Wywiad: Pejzaż - Electronic Beats Poland

Wywiad: Pejzaż

Rozmowa z autorem jednej z najciekawszych polskich płyt 2018.

“Ostatni dzień lata”, album wydany we wskrzeszonej oficynie The Very Polish Cut Outs przez Bartka Kruczyńskiego pod pseudonimem Pejzaż, jest jednym z największych hitów i zaskoczeń tego roku. Płyta romantyczna i wciągająca, a przy tym sympatycznie znajoma jest świetnym remedium na bolączki naszej niedoskonałej rzeczywistości.

 

Wielu ludzi uważa “Przelot” Ptaków za album wakacyjny, ale zawsze podkreślasz, że zrodziła go melancholia i tak naprawdę kryje się za nim paleta mroczniejszych emocji. Jak jest z “Ostatnim dniem lata”?

 

BK: W dużej mierze ta płyta jest płytą romantyczną i opiera się na prawdziwych przeżyciach, które musiałem skanalizować w formie sampli. Jest też przejażdżką emocjonalną – płytą wakacyjną i próbą wydostania się z komplikacji sercowych, a z drugiej strony w tych komplikacjach tkwiącą. Dlatego ta melancholia nie jest jednoznaczna. Finał płyty jest happy endem. Z kolei “Ucieczka” jest najbardziej opętanym numerem. Było kilka pomysłów na ten album – jednym z nich była próba wydostania się z miasta, dlatego otwiera się on trochę mrocznie. Otwarcie jest też w jakimś sensie kontynuacją Ptaków i próbą poradzenia sobie z sytuacją po rozpadzie projektu. Dlatego te pierwsze numery są trochę mroczniejsze, dopiero później zamieniają się w sielankę. Płytę można traktować trochę jak takie upragnione wakacje, na które czekasz, gdy masz wszystkiego dosyć. Dlatego zaczyna się od takich klaustrofobicznych emocji, a kończy na rozbuchanej, pełnej optymizmu kawalkadzie sampli.

 

Nazwa “Pejzaż” odwołuje się do wizualnej strony, a mnie pejzaże kojarzą się z czymś bardzo otwartym znaczeniowo. Czy twoja płyta jest otwarta na emocjonalne interpretacje

 

BK: Dobór sampli wokalnych i fragmentów tekstów na tej płycie jest nieprzypadkowy. Np. drugi utwór to “Miasta mrok” i to może być próba wydostania się z miasta i sugestia podróży – albo w głąb siebie, albo poza miasto.

Odnoszę wrażenie, że sample wokalne grają większą rolę, niż na płycie Ptaków, można nawet powiedzieć, że mają funkcję narracyjną, dopowiadają sensy. Co stało za tą zmianą?

 

BK: To miał być trochę koncept album – miłosny, czy nawet psychologiczny. Na Ptakach chcieliśmy to zrealizować, miała być historia, jak na albumie “Since I Left You” The Avalanches, gdzie główny bohater krąży po świecie i szuka zagubionej miłości. Ale okazało się, że wciąż uczymy się pracy na samplach i pracy nad narracją i tam są raczej takie małe narracje. Np. historia taksówkarza w utworze “Ostatni kurs”, inspirowana Kieślowskim, albo “Stacja zagłuszania”, która również dawkuje taki paranoiczny klimat. Na “Ostatnim dniu lata” istnieje większa narracja, jest to zamierzone i sample nawiązują do rozterek sercowych, czy trudnej sytuacji życiowej. Balansuje ona między sielanką a takim emocjonalnym gradobiciem – to trochę podobnie jak w filmie “Pasja życia” o Van Goghu, z Kirkiem Douglasem. Film jest opętańczy, ma duży związek z naturą, ale też opisuje problemy emocjonalne i psychiczne głównego bohatera.

 

Czy to pierwszy koncept album w Twojej karierze? Np. “Baltic Beat” chyba taki nie był, a przynajmniej nie sygnalizował swojego konceptu jakoś mocno.

 

BK: “Baltic Beat” miał jakiś koncept – powstawał na bazie prawdziwych przeżyć i inspiracji otoczeniem, takiej dosłownej. Np. nagrania terenowe na wsi, na którą jeździłem przez 20 lat, albo nagrania z Parku Akweduktów w Rzymie, gdzie byłem na wakacjach. Ten album jest emocjonalny i osobisty, ale nie czyta się tak konceptualnie, jak “Ostatni dzień lata”, gdzie pomagają sample wokalne.

 

Nie nazwałbym tego rozdarciem, bo to jest jednak bardzo spójne, ale jedną nogą stoisz w bardzo realnych, niezapośredniczonych inspiracjach – wspomnieniach, doświadczeniach, a drugą brodzisz w tekstach kultury, które doświadczenia i emocje zapośredniczają. A sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, bo korzystasz z sampli, dodając kolejne piętro zapośredniczenia.

 

BK: To jest założenie czyichś okularów, ale to wciąż ty sam decydujesz o tym, z jakimi dziełami kultury obcujesz, filtrujesz to osobiście – czy obejrzysz “Pasję życia” o Van Goghu czy “Transformersy” (które też cię mogą zainspirować). Ale to wciąż twoje doświadczenie, ty filtrujesz te emocje i jest to dialog z kulturą, w którym wciąż możesz zabrać głos.

