Przyjemne z pożytecznym - Electronic Beats Poland

Przyjemne z pożytecznym

Rosnąca moda na imprezy charytatywne przeczy stereotypom o kulturze klubowej.

Odruchy solidarności społecznej nie przychodzą łatwo, szczególnie w tak podzielonym i pełnym nieufności kraju, jak Polska. Kiedy przejdziemy na poziom kultury i rozrywki, nie jest wcale lepiej – polscy celebryci i celebrytki (od sportowców po faszonistki) nie deklarują żadnych poglądów czy gestów solidarności (chyba, że chodzi o bezpieczny temat), a undergroundowe kultury – np. ta klubowa – zrodzone na gruncie zaangażowania społecznego, zostały przejęte przez bandę zadowolonych z siebie i świata brosów. A jednak, w tak niesprzyjającym klimacie powstało w ostatnich latach trochę inicjatyw, dla których impreza może być czymś więcej niż świętowaniem hedonizmu. Postanowiłem porozmawiać z osobami stojącymi za kilkoma z nich. Ale zanim do tego przejdę, potrzebnych jest garść uwag. Nie znajdziecie tutaj inicjatyw np. związanych z ruchami punkowymi, anarchistycznymi itp. – mimo, że wspominane są skłoty, to te ruchy zasługują na osobny artykuł. Nie mówiąc o tym, że ich geneza i istnienie są najczęściej motywowane politycznie, więc ich zaangażowanie nie jest żadnym zaskoczeniem. Kolejna sprawa, która może się komuś wydać ofensywna lub kontrowersyjna, to “zrównanie” spraw zwierząt i ludzi. Wartościowanie cierpienia – ludzkiego czy zwierzęcego – to dość absurdalne zadanie, którego wolałbym uniknąć. Ten artykuł ma pokazać odruchy solidarności, bez dzielenia ich na te ważniejsze i mniej ważne. Ostatnia rzecz to świadome zignorowanie przeze mnie inicjatyw pomagającym konkretnym osobom – jest ich bardzo dużo, ale po pierwsze, o wiele łatwiej im trafić do zindywidualizowanego społeczeństwa, po drugie, zasługiwałyby na własny artykuł. Oczywiście warto je wspierać, bo wobec systemowych niewydolności np. służby zdrowia są smutną koniecznością.

“To źle, że działalność charytatywna kojarzy się raczej poważnie. Zupełnie nie trafia do nas przekonanie, że pomoc charytatywna musi odbywać się w atmosferze jakiejś zadumy, powagi i pogłębionej refleksji. Ludzie na imprezach spotykają swoich znajomych, poznają nowych ludzi, stają się bardziej otwarci i generalnie raczej dobrze się bawią – to idealna okazja, żeby wykorzystać tę energię w słusznym celu. Według nas muzyka nie musi siedzieć na uboczu i być czystym obiektem kontemplacji, szczególnie klubowa, która przecież od swoich początków wiązała się z zaangażowaniem politycznym, mniej lub bardziej bezpośrednim, wypowiedzianym lub dokonanym” – mówią osoby związane z MESTIÇO, klubowym cyklem zorientowanym na nieszablonowe nurty muzyki klubowej. “Wydaje mi się, że bez trudu możesz zachować hedonistyczne elementy właściwe bibom, a jednocześnie robić coś dobrego: jedno nie wyklucza drugiego. Wątki te istnieją zupełnie osobno, a pomoc niesiona zwierzakom dzieje się później, w żaden sposób nie wpływa na doświadczenie klubowicza” – mówi Michał Sosnowski (en2ak), producent i DJ z Wrocławia, który działa w fundacji Centaurus i organizuje imprezy wspierające zwierzęta w potrzebie. To połączenie zabawy z pomocą wydaje się być kapitalnym sposobem na przebicie atmosfery powagi, która dominuje nad działalnością charytatywną i świetną drogą na dotarcie do osób, które o pomocy wcześniej nie myślały.

