Magiczny YouTube, czyli kanały, które powinniście znać - ODCINEK 2 - Electronic Beats Poland

Magiczny YouTube, czyli kanały, które powinniście znać – ODCINEK 2

Youtube jest przepaścią bez dna. Gdy wpadniecie w miejsce gdzie kontent się zgadza, to możecie spędzić tam całe dnie, idąc głębiej i głębiej w poszukiwaniu jakościowego, zabawnego i interesującego materiału. Ostatnio poleciliśmy wam już trzy kanały, które warto followować – teraz przyszła kolej na polecajkę numer 2.

iDUBZZTV

iDubbbz lubi używać sformułowań „retard”, „cancer”, „faggott” i „nigga”. Jest idealnym odzwierciedleniem człowieka, który czuje zażenowanie przez głupotę przeciętnego człowieka i w swoich filmikach tego zażenowania nie ukrywa. Jego kariera zaczęła się od serii Kickstarter Crap, w której rozkłada na czynniki pierwsze najgłupsze zbiórki na tym popularnym serwisie i wyjaśnia dlaczego nikt  nie powinien dawać na nie swoich pieniędzy. Nasz wzrok jednak najbardziej przyciągnął Content cop, w którym Ian rozprawia się z popularnymi youtuberami i wyjaśnia dlaczego są beznadziejni…

NERDWRITER

Nie da się znaleźć na YouTube większego przeciwieństwa poprzednika, niż Nerdwriter. W każdą środę twórca kanału siada i opowiada na krótki wybrany przez siebie temat. Gdy u Dubbbza słuchamy żartów o gejach, tutaj dostajemy analizę Edvarda Muncha i jego związku z papierosami, w jaki sposób historie opowiadane w różnych czasach wpływają na ekonomię, albo w jaki sposób Steven Spierlberg skonstruował genialna otwierającą scenę „Szeregowca Ryana”. Wideoeseje Nerdwritera są ciekawe, dogłębnie przemyślane i często niedoceniane przez natłok taniego YouTube’owego kontentu tworzonego z myślą o poklasku.

YOURMOVIESUCKSDOTORG

YMS byłby o wiele większym kanałem, gdyby zamiast skupiać się na mniejszych formach, „quickie” recenzjach, kręcił swoje podstawowe hity, w których rozprawia się z głupotą niektórych filmów. Problemem jest też fakt, że ostatnio bardziej bawi go rozkładanie na części pierwsze projektów, które z góry skazywano na porażki. A śmianie się ze słabego, amatorskiego filmu za to, że jest słaby i amatorski nie sprawia takiej przyjemności jak patrzenie krytycznym wzrokiem na wszystkie głupoty, które znalazły się w „World War Z”.