Czy kiedy korzystasz z sampli, to zastanawiasz się nad intencjami autorskimi, czy w jakimś stopniu chcesz oddać im sprawiedliwość, czy zależy ci na pełnej transformacji oryginalnego materiału?

 

BK: Pół na pół. W dużej mierze biorę pod uwagę intencje i dobór sampli na “Ostatnim dniu lata” nie jest przypadkowy. Czerpałem z utworów inspirowanych sielanką – czego jest dużo w polskiej muzyce pop lat 60-tych. Dużo tekstów jest o idylli, polskiej wsi. Doświadczeniu, które jest kuriozalne i chyba nieco obce muzyce zachodniej – np. jest dużo tekstów Liliany Urbańskiej, czy Trubadurów, gdzie Poznakowski, dyrektor Trubadurów, był pomysłodawcą inspiracji polską wierzbą.

 

Czy np. Skaldowie, też zafascynowani byciem poza miastem, np. wspaniały “”Krywań, Krywań”.

 

BK: Tak. Wracając do intencji – z jednej strony jest próba ich odczytania i wniknięcia w nie, z drugiej filtrowanie tych pomysłów, akordów, brzmienia, tego, co mi się podoba w czyjejś twórczości.

 

Czy szukasz – świadomie lub nie – artystów i artystek, które są dla ciebie “bliźniaczymi duszami”, np. w podejściu do muzyki, czy świata?

 

BK: To jest właściwie trudne. Jest to często odrywanie twórczości od życia twórców – nie zawsze muzyka jest odbiciem twórcy i często jest kreacją. Ale czasami robię to w romantyczny sposób.

Pejzaż to w ogóle romantyczny projekt.

 

BK: Część ludzi zwróciło mi uwagę na to, że “Ostatni dzień lata” jest albumem o jakiejś zapomnianej emocji, zapomnianej erze i rzeczywiście może coś takiego istnieć, że część tych użytych sampli i pracy oryginalnych twórców bazuje na zupełnie innych uczuciach, niż te, które mamy obecnie w polskiej muzyce. Np. inspiracje wsią w polskim popie. “Ostatni dzień lata” był też inspirowany jakąś emocją, którą można znaleźć w starszych filmach, jakimś naiwnym myśleniu o świecie.

 

Taką słowiańską wersją realizmu magicznego.

 

BK: Tak, ale może też chodzi o coś jeszcze innego. Można to jakoś połączyć ze zmianą pokoleniową z romantyka na pozytywistę w “Lalce”. Ta płyta też jakoś stara się uchwycić ten moment przejścia, np. są jakieś nawiązania do rapu, ale w dużej mierze to nawiązania do emocji, której już nie ma w nowej muzyce, np. u Malika Montany. Nowy rap oferuje coś zupełnie innego niż starszy.

 

Trochę wracamy do tematu zapośredniczenia – zastanawiam się, na ile jest to zapomniana kultura, a na ile nasze wyobrażenie o niej.

 

BK:Tak, rzeczywiście jest to wyobrażeniowe. Ale opowieści kulturowe z dwudziestolecia międzywojennego, filmy o okresie sprzed I Wojny Światowej, czy powieści np. Tomasza Manna mają więcej romantyzmu i tej wyobrażeniowości w sobie.

 

Tak samo jak skamandrycka, ułożona wizji rzeczywistości.

 

BK: To jest dobry przykład, bo ta twórczość jest w jakiejś mierze sentmentalna, bazuje na emocji, którą dzisiaj rzadko się spotyka. Mimo, że biograficznie czasem bliżej skojarzeniowo tym twórcom było do Malika Montany.

 

Masz rację, dzisiaj dominuje konstruowanie i sprzedawanie “doświadczenia”, nie romantycznego sentymentalizmu.

 

BK: Tamto jest romantyczną bajką i czymś, co zniknęło ze współczesnej kultury popularnej. Częściej dzisiaj mamy, niemal seksualną, fantazję niż baśń.

Plus, starsza wizja świata jest dużo bardziej niewinna. Dzisiaj niewinny obraz rzeczywistości nie jest w ogóle popularny.

 

BK: Niewinna, bądź naiwna, jak baśń.

 

Każda z tych wizja jest eskapistyczna, daje schronienie.

 

BK: Zastanawiam się, czy mój album nie jest eskapistyczny.

 

Jest… Zresztą, znajduje się tam utwór “Ucieczka”!

 

BK: No właśnie…

 

Ostatni dzień lata” praktycznie bez żadnego wsparcia promocyjnego wyprzedał cały nakład (i spowodował lawinę desperackich poszukiwań) i rezonował w mediach lepiej, niż niejedno wydawnictwo pchane przez większe wytwórnie. Na koniec spytam: jak myślisz, co o tym zadecydowało? Nostalgia? Fakt, że to emocjonalnie idealna płyta na nasze czasy?

 

BK: Mogę się tylko domyślać. Wydaje mi się, że część sukcesu może tkwić w emocji i klimacie, którego inne płyty nie dostarczają. Ta baśń, magiczna bajka, o której rozmawialiśmy – rzadko można coś takiego spotkać. Mieszanka rozmarzenia, wakacji, sentymentu. Ta płyta bazuje także na czymś znanym, więc jest to w jakiś sposób łatwiejsze w odbiorze.

 

Dzięki za rozmowę!

 

BK: Dziękuję.