MESTIÇO niedawno zorganizowało imprezę w Przychodni Skłot – zyski z niej zostały przekazane Polskiemu Centrum Pomocy Międzynarodowej na leki oraz pomoc medyczną dla uchodźców syryjskich przebywających na północy Libanu. “Zdecydowanie udało się nam osiągnąć sukces. Frekwencja była niesamowita, dzięki czemu udało nam się zebrać sumę pieniędzy, która przed imprezą wydawała się być totalnie poza naszym zasięgiem” – podsumowują organizatorzy i organizatorki. To właśnie wojna w Syrii i pomoc jej ofiarom ogniskuje wiele z charytatywnych inicjatyw. Michał Borkiewicz, właściciel kilku stołecznych lokali rozrywkowych, jest jednym z najmocniej zaangażowanych w taką pomoc. “Od dłuższego czasu narastała we mnie frustracja i złość na to, co dzieje się w mediach i polityce europejskiej w kontekście migrantów i uchodźców próbujących dostać się do Europy. To, co mnie złościło najbardziej, to hipokryzja i niesamowity rozdźwięk między sloganami o prawach człowieka i europejskich wartościach, a polityką realizowaną w praktyce, która całkowicie temu przeczyła. Złościła mnie też kompletna obojętność mediów na to, co dzieje się na granicach Europy i w krajach takich jak Libia, którym Unia płaciła gigantyczne pieniądze za tzw uszczelnianie swoich zewnętrznych granic, tym samym uwalniając się od odpowiedzialności za łamanie praw człowieka. Takim przełomowym dla mnie momentem była wiadomość o grupie ponad tysiąca Syryjczyków którzy dostali się w zimie do Bułgarii i zostali umieszczeni w nieogrzewanych namiotach, bez środków do życia, w błocie i śniegu, często z małymi dziećmi. To było jeszcze jakieś dwa lata przed wybuchem tzw. kryzysu uchodźczego w Europie. Pomyślałem sobie, że chyba już lepiej zrobić cokolwiek, niż tak dalej siedzieć, czytać i wkurzać się na własną bezsilność. W dwóch klubach – Planie B i Powiększeniu zorganizowaliśmy zbiórkę rzeczy, zorganizowaliśmy koncert benefitowy i zebraliśmy sporo kasy na jedzenie. Udało nam się zorganizować TIRa i zawieźć to wszystko na miejsce. W obozie zostaliśmy kilka tygodni i było to jedno z najważniejszych doświadczeń mojego życia” – wspomina. Dla Michała odruch solidarności i wsparcia jest naturalnie związany z muzyką niezależną. “Od wielu lat zajmowałem się promocja muzycznej sceny niezależnej, a ta zawsze nierozerwalnie kojarzyła mi się z zaangażowaniem społecznym. Zdawało mi się że ten etos trochę ginie, ale nie miałem też pomysłu, a może po prostu wystarczającej motywacji i energii, żeby zacząć w tym kierunku bardziej działać. Sukces tej pierwszej akcji dał mi trochę kopa. Z jednej strony globalnie rzecz biorąc zrobiliśmy bardzo niewiele, ale z drugiej w akcję zbiórki zaangażowało się prawie 2 tysiące osób, a parę razy więcej dowiedziało, że w ogóle istnieje taki problem, dzieje się tak naprawdę całkiem niedaleko, a co najważniejsze – każdy z nas może choć coś małego zrobić, żeby było trochę mniej źle. Myślę, że każda forma popularności – w tym wypadku prowadzenie znanych i lubianych miejsc i możliwość dotarcia z działaniami czy ideami do tysięcy osób – niesie ze sobą pewną odpowiedzialność. Można to oczywiście olać i znaleźć wiele wymówek, żeby nie łączyć rozrywki, czy działań kulturalnych z zaangażowaniem społecznym czy dobrze rozumiana polityką, ale mi się to nie udało. Po powrocie z Bułgarii zdecydowaliśmy ze znajomymi, że trzeba w jakiejś formie kontynuować działania, bo mamy duże możliwości, przede wszystkim w angażowanie ludzi ze środowisk artystycznych, czy po prostu naszych sympatyków i bywalców. Założyłem profil na Facebooku o nazwie Chlebem i Solą, przez który postanowiliśmy komunikować różne działania – nie tylko nasze, nie da się ukryć, mocno okazjonalne, ale tez NGOsów, na których spoczywa największy ciężar pomagania migrantom i uchodźcom, a które w Polsce zależne są w większości od środków publicznych, a z tymi jak wiadomo bywa różnie – szczególnie ostatnio. Mają też problem z docieraniem do nowych ludzi spoza sektora i angażowaniem ich w swoje działania. Staliśmy się takim łącznikiem czy też tubą nagłaśniająca różne tematy w szeroko pojętych środowiskach klubowych. Z czasem Chlebem i Sola zaczęło się rozrastać i stało takim parasolem do różnych działań na rzecz uchodźców i migrantów, w różnych konfiguracjach.”

