Ten Typ Mes: Hiphopowy mainstream mnie nie zaskakuje - Electronic Beats Poland

Ten Typ Mes: Hiphopowy mainstream mnie nie zaskakuje

Ten Typ Mes to jeden z  najważniejszych i najpopularniejszych MC’s na polskiej scenie. Od debiutu z Flexxipem w 2003 roku i nagrania „Rok Później (Oczy Otwarte)”, jakie znalazło się na składance „Kodex 2” nagrywa kolejne znakomite albumy, jakie ukazują się w jego labelu Alkopoligamia.

W marcu miała premierę płyta „RAPERSAMPLER”. Z tej okazji rozmawiam z raperem o powrocie do stricte hip-hopowej stylistyki, korzystaniu z autotune’a, współczesnym rapowym mainstreamie i osobistych książkowych i muzycznych  rekomendacjach.

16 marca ukazały się 2 znakomite płyty – wg wielu kandydatki do płyt roku: twoja i mixtape PRO8L3Mu. Uzgadnialiście wspólnie termin premiery?

To był totalny przypadek. Aby się dopasować do terminu wydania, trzeba by też ustalać termin startu nagrywania… Nie wiem ile czasu PRO8L3M robi album, ja tutaj wyrobiłem się w rok.

Na liście OLiS też wylądowaliście obok siebie: na pierwszym i drugim miejscu…

Tak, to prawda. Natomiast są to sprawy o których ani ja ani pewnie oni nie myśleliśmy. Ja jeszcze całej płyty chłopaków nie słyszałem, bo stopniowo wgryzam się w nowości, ale single, które się ukazały, bardzo mi się podobały.

Przy płycie „Ała” twierdziłeś, że estetyka stricte hiphopowa jest trochę ograniczająca. Tym razem jednak znowu nagrałeś esencjonalny, rapowy album…

Po pierwsze stało się tak poprzez prostotę przedmiotu jaki nabyłem, czyli poprzez sampler, który wykluczał wsadzenie więcej dźwięków niż 16. Po drugie: „Ała” był skomplikowanym albumem i coś nakazało mi wewnętrznie, by robić teraz rzeczy proste. Tam wznosiłem się m.in. na wyżyny śpiewania na granicy swojej skali (śmiech). A skoro na rynku jest przesyt produkcji raperów śpiewających przez autotune – bo ci raperzy nie potrafią poskromić nut swoimi głosikami – to na tej płycie chciałem swobodnie poruszać się po rapowych nutkach, zrobić taką warsztatową łatwiznę.

Jak wspominasz we wkładce, na płycie „nie korzystałeś z autotune czy innych tego typu przykrych efektów”. Jak postrzegasz zatem inne polskie produkcje – głównie bardzo młodych raperów, które bazują na tego typu patentach?

Jeśli ktoś bazuje na takich patentach, to tego nie słucham. Jeśli stosuje to jako przyprawę – to OK. Przymykam ucho na fragmenty autotune’a. Ja się do tego efektu nigdy nie przekonam, choćby Rihanna zaoferowała mi za to swoje ciało! (śmiech).

A słuchasz produkcji młodych polskich taperów, którzy w takim stylu produkują, np. bardzo popularnego Żabsona?

Zdarza mi się posłuchać singla, ale nie spędzam czasu z taką muzyką. Jest natomiast taki raper Frosti Rege, jest zespół Tuzza, którzy na potęgę stosują autotune’a, ale nadrabiają poczuciem humoru i mogę tego posłuchać w samochodzie. Kendrick Lamar, J.Cole czy Jay-Z nie użyli ani razu autotune’a i jakoś sobie radzą bez tego. Pamiętaj, że wiele zależy od tego, czy robisz to z disco-polową manierą lowelasa, który boi się śpiewać bez efektów, czy masz w tym jakiś swój patencik, dobry tekst, pomysł na niekserowanie Atlanty.

Jak postrzegasz sukcesy komercyjne i popularność wykonawców typu Taco Hemingway? Przechodzisz obok tego obojętnie czy się zastanawiasz nad przyczynami tego zjawiska? Czy to jest jeszcze rap?

W ogóle się nad tym nie zastanawiam. W polskim rapie jakieś 97% przestrzeni zajmują ludzie, dla których naczelną wartością jest pieniądz albo prężenie muskułów i „gangsta strona”. Wszyscy inni muszą się na scenie rozpychać i kombinować inaczej. Ten mainstream mnie nie zaskakuje, bo jest mniej więcej taki sam, jaki był w momencie, gdy ja pojawiłem się w rap-grze. Od początku były ekipy uliczne albo ci, którzy koncentrowali się na materialnej stronie życia. Raz to brzmi lepiej raz gorzej. A ja ani z ulicznym rapem ani tzw. hajs-rapem nigdy nie wiązałem swojej przyszłości – ja jestem gdzieś indziej, stawiam na oryginalność.

