Electronic Beats Poland

5 tracków, które opowiadają historię muzycznej ewolucji Tylera, the Creatora

Tyler, the Creator w zeszłym roku wypuścił swój album – “Flower Boy” i co do jednego możemy być zgodni. To najbardziej dojrzały krążek artysty – zarówno pod względem fenomenalnej (choć czasami może zbyt niezobowiązującej) produkcji, jak i osobistych tekstów. Słychać też głosy, że dopiero dzięki niemu do Tylera przekonała się spora część publiczności – kierunek poprzednich wydawnictw wyznaczały niezbyt akceptowalne teksty, dziwne decyzje dotyczące brzmienia i bycie kontrowersyjnym na poziomie najgorszych programów nadawanych na Adult Swim. To już przeszłość – teraźniejszość Tylera to soulfulowe bity i teksty, w których rozlicza się z własną emocjonalnością, karierą i seksualnością. Polecając “Flower Boy”, przyglądamy się ewolucji Kreatora na przestrzeni lat.

 

Paweł Klimczak

“AssMilk” (“Bastard”, 2009)

OK, czego tu nie ma – wulgarne treści, pseudohumorystyczny przerywnik obliczony na testowanie cierpliwości słuchaczy, rozklekotany i lekko hałaśliwy bit. W skrócie, styl wczesnego Odd Future w całej okazałości. Twardogłowi fani hip-hopu kiwali z politowaniem, hipsterskie blogi okrzyknęły grupę nowym Wu-Tangiem, młodzież zwariowała na punkcie kolektywu. Z perspektywy czasu – i w świetle tekstów z “Flower Boy” – nietrudno zauważyć, że kontrowersyjne zachowania Tylera były mechanizmem obronnym. Wrażliwy chłopak wykrzykuje bezeceństwa, bo to jedyne, co uchroni go przed światem. To wiemy teraz, wtedy Tyler i jego ekipa jawiła się jako jackassowi barbarzyńcy, którzy przyszli rozwalić zastany porządek muzyczny.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube's privacy policy.
Learn more

Load video

“Yonkers” (“Goblin”, 2011)

Do dzisiaj największy hiciorek Tylera. “Goblin” to bardzo nierówny i dziki krążek. Głównie przez brzmienie, które na siłę próbuje być kontrowersyjne – co sprowadza się do koszmarnego miksu i wytrącających z uwagi zabiegów. Ale “Yonkers” to genialny utwór, oparty na mocarnym bicie i intrygującej zmianie klimatu. Emocjonalny ton artysty sugeruje, że Tyler to nie tylko błazen i nieślubne dziecko Bama Margery i Limp Bizkit. Owszem, “Yonkers” najłatwiej trafia do serca, jeśli ma się mniej niż 20 lat, ale według mnie to kawałek, który zapowiadał coś dużo większego i zdradzał prawdziwy potencjał rapera.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube's privacy policy.
Learn more

Load video

“48” (“Wolf”, 2013)

Można odnieść wrażenie, że “Flower Boy” to duchowy spadkobierca wilczego albumu. To właśnie na “Wolf” Tyler sięgnął po soulfulowe brzmienia, to tutaj zaczął mocno kombinować ze strukturami utworów. To sympatyczny i interesujący album, ale wciąż trawiła go choroba właściwa wszystkim dotychczasowym płytom artysty – nierówność. Tyler skakał z motywu na motyw, hałaśliwe zabiegi wkładające kij w szprychy słuchaczom wciąż tylko irytowały, a poszatkowane struktury w ogóle nie służyły porządnym utworom, czasem wręcz je rozbijając. Teksty kierowały się w odrobinę bardziej osobistą stronę – tak naprawdę to pierwszy album, po którym możemy powiedzieć, że usłyszeliśmy strzępy prawdziwego Tylera, a nie śmieszkującego trolla. Ale też bez przesady, to w końcu album, na którym jest “Tamale”.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube's privacy policy.
Learn more

Load video

“Fucking Young” (“Cherry Bomb”, 2015)

Przyznam, że “Cherry Bomb”, jakkolwiek interesujące brzmieniowo, było dla mnie lekkim zawodem. ⅓ albumu rozwija wątki z “Wolf” (szczególnie w warstwie produkcyjnej), ale ciężki vibe reszty utworów po prostu męczy. Doceniam fakt, że Tyler poszukuje i na bazie swojego bardzo charakterystycznego stylu praktycznie za każdym razem oferuje coś nowego, ale “Cherry Bomb” nie realizuje potencjału artysty. Jest tu jednak sporo jasnych punktów, a instrumentacja miejscami jest wręcz niebiańska. Do statusu klasyka zabrakło konsystencji i konsekwencji, ale przynajmniej mamy takie utwory, jak “Fucking Young”.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube's privacy policy.
Learn more

Load video

“911” (“Flower Boy”, 2017)

Wreszcie możemy posłuchać albumu Tylera od początku do końca i westchnąć z zadowoleniem. Poznajemy artystę z bardzo bliskiej perspektywy, a za tło służą kapitalne, pełne dobrych pomysłów bity. Tyler-agresor i Tyler-romantyk nigdy nie kleili się do końca, wywołując u słuchaczy poczucie niespójności poprzednich albumów. Smyczki i soul przeplatały się z dźwiękowym Blitzkiregiem, a wulgarne teksty z wrażliwymi wyznanianiami. Do pewnego stopnia “Flower Boy” kontynuuje tę linię, ale dzięki bardziej szczerym tekstom i uważnej produkcji nie czujemy się rozrywani w kilka kierunków jednocześnie. Ciężko to sobie wyobrazić, ale Tyler wyrósł i dojrzał, zamiast puszki Pandory mamy kostkę Rubika. I tak ładne utwory, jak “911”.

YouTube

By loading the video, you agree to YouTube's privacy policy.
Learn more

Load video