Ta potrzeba działania jest również naturalna dla cyklu Brutaż, który nie stroni od politycznego i społecznego zaangażowania. “Musimy wypracować nowy sposób myślenia i próbować stworzyć nowy rodzaj imprezowego kumoterstwa. Takiego, które wie lepiej od opinii publicznej, co jest dobre, a co złe” – mówi Jacek Plewicki z Brutażu. Jak w przypadku ekipy MESTIÇO, charytatywne imprezy Brutażu były bardzo udane: “można zebrać naprawdę dużo pieniędzy, jeśli się to dobrze przemyśli. Szkoda, że jest tak mało tych imprez, wszakże nie ma nic złego w tym, jeśli ktoś zrealizuje szlachetny cel, a przy okazji pozna ze sobą ludzi, którzy się z tym celem zgadzają. W ten sposób można również budować imprezowo-muzyczne więzi i wciągać tych ludzi w dalsze działanie” – konkluduje Jacek.

Imprez charytatywnych jest coraz więcej, ale ciężko wskazać jasne źródło ich popularności właśnie teraz. “Może to ta dobra moda. Takie działania np. w Niemczech są totalnym standardem. Szacuje się, że w latach 2015-16, gdy do Niemiec dotarło najwięcej uchodźców, w jakiejś formie zaangażowało się tam w pomoc około 9 milionów osób! Imprezy i koncerty benefitowe organizowało większość instytucji kulturalnych i klubów. U nas to wciąż działalność pionierska, choć oczywiście bardzo, bardzo cieszy. Myślę też, że sytuacja polityczna i wstrętny ksenofobiczny przekaz państwowych i prawicowych mediów, motywują przyzwoitych ludzi to tego, żeby coś robić na własną rękę. Żeby jakkolwiek, choćby w ten sposób zaprotestować” – mówi Michał Borkiewicz. “Nie wiemy, czemu akurat teraz pojawia się coraz więcej takich imprez, ale zupełnie nie dziwi nas ich popularność. W naszym przypadku znalazło się wiele osób chętnych wesprzeć to, co robimy, dzięki czemu organizacja była dużo łatwiejsza, tańsza i bezproblemowa. To pozwoliło nam zrobić imprezę na większą skalę niż zazwyczaj, co jest sytuacją dobrą dla wszystkich stron – dla fundacji, dla której zbieraliśmy środki; dla nas i wszystkich, którzy pomogli nam imprezę zorganizować i oczywiście dla naszej publiczności” – mówią ludzie związani z MESTIÇO.