Czy twoje sięgnięcie po sampler oznacza, ze możemy spodziewać się twoich produkcji dla innych raperów?

Jasne, zresztą to mi się już zdarzało: zrobiłem singiel Pelsona, Karwela, Zetenwupe, Kuba Knap rapował na moim bicie z trzy razy… To by się działo częściej gdybym miał trochę więcej czasu i nie był rozstrzelony na inne dziedziny.

Na twojej płycie polityka podana jest w sposób bardzo subtelny: mówisz np. o „bluzach z orłem uszytych przez komunistów w Chinach”. W utworze „Nie Bujaj Się Na Krześle” cytujesz przejmującą wypowiedź swojej 93-letniej ciotki, mówiącej o tzw. dyktaturze chama. Co trzeba zrobić by wspominany przez Ciebie „głos młodych świeckich elit” stał się słyszalny?

Niestety obawiam się, ze ta tzw. „moja strona mocy” i moje myślenie o świecie jako otwartym przyjaznym miejscu, gdzie ludzie powinni dać sobie możliwość swobodnego oddechu, powinna wystawić silnego zawodnika. Przydałby się człowiek, który byłby charyzmatyczny, z mocnymi nerwami i bezkompromisowy. Czasy są mało ciekawe, to już nie pora na subtelnych gości, którzy coś będą tłumaczyć w zamszowych marynarkach, bo się nie przebiją.

Na album nagrałeś też piosenkę utrzymaną w tanecznym rytmie 4/4 „Underground Poland”. Jaki jest twój stosunek do muzyki klubowej i czy prawdą jest planowana cross-labelowa współpraca z JuNouMi odnośnie remiksów?

Współpraca z JuNouMi trwa od lat, ja zresztą wypłynąłem na ich płycie – tym kolorowym winylu. Jak najbardziej wciąż posiłkujemy się ich autorytetem odnośnie tego, co jest dobre w muzyce elektronicznej. Ja zagłębiam się w takie brzmienia dość często. Lubię np. audycję Kamila Pivota w Radio Kampus. Nie czuję się kompetentny, by taką muzykę robić jako longplay, ale jako dodatek, przyprawę, bardzo lubię.

Alkopoligamia obchodziła właśnie 11. urodziny. Jakie plany wydawnicze na ten rok?

Najbardziej będziemy promować składankę „Albo Inaczej 2”, która miała właśnie premierę. Tym razem to polscy wokaliści bazujący na rapowych tekstach z naszej klasyki. O reszcie – niebawem!

Każdy człowiek jest wypadkową książek, które przeczytał czy muzyki, której słucha. Co Ty osobiście poleciłbyś naszym czytelnikom? Jakie są twoje rekomendacje?

Polecę swoje ostatnie odkrycie – książkę Cezarego Łazarewicza „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka”. Kiedyś na ulicy Mazowieckiej spotkałem swojego sąsiada Igora. Spytał mnie który jestem rocznik. Ja na to, ze 1982, a on wskazał mi na drzwi w kamienicy mówiąc, że w 1983 roku Grzegorz Przemyk po raz ostatni wyszedł stąd i tego dnia go zabito. Ja mieszkałem piętro wyżej. Zahaczało więc to o moje życie. Stąd rzuciłem się na tę książkę o zamordowaniu go przez SB – Służbę Bezpieczeństwa, najbardziej haniebny i służalczy wobec Moskwy twór PRL (przypominam oryginalny skrót, bo niektórzy odbiorcy polskiego rapu to chyba lekceważą…). Ta książka to bardzo ciekawy przyczynek do dyskusji o czasach komuny, o tym jak się żyło, jak funkcjonował aparat bezpieczeństwa. Stąd nie podoba mi się rozwadnianie oceny tego systemu, usprawiedliwiania go, bo był zbrodniczy.

A co polecisz z dziedziny muzyki?

Ostatnio nie było nic lepszego od płyty Thundercata „Drunk”. Basista, który klimatyczne kompozycje obrabia swoim falsetem, robi na mnie wielkie wrażenie. Wprowadza mnie w niezwykły nastrój, stałem się jego psychofanem. Płyta jest skrajnie dopracowana, nie przestaję z nią obcować. Z polskich płyt oczywiście Jarecki, liczę na drugie życie tej płyty, trochę jak było z Ralphem Kamińskim.

ARTUR WOJTCZAK