału za oknem, przez kręgosłup przechodził mi upiorny chłód. W kreowaniu tego wrażenia bardzo pomogła ścieżka dźwiękowa autorstwa Jerry’ego Goldsmitha. Nie jest to może coś tak niesztampowego, jak choćby wyżej wzmiankowane soundtracki Carpentera, ale w kategorii klasycznej ścieżki do horroru Jerry Goldsmith sprawdza się świetnie. „The OMEN” trzyma się blisko filmu i w perfekcyjny sposób buduje grozę – zaczynając od rodzinnej idylli, kończąc w czeluściach piekła.

Jay Chattaway/ROB - Maniac (1980/2012)

„Maniak” to trochę niedoceniane dzieło z kategorii slasherów. Swoją względną subtelnością przegrywał z potęgami w rodzaju Jasona Voorheesa czy Micheala Myersa, z drugiej strony nie był aż tak subwersywny, jak niektóre filmy Dario Argento (mimo lekkich podobieństw klimatu). A jednak, jest coś niesamowitego i oślizgłego w obrazie Williama Lustiga – a syntezatorowe wariactwa Jay’a Chattaway’a pasują do tego jak ulał. Tej muzyce blisko do eksperymentu, ale bliski związek z tym, co się dzieje na ekranie trzyma ją w pełnej psychozy koherencji. „Maniak” doczekał się zaskakująco dobrego remake’u z Elijah Woodem, z soundtrackiem ROBa, który uszanował charakter oryginału.

Goblin - "Dawn Of the Dead" (1978)

Kto by pomyślał, że psychodeliczny prog-rock jest aż tak dobrym soundtrackiem do thrillera i horroru. Grupa Goblin dzięki włoskiemu mistrzowi gialo Dario Argento ma na swoim koncie kilka takich eskapad i mimo, że zazwyczaj bardziej docenia się ich ścieżkę do „Profondo Rosso” czy „Suspirii”, ja najbardziej lubię ich podejście do klasyka George’a Romero, oczywiście w europejskiej wersji, w której mocniej czuć ducha Argento (był współpracownikiem Romero przy filmie) – wersja zatytułowana „Zombi” zawiera rówież więcej utworów grupy. Muzyka filmowa Goblin to bardzo unikatowe doświadczenie, które nie do końca powinno się udać. A jednak działa, do tego bardzo skutecznie.

Krzysztof Komeda - Dziecko Rosemary (1968)

Słuchając soundtracku Krzysztofa Komedy do „Dziecka Rosemary”, aż chce się krzyknąć – „jazzmani do horrorów”! Film Polańskiego nie byłby aż tak skuteczny, gdyby nie dźwiękowa pomoc Komedy. Horrory polegają na manipulowaniu emocjami widzów i to, co robi z nami autor „Astigmatic”, to idealne, choć nie tak oczywiste, wcielenie tej idei. Oprócz swojej wartości dla filmu, to po prostu piękna muzyka, która pogłębia emocjonalną i psychologiczną grozę sączącą się z ekranu.

Ennio Morricone - The Thing (1982)

Soundtracki Ennio Morricone miewają swoje lepsze i gorsze momenty, ale nawet w najbardziej przeciętnym wcieleniu wypadają dobrze (czego nie można powiedzieć o wielu innych taśmowych twórcach soundtracków, np. Hansie Zimmerze). „The Thing” nie należy do klasyków kompozytora, za to jest skutecznym towarzyszem zimowych kłopotów Kurta Russela, zmagającego się z istotą z kosmosu. Tak się powinno budować napięcie! Niesamowite, że mamy na tej liście praktycznie w całości dzieła z okresu pięciu lat – jak widać, najlepszy horror budzą do życia narodziny najbardziej zwyrodniałej formy kapitalizmu.