W całej Polsce jest sporo imprez organizowanych dla zwierzaków – temat wydaje się najmniej kontrowersyjny – ale to klubowa Warszawa przoduje w organizowaniu pomocy w obszarze, który wzbudza najwięcej emocji, np. kryzys uchodźczy. Michał Borkiewicz nie dziwi się takiemu stanowi rzeczy, ale dorzuca kilka trzeźwych spostrzeżeń na temat reszty kraju: “Warszawa jest obecnie najprężniejszym ośrodkiem kultury niezależnej i klubowej, więc trudno się dziwić. Trochę fajnych inicjatyw też pojawia się w innych miastach. Myślę, że ludzie zawsze trochę boją się zacząć i narazić na śmieszność albo hejt. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem mówienia o innych miastach, szczególnie tych mniejszych, jak o ksenofobicznym zaścianku. Mnóstwo ludzi robi tam dobre rzeczy, tylko rzadko o nich słyszymy.” Oczywiście, zmotywować ludzi nie jest łatwo. Jacek Plewicki wskazuje na pewne niedostatki w działaniach pomocowych: “w dalszym ciągu bardzo trudno o współdziałanie i pomysły w kontekście oddolnych działań. Jeśli robię imprezę charytatywną, to ludziom wystarczy uiszczenie opłaty na wejściu i pobujanie się trochę. A inicjatywy typu Brutaż mogą posłużyć jako narzędzie do innowacyjnych rodzajów zbierania kasy i twórczości. No i trochę szkoda, że ludzie podchodzą do tego trochę reakcyjnie. Jak ktoś ma ciekawy pomysł na inkluzywne działanie, niech się nie waha, bo Brutaż jest właśnie od tego, żeby takie rzeczy realizować.”

Niezależnie od społecznej atmosfery, warto pomagać. Inicjatywy zaprezentowane tutaj to wierzchołek góry lodowej, łączący świat rozrywki z odruchami solidarności i wsparcia. Warto iść dalej. MESTIÇO: “można wesprzeć fundację finansowo – wszelkie potrzebne informacje są na stronie http://pcpm.org.pl/. Poza tym warto rozmawiać ze znajomymi i przekonywać, że pomaganie to super sprawa i wcale nie musi wiązać się z poświęceniem i wyrzeczeniami.” Michał Borkiewicz: “ludzie często piszą do nas, że chcieliby pomóc jakimś organizacjom, ale nie wiedzą jak. Chętnie pomagamy podjąć decyzję. Po to też w dużym stopniu powstała strona uchodzcy.info, żeby trochę zorientować się w różnych formach pomocy i podpromować dobre inicjatywy i NGOsy.” Michał Sosnowski: “każda pomoc jest na wagę złota. Chętnie przyjmiemy każdego rodzaju koński asortyment – kantary, derki, szczotki, lekarstwa witaminy, suplementy itd. To samo dotyczy rzeczy dla psów i kotów. Można też zorganizować jakiś event ze zbiórką na nasze zwierzaki, lekcję o zwierzakach w szkole, zbierać podpisy pod naszymi petycjami itd. Listę najbardziej potrzebnych przedmiotów można znaleźć na naszej stronie centaurus.org.pl, można też kontaktować się ze mną bezpośrednio (michal.sosnowski@centaurus.org.pl).”

Mimo że o scenie klubowej funkcjonuje wiele szkodliwych mitów, jedno jest pewne: nie brakuje na niej ludzi o otwartych głowach i sercach, gotowych na poświęcenie swojej imprezowej pracy (najczęściej mało dochodowej) na rzecz słabszych i potrzebujących. Niezależnie, od tego, komu pomagacie, takie gesty – szczególnie dzisiaj – są bardzo ważne i potrzebne. Zatem – do dzieła! Wspierajcie fundacje, organizujcie lub chodźcie na imprezy charytatywne, rozpuszczajcie wiedzę w mediach społecznościowych. A jeśli uważacie, że to tylko kropla w morzu potrzeb, pamiętajcie te słowa Michała Borkiewicza: “ta nic nie znacząca kropla może spowodować, że ktoś zje pierwszy ciepły posiłek od dłuższego czasu, dostanie pomoc prawną albo psychologiczną, czy znajdzie pracę. Serio, nie warto?”.