Świeżaki czy zgniłki - Electronic Beats Poland

Świeżaki czy zgniłki

Co może znaczyć najgorsza edycja Freshmanów magazynu XXL.

Każda edycja Freshmanów magazynu XXL przynosi kontrowersje. Nic dziwnego – zestawienie mające zaprezentować najbardziej interesujących i obiecujących hip-hopowych artystów i artystki jest dość subiektywne… Mówiąc dyplomatycznie. Dodatkowo od niedawna jedno miejsce jest wybierane przez publiczność, a zatem to konkurs popularności, łatwo zdominowany przez postacie z najmocniejszym followingiem w mediach społecznościowych.

Można zbyć ten plebiscyt jako zbędny, ale wbrew pozorom tego typu inicjatywy użyźniają spragnioną rywalizacji rapową glebę. Dyskusje, które generują kolejne “klasy” Freshmanów są dobre dla muzyki. Nie podobają ci się wybory magazynu XXL? Zapewne masz swoje i z pewnością upublicznisz je w komentarzach i postach, zaczynając dyskusję – lub bezsensowną naparzankę słowną. Muzyka bez sporów – mniej lub bardziej sensownych czy eleganckich – wiele traci, a mało jest tak zaangażowanych fanbase’ów, jak ten rapowy. Szczególnie widać to w Polsce, która też doczekała się swojej wersji Freshmanów, ale do tego jeszcze wrócimy.

Ciężko stwierdzić, czy na przestrzeni 10 edycji XXL wykreowało nowe gwiazdy – z pewnością wsparły trochę karier na starcie. Wybory były raczej konformistyczne i bezpieczne, a patrząc na listy z 11 lat (sam plebiscyt zaczął się w 2007 roku, z przerwą rok później), widać bardzo wiele znajomych ksywek. Jednak sporo z nich została wciągnięta na listę już po pierwszych dużych sukcesach. Kolejne roczniki Freshmanów można traktować jako probierz stanu rapowej opinii publicznej w danym roku – szczególnie bliżej naszych czasów, kiedy media muzyczne przestały być jedynym sposobem na przebicie się. Pewnie stąd coraz mniejszy prestiż plebiscytu – w dobie wiralowych klipów i mediów społecznościowych artyści i artystki na dorobku celują bardziej w hit na YouTube czy na SoundCloudzie, aniżeli okładkę magazynu XXL. Spójrzmy na listy z 2010 i 2011 – jest tam m.in. J. Cole, Kendrick Lamar, czy Wiz Khalifa. W tamtym czasie ludzie wciąż u progu wielkiej kariery i nie można wykluczyć, że obecność wśród Freshmanów jakoś im pomogła dojść do wielkiej kariery – nawet w małym stopniu, ale wciąż. Kiedy patrzę na listy z tego i ubiegłego roku, widzę głównie autorów wiralowych hitów i przy całej dobrej woli, ciężko mi wyobrazić sobie długą i rozwojową karierę takiego YBN Nahmira, czy Trippie Redda. Zresztą po wielu Freshmanach z 2017 świat już zapomniał – OK, wielu zawodników z lat ubiegłych też spotkał ten los, ale nie w takiej skali, jak tych z 2-3 ostatnich lat.

Spójrzmy zatem, kto załapał się do rocznika 2018. Zacznijmy od Lil Pumpa, niekwestionowanej gwiazdy współczesnego rapu. Czy czeka go los Kendricka, czy może Trinidad Jamesa (też Freshmana!), komety, która zjawia się na rapowym niebie, by zniknąć, kiedy trendy się zmienią? Ciężko stwierdzić, bo popularność energetycznego młodzieńca znacznie wykracza poza wiralowe hity, a do tego czas jest po jego stronie – to ledwie nastolatek. Trippie Redd, Wifisfuneral, YBN Nahmir i Smokepurpp są mniej więcej wymienni, więc tutaj wieszczę raczej szybki finisz kariery i radzę dobrze inwestować pieniądze zarobione na hitach. Stefflon Don była dla mnie zaskoczeniem – brytyjska raperka potrafi się wyróżnić i jeśli poradzi sobie z przeszkodami, jakie stawia kobietom branża hip-hopowa, może czekać ją dłuższa kariera w świetle reflektorów. Lub zniknięcie, los innej obiecującej raperki, Freshmanki z 2013 – Angel Haze, która nie potrafiła kuć żelaza póki było gorące. Moim faworytem jest Ski Mask The Slump God, autor dwóch doskonałych mixtape’ów. Ma wyjątkowy styl i mimo pływania w trapowych wodach trendów prezentuje spory potencjał. Podobnie J.I.D, który emanuje autentycznością – czymś, czego brakuje większości pozostałym Freshmanom rocznika 2018. BlocBoy JB jest… nijaki? Jego surowość ma pewien urok, ale obawiam się, że to za mało.

Niestety, nie jest to zbyt imponujący zestaw, co w dłuższej perspektywie czasowej może być zagrożeniem dla samego plebiscytu – już w zeszłym roku było dużo powodów do narzekań, ale 2018 zgarnia tytuł najgorszego zestawienia w historii. Czy warto zmienić formułę? Kto wie, ale na pewno nie na rzecz większego udziału publiczności, bo to już zupełnie wygasi opiniotwórczość zestawienia. Myślę, że pod względem wygenerowanych postów i komentarzy to bardzo udana edycja, ale artystycznie może zapowiadać koniec pewnej ery w mediach hip-hopowych.

Na koniec warto wspomnieć o rodzimych Młodych Wilkach Popkillera, gdzie mimo wszystko celem jest odkrywanie, a nie potwierdzanie ilości wyświetleń na YouTube. Z rodzimym rapem raczej mi nie po drodze, ale samą inicjatywę warto docenić, mimo, że sporo Młodych Wilków znika jeszcze szybciej, niż ich odpowiednicy i odpowiedniczki zza Oceanu. Skala jest oczywiście zupełnie inna – przy całej popularności rapu w Polsce – ale inicjatywa Popkillera trzyma się coraz lepiej. Nie jestem pewien, czy jest to dobra wskazówka dla laików polskiego rapu, ale z każdego zestawienia wychodzą porządni zawodnicy – w ostatnich latach to choćby Żabson czy Bedoes. Może to lamerskie, ale fajnie również obserwować, jak zmienia się hip-hopowa moda na podstawie Młodych Wilków – i cieszy coraz mniejsza ilość fullcapów na rzecz odważniejszych wyborów!

Być może rację mają ci, którzy z miejsca dyskredytują takie plebiscyty, ale myślę, że te inicjatywy mają swoją funkcję w muzycznej maszynie. Generują dyskusje, pobudzają kariery i stwarzają pozory, że media muzyczne są wciąż ważne. Natomiast mam nadzieję, że freshmanowy rocznik 2019 będzie dużo lepszy, chociaż wiadomo, jak to bywa z nadziejami w rapie…