10 najlepszych hip-hopowych albumów 2018 roku - Electronic Beats Poland

10 najlepszych hip-hopowych albumów 2018 roku

Mało czasu nam zostało, aby podsumowywać. Zaraz będziemy musieli się wziąć za wybieranie filmów, płyt i gier, na które najbardziej czekamy w roku 2019. Ale ostatnie dni 2018 roku postanowiliśmy spędzić, wybierając muzykę z ostatnich 12 miesięcy, która nam się podobało.

I takie podsumowania to jest dobra rzecz. Spędzasz kilka godzin, słuchając swoich ulubionych nagrań i wybierasz, które powinno, a które nie powinno znaleźć się w tworzonej przez ciebie liście.

Earl Sweatshirt – Some Rap Songs

Earl dorósł na naszych oczach. Chłopak, który zaczynał jako najmłodszy członek Odd Future, ma dzisiaj 24 lata jest już niemalże weteranem rapowej sceny. Jego trwający niecałe 30 minut album jest przykładem, że zapotrzebowanie na liryczny hip-hop nigdy się nie skończyło. „Some Rap Songs” to płyta, która opowiada historię osobistą, przejmującą i smutną. Bity to często zaskakująco wrogie i interesujące produkcje oparte na krótkich samplach, które idealnie dopełnia głos rapera. Earl nie wydaje muzyki zbyt często, ale jeśli mała ilość wydawnictw ma nam zapewnić taką jakość to będziemy czekać z uśmiechami na twarzach.

Pusha T – Daytona

Jeden z pięciu albumów wydanych w tym roku przez G.O.O.D. Music, za które współodpowiadał Kanye West. „Daytona” była pierwsza i z miejsca zachwyciła recenzentów i słuchaczy. Pusha przez lata wydawał świetne płyty, ale zawsze czegoś mu brakowało, aby nagrać longplay, który w całości będzie jarał słuchaczy. Możliwe, że decyzja, aby skrócić „Daytonę” do marnych 7 kawałków, była przejawem geniuszu Kanye, które Pusha potrzebował. Na tej płycie nie ma zapychaczy, są świetne bity, klasyczne flow od Pushy i najlepszy kokainowy raper na świecie. A przecież ostatnie 12 miesięcy Pushę zapamiętamy też z tego powodu, że w beefie z Drakiem wdeptał Dreezy’ego w ziemię.

Vince Staples – FM!

Mało jest raperów na świecie, którzy w tak odważny sposób decydują się na zmianę stylistyki z każdym kolejnym wydawnictwem. W wypadku „FM!”  dostaliśmy płytę stworzoną z myślą o nieistniejącej audycji radiowej. Na falach radiowych piosenki o tym, że chcemy się dobrze bawić, mieszają się z walką o życie w amerykańskich gettach. Trwający zaledwie 22 minuty projekt, szybko się kończy, ale na szczęście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zacząć go słuchać od początku. Bo warto.

Travis Scott – Astroworld

Po średnim „Birds in the Trap Sing McKnight” (don’t @ me) „Astroworld” to wielki powrót Travisa do najwyższej formy. Travis dzięki trzeciej w karierze płycie stał się jedną z największych hip-hopowych gwiazd na świecie, sprzedając obłędne ilości swoich płyt. Na pewno pośrednio wpływ na jego rozpoznawalność ma matka jego dziecka – Kylie Jenner. Jednak w wypadku zawartości „Astroworld” nie można mówić o żadnej pomocy z zewnątrz, bo Travis stworzył jeden z najbardziej zapamiętywalnych albumów tego roku. Po raz kolejny Scott połączył ze sobą najciekawszych producentów, raperów i muzyków (podobnie jak Kanye) i nagrał swoje najpopularniejsze wydawnictwo w karierze.

JPEGMAFIA – Veteran

Mało jest na świecie raperów, którzy umieją wypełnić swoje utwory taką pasją jak JPEGMAFIA. JPEG jest mistrzem, jeśli chodzi o wyrażanie emocji głosem. Chłopak w swoim podejściu do sceny i swojej kariery pokazał, że ma wszystko gdzieś i wierzy, że jego talent jest wystarczający, aby osiągnąć zaplanowany cel. I póki co mu się to udaje.

J.I.D. – DiCaprio 2

J.I.D. to w tym momencie najlepszy pisarz wśród nowej szkoły raperów. Jeśli mielibyśmy go z kimś porównać to tylko z Kendrickiem Lamarem. Na „DiCaprio 2” raper zdecydował się nawijać na bardziej trapowych beatach niż wczesniej, co pomogło trafić mu do szerszego grona słuchaczy. Ci którzy mieli już okazję znać JID wiedzą jednak, że bez znaczenia, jaki jest podkład JID i tak popłynie na nim idealnie, zmieniając flow, modulując głos i co najważniejsze mając przekaz w swoich tekstach.

Denzel Curry – TA13OO

Denzel nas bardzo zaskoczył swoim nowym koncept-albumem. Podzielony na trzy części projekt ma w sobie zarówno brzmienie, które kojarzy nam się z Currym (mocne bite, mocne teksty) jak i delikatne melodyczne utwory, przywodzące na myśl wczesnego Vica Mensę. Cały projekt zaskoczył nas pozytywnie i ucieszył, bo u mało jakiego artysty słychać tak szybko rozwój, a Curry obok JID to jeden z najciekawszych muzyków nowej fali rapu.

Kids See Ghosts – Kids See Ghosts

Bardzo obawialiśmy się tego wydawnictwa. Osobiście uważamy, że Kid Cudi nie wydał dobrej płyty od 2010 roku, ale gdy ostatnio próbował połączyć rock z rapem, dostaliśmy „WZRD”, który był jednym z najgorszych wydawnictw 2012 roku. Tym razem Cudder wszedł do studia razem z Kanye Westem, z którym miał kłócić się przez ostatnie kilka lat, ale panowie zdecydowali się pogodzić i nagrać wspólnie płytę. Co z tego wynikło? Jedno z najciekawszych wydawnictw tego roku. Produkcje Kanyego, legendarne nucenie Cudiego, melodie, teksty, w których obaj panowie mierzą się ze swoimi problemami psychicznymi. Wszystko to zaowocowało wyjątkowym wydawnictwem, które jest tylko za krótkie, bo okazuje się, że po 7 utworów potrzebujemy jeszcze trochę.

21 Savage – I am > I was

21 nie zmieni swojego flow. I nie ma sensu tego po nim oczekiwać. Ale pozostając przy swoim klasycznym brzmieniu, Savage nagrał płytę, która nie tylko tytułem udawania nam, że raper się zmienił. „I Am > I Was” to celebracja rozwoju muzyka. Nie ma już ciągłego gadania o złocie. Jest spojrzenie na to, jak świat wpływał na młodego Savage’a. Jak został ukształtowany przez gangi, crack i getto. I w przeciwieństwie do Tekashiego, raper zdecydował się skorzystać z okazji i uciec z tego świata. 21 nagrał płytę, której się po nim nie spodziewaliśmy, interesującą, dobrze napisaną, ciekawie wyprodukowaną. Sampel z „A Lot” według nas jest jednym z najlepszych sampli użytych w rapie w tym roku.

Noname – Room 25

Genialna płyta, która według nas zasługuje na miejsce w 10 najlepszych albumach 2018 roku bez zwracania uwagi na styl muzyczny. Noname wydała świetny, przemyślany projekt, w który rap wiąże się z jazzem i funkiem. Jeśli neo-soul potrzebował pomocy, aby znowu trafić na pierwsze strony gazet to jej królową będzie kobieta bez imienia.