Wielki powrót w strasznym stylu - 5 gier które nigdy nie powinny dostać rebootów - Electronic Beats Poland

Wielki powrót w strasznym stylu – 5 gier które nigdy nie powinny dostać rebootów

„Carmageddon” przez lata dorobił się statusu gry kultowej. Nic dziwnego. Przecież dla nastolatków na początku lat 90. możliwość rozjeżdżania ludzi na punkty była czymś nowym i wyjątkowym. Teraz, kiedy w grach jest o wiele więcej krwi i agresji, „Carmageddon” nie jawi się już jako coś specjalnie gorszącego. Mimo to tamte, obecnie dorosłe, nastolatki dały się przekonać, że chcą zagrać w nową wersję legendarnego tytułu. Co z tego wynikło? Jak zwykle niewiele. Dlatego postanowiliśmy przestrzec samych siebie na przyszłość, że nie warto pokładać wiary w niektóre sequele i rebooty. W tym celu przygotowaliśmy listę wszystkich bolesnych powrotnych porażek.

Bomberman: Act Zero 

Trudno nawet wyjaśnić słowami, kto wpadł na pomysł robienia nowej odsłony Bombermana. Bomberman był idealny w swojej prostocie i nigdy w historii świata nikt, grając w niego, nie pomyślał: „Chciałbym, żeby historia była bardziej skomplikowana i mroczna, a grafika miała na celu przestraszenie moich dzieci”. Najgorsza w „Act Zero” jest jednak rezygnacja z offline’owego multiplayera – rzeczy, która w 99% odpowiadała za sukces oryginału.

Sonic The Hedgehog 

Legendarny szybkobiegacz w 2006 roku trafił do świata tak bardzo wypełnionego bugami, że do dzisiaj ludzie muszą żyć z flashbackami wybudzającymi ich ze snu w środku nocy. Praca kamery w tytule mogła doprowadzić do nerwicy, zanim jakikolwiek level w grze się wczytał człowiek mógł się zestarzeć, a do tego musieliśmy brać udział w historii o zoofilskim związku jeża i  księżniczki.

Shadowrun

Około 2006 roku twórcy gier myśleli, że kiedy bierzesz się za reboot jakiegoś tytułu najlepiej żeby w nowej wersji zrobić tytuł luźno związany z oryginałem, ale będący całkowicie inną grą. W ten sposób a) ci, którzy kochają oryginał i tak kupią nową wersję b) ci, którzy jego nie znają, kupią sobie jakąś durną strzelankę zamiast jednego z najlepszych RPG-ów w historii. „Shadowrun” w 2007 roku złamał serca wielu graczy. Zamiast rywalizować z „Elder Scrolls” stał się bardzo słabym i tanim FPS-em, którego nikt nie chciał i który został prędko pogrzebany, zarówno przez fanów, jak i media.

Space Invaders: Invasion Day

To nie mogło się udać i na szczęście… się nie udało. Jeden z najistotniejszych tytułów w historii gier komputerowych miał zostać przeniesiony z 2D do 3D i obłożony historią walki o ludzkość, ale sposób grania pozostał ten sam, pozwalając nam jedynie poruszać się w lewo i prawo w momencie gdy różnego rodzaju obcy próbowali nas załatwić. I dla dobra ludzkości powinniśmy im na to pozwolić.

Dungeon Keeper

Pochodzący z 1997 roku oryginał jest ogrywany przez wielu fanów po dziś dzień. Więc kiedy pojawiły się informację, że EA zrobi nową wersję tytułu, gracze się ucieszyli. Mieli tylko nadzieję, że gra zostanie odświeżona graficznie, ale sam gameplay nie zostanie zmieniony. I mieli szczęście – tak właśnie się stało. Niestety okazało się też, że EA lubi pieniądze i „DK” zamienił się w typowego mobile’owego wyciągacza pieniędzy. Akcje, które w oryginale zajmowały minutę, tutaj potrzebowały czterech godzin, chyba że miałeś ochotę zapłacić za szybsze działanie. Gra została zamordowana ocenami – według portalu Metacritic średnia ocen graczy to 0.4 